Powstaną auta "made in UE". Stawka to 350 tys. miejsc pracy
Unia Europejska rozważa wprowadzenie przepisów mających wzmocnić lokalną produkcję w kluczowych sektorach przemysłu, w tym w motoryzacji. Jednym z pomysłów jest koncepcja tzw. samochodów "made in UE", których wytwarzanie byłoby regulowane pod kątem pochodzenia komponentów. Branża ostrzega, że bez takich zmian Europa może stracić nie tylko miejsca pracy, lecz także część swojego zaplecza technologicznego.

W skrócie
- Komisja Europejska przygotowuje projekt "Industrial Accelerator Act" mający wesprzeć strategiczne sektory przemysłu, w tym motoryzację.
- Producenci części motoryzacyjnych popierają wprowadzenie obowiązku minimalnego udziału komponentów wyprodukowanych w UE w samochodach "made in UE".
- W ostatnich dwóch latach w sektorze produkcji części w UE ubyło niemal 104 tysiące miejsc pracy, a branża obawia się dalszego wypierania europejskich firm z łańcuchów dostaw.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Z danych organizacji branżowych wynika, że do 2030 roku w europejskim sektorze motoryzacyjnym może ubyć nawet 350 tys. miejsc pracy. Zagrożone są nie tylko montownie pojazdów, lecz przede wszystkim zakłady produkujące podzespoły. Wraz z nimi Europa mogłaby utracić kompetencje i know-how budowane przez dekady.
Odpowiedzią na te wyzwania ma być przygotowywany przez Komisję Europejską projekt "Industrial Accelerator Act". Dokument zakłada wsparcie strategicznych gałęzi przemysłu, które mierzą się z wysokimi kosztami energii, spadkiem popytu oraz rosnącą konkurencją spoza Unii.
Nowe regulacje zyskały poparcie wśród producentów części
Wśród propozycji znalazł się m.in. postulat wprowadzenia na rynek samochodów "made in UE", których produkcja - w przypadku projektów finansowanych ze środków publicznych - wymagałaby minimalnego udziału komponentów wytwarzanych lokalnie. Regulacje te miałyby wzmocnić europejskie łańcuchy dostaw i ograniczyć presję taniego importu, zwłaszcza z Chin.
Plany Unii pozytywnie ocenia środowisko producentów części. Ich zdaniem w nowych przepisach powinien znaleźć się zapis, zgodnie z którym samochód określany jako "europejski" musiałby składać się w co najmniej 75 proc. z komponentów wyprodukowanych w krajach UE. Taki próg ograniczyłby zastępowanie unijnych dostawców tańszymi podzespołami z państw o niższych kosztach produkcji.
Jak podkreśla w rozmowie z PAP prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, Tomasz Bęben, rola producentów części w łańcuchu wartości jest kluczowa.
„Odpowiadają oni za około trzy czwarte wartości gotowego pojazdu. Dostarczają elementy układów hamulcowych, kierowniczych, zawieszenia czy chłodzenia. Producenci samochodów koncentrują się głównie na konstrukcji nadwozia, podwozia oraz wybranych elementach silnika, natomiast większość pozostałych komponentów powstaje u zewnętrznych dostawców według ich specyfikacji
Europejskie części oznaczają wyższe ceny aut?
Prezes SDCM zaznaczył, że części dostarczane przez zewnętrznych producentów są następnie montowane na linii produkcyjnej, gdzie powstaje finalny produkt - kompletny samochód. Dlatego skupianie się wyłącznie na końcowym montażu nie gwarantuje realnej wartości dodanej, miejsc pracy, rozwoju badań ani transferu technologii.
Co istotne, już dziś ponad 80 proc. części wykorzystywanych w pojazdach produkowanych w UE pochodzi od europejskich firm. Zdaniem przedstawicieli sektora wprowadzenie progu 75 proc. nie powinno więc automatycznie przełożyć się na wzrost cen samochodów.
Trwa wypychanie europejskich firm z łańcuchów dostaw
W Polsce działa obecnie około tysiąca przedsiębiorstw zajmujących się produkcją części i akcesoriów motoryzacyjnych. W 2024 roku wartość ich sprzedaży osiągnęła 115 mld zł, z czego blisko połowę stanowił eksport - głównie do krajów Unii Europejskiej. Zakłady te zatrudniają ponad 145 tys. osób.
Jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch lat w unijnym sektorze produkcji części ubyło niemal 104 tys. miejsc pracy. Przy utrzymującej się przewadze kosztowej konkurentów spoza UE, sięgającej 15-30 proc., branża obawia się dalszego ograniczania produkcji i stopniowego wypychania europejskich firm z łańcuchów dostaw.
Koncepcja samochodu "made in UE" ma być próbą odwrócenia tego trendu. Ostateczny kształt przepisów zdecyduje o tym, czy europejska motoryzacja utrzyma w kolejnych latach swoją pozycję produkcyjną i technologiczną.










