Reklama

Autostrady pozostaną ostoją rozpasania

Niemieckie autostrady pozostaną ostoją motoryzacyjnego rozpasania. W czwartkowym głosowaniu Bundestag odrzucił propozycję wprowadzenia ograniczeń prędkości.

Wnioskodawcą projektu była Partia Zielonych, która domagała się, by od 1 stycznia 2020 roku na sieci niemieckich autostrad obowiązywała prędkość maksymalna 130 km/h. Wywodzący się z Partii Zielonych szef niemieckiej parlamentarnej Komisji Transportu - Cem Ozdemir - argumentował, że zmiany powinny być wprowadzone nie tylko z uwagi na ochronę środowiska, ale również ze względów bezpieczeństwa. W jego opinii pozwoliłoby to uniknąć niebezpiecznych sytuacji gdy na sąsiednich pasach ruch odbywa się ze skrajnie różnymi prędkościami. Podkreślał również, że wprowadzenie ograniczeń musi nastąpić w związku z rozwojem autonomicznych pojazdów.

Reklama

Projekt wywołał w Bundestagu gorącą dyskusję. W odpowiedzi Oliver Luksic z liberalnej FDP argumentował, że (podobnie jak w Polsce - przyp. red.) autostrady stanowią najbezpieczniejszą grupę dróg w Niemczech, więc rzeczywiste działania dotyczące poprawy stanu bezpieczeństwa powinny być raczej skierowane w kierunku dróg lokalnych. Inni parlamentarzyści zwracali też uwagę na problem dotyczący egzekwowania ewentualnych ograniczeń. Według wielu głosów wiązałoby się to z "totalną inwigilacją", czyli rozbudową i tak już bardzo skomplikowanego systemu nadzoru nad siecią autostrad.

Ostatecznie argumenty Partii Zielonych spotkały się w głosowaniu z miażdżącą krytyką. Za wprowadzeniem limitów opowiedziało się 126 posłów, przeciwko było aż 498 deputowanych!

Nasi zachodni sąsiedzi to jedyny kraj w Unii Europejskiej, gdzie na autostradach nie obowiązuje limit prędkości. Pomysł wprowadzenia ograniczeń coraz częściej pojawia się jednak w mediach, właśnie za sprawą rozwoju pojazdów autonomicznych i szeroko pojętej ekologii.

Co ciekawe, jak wynika z badań opinii społecznej zleconych przez największy niemiecki serwis ogłoszeń motoryzacyjnych - mobile.de - ponad połowa (56 proc.) Niemców opowiada się za wprowadzeniem prędkości maksymalnej. Zdecydowany sprzeciw w tej kwestii wyraziło 17 proc. ankietowanych.

Nie ulega wątpliwości, że limity uderzyłby pośrednio w niemieckich producentów aut segmentu premium. Większość modeli Audi, BMW czy Mercedesa bez trudu rozpędza się do 250 km/h, a ich właściciele często robią użytek z drzemiącego pod maską potencjału. Wprowadzenie państwowego "kagańca" mogłoby osłabić ich pozycję na lokalnym rynku.

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że problem prędkości na niemiecki autostradach może rozwiązać się samoistnie wraz z elektryczną ofensywą lokalnych potentatów motoryzacyjnych. Prędkość maksymalna odgrywa bowiem kluczową rolę dla zasięgu elektrycznego pojazdu i żywotności baterii. Dlatego też Audi założyło swojemu e-tronowi "kaganiec" przy 200 km/h, a Mercedes w przypadku EQC już przy 180 km/h. Mało który właściciel tych aut zdecyduje się jednak na tak szybką jazdę, z obawy o błyskawiczne wyczerpanie akumulatora. Sporo wskazuje więc na to, że jednym ze skutków ubocznych elektrycznej rewolucji, będzie zmniejszenie prędkości z jaką poruszamy się po autostradach.

opr. PR


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy