Fotoradary akustyczne nie ograniczają hałasu. Ekspert tłumaczy dlaczego
Miejscy aktywiści chcą, by na ulicach pojawiły się tzw. fotoradary akustyczne. Ich celem miałaby być walka z nadmiernym hałasem, generowanym przez pojazdy niespełniające norm. Jednak ekspert studzi entuzjazm pomysłodawców, twierdząc, że efekt działania takich fotoradarów nie będzie duży.

W skrócie
- Ekspert uważa, że fotoradary akustyczne mogą eliminować najbardziej hałaśliwe pojazdy, ale nie obniżą ogólnego poziomu hałasu komunikacyjnego.
- Najbardziej szkodliwy dla zdrowia jest ciągły, jednostajny hałas wynikający z ruchu drogowego i pracy urządzeń technicznych.
- Hałas w Unii Europejskiej przyczynia się do około 12 tys. przedwczesnych zgonów rocznie oraz powoduje zaburzenia snu u milionów osób.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Pod koniec lutego do Sejmu trafiła petycja przygotowana przez warszawskich aktywistów, podpisana przez około 20 tys. osób. Jej autorzy postulują instalowanie fotoradarów akustycznych, które wykrywałyby pojazdy przekraczające dopuszczalne normy hałasu. Jak informuje PAP - podobne rozwiązania są już testowane w niektórych miastach na świecie i mają ograniczać uciążliwość szczególnie głośnych samochodów i motocykli.
Fotoradary akustyczne nie rozwiązują problemu
Do pomysłu odniósł się dr Grzegorz Chrobak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, kierujący Laboratorium Audiosfery i Akustyki Środowiska. Naukowiec podkreśla, że choć urządzenia mogą eliminować najbardziej hałaśliwe pojazdy, nie wpłyną znacząco na ogólny poziom hałasu komunikacyjnego. Ten bowiem wynika przede wszystkim z natężenia ruchu oraz sposobu organizacji transportu w miastach.
Według eksperta największym źródłem miejskiego hałasu pozostaje transport drogowy, zwłaszcza intensywny ruch samochodowy. Głośne motocykle czy auta z przerobionymi układami wydechowymi są jedynie najbardziej słyszalnym elementem problemu. Nawet ich eliminacja nie zmieni faktu, że stały szum uliczny towarzyszy mieszkańcom przez większą część dnia.
Znaczenie mają również warunki urbanistyczne. Gęsta zabudowa sprzyja odbijaniu się fal dźwiękowych między budynkami, tworząc tzw. miejskie kaniony akustyczne. Dodatkowo niedobór odpowiednio zaprojektowanej zieleni ogranicza naturalne tłumienie hałasu. Naukowcy zwracają uwagę także na zjawisko fragmentacji akustycznej przestrzeni, przez które coraz trudniej znaleźć w mieście miejsca rzeczywiście ciche.
Potrzebna jest ochrona krajobrazu dźwiękowego
Dr Chrobak zwraca uwagę, że samorządy od lat wprowadzają różne działania antyhałasowe, jednak problem nie znika, lecz zmienia swoją formę. Najbardziej szkodliwy dla zdrowia jest nie pojedynczy, głośny incydent, lecz ciągły, jednostajny dźwięk - na przykład nieustanny szum ruchu drogowego lub pracy urządzeń technicznych.
Coraz częściej mówi się także nie tylko o redukcji hałasu, ale o ochronie krajobrazu dźwiękowego miasta. Chodzi o takie planowanie przestrzeni, które ogranicza niepożądane dźwięki, a jednocześnie wzmacnia te odbierane pozytywnie, jak odgłosy natury obecne w parkach czy terenach zielonych. W ten sposób poprawia się komfort życia mieszkańców i tworzy zdrowsze środowisko miejskie.
Hałas nie tylko utrudnia życie, ale bywa niebezpieczny
Jednocześnie skala problemu jest poważna. Jak informuje PAP, powołując się na dane Światowej Organizacji Zdrowia, hałas przyczynia się w Unii Europejskiej do około 12 tys. przedwczesnych zgonów rocznie, a miliony osób cierpią z powodu zaburzeń snu. Zdaniem naukowca jest to, zaraz po zanieczyszczeniu powietrza, jedno z największych zagrożeń środowiskowych dla zdrowia publicznego, choć często pozostaje niezauważone.










