Wyjeżdżasz na ferie? Czas przygotować samochód!
Rezerwujesz nocleg, pakujesz narty, sprawdzasz prognozę pogody w górach. Myślisz już o pierwszym zjeździe po stoku i gorącej herbacie po całym dniu zimowych szaleństw. Jest jednak jeden szczegół, potrafiący zniszczyć ten obraz szybciej niż brak śniegu. Samochód, który odmówi współpracy. Jak skutecznie zminimalizować to ryzyko?

Nie bądźmy zbyt surowi: ekscytacja przed wyjazdem jest jak najbardziej zrozumiała. Trudno myśleć o stanie opon czy akumulatorze, kiedy w planach mamy zimowe szaleństwo na stoku. Sęk w tym, że samochód nie ma w tym czasie urlopu. Wręcz przeciwnie: dla niego ferie to kolejny test.
Ferie nie zaczynają się na stoku, lecz w garażu
Sprawdzian, dodajmy, znacznie trudniejszy niż codzienne dojazdy do pracy. Mróz, wilgoć, sól drogowa i długie trasy obnażają wszystkie zaniedbania, które przez resztę roku z lepszym lub gorszym skutkiem dało się ignorować. Zimą samochód nie wybacza "jakoś to będzie". A wielu kierowców przypomina sobie o przygotowaniu auta dopiero wtedy, gdy coś przestaje działać. To "coś" potrafi jednak sparaliżować cały wyjazd. Dlatego, zamiast liczyć na szczęście, lepiej potraktować wizytę w garażu jak pierwszy etap ferii.
Opony: fundament bezpieczeństwa
W miejskich warunkach opony wielosezonowe potrafią się sprawdzić, w górskich - już niekoniecznie. Same "zimówki", nawet wysokiej jakości, to nie wszystko. Równie ważny jest ich realny stan. Ogumienie starzeje się z czasem, nawet jeśli bieżnik wciąż wygląda przyzwoicie. Guma po kilku sezonach traci elastyczność, a to właśnie ona odpowiada za przyczepność na śliskiej nawierzchni.
Kolejna kwestia to ciśnienie w oponach, które spada wraz z temperaturą. A niedopompowane opony to gorsze prowadzenie, dłuższa droga hamowania i wyższe zużycie paliwa. W trasie, zwłaszcza przy dużym obciążeniu auta, ma to ogromne znaczenie. Dlatego warto mieć pod ręką własny kompresor. Zgadywanie ciśnienia "na oko" zdecydowanie się bowiem nie sprawdza.
Propozycja od OSRAM: TYREinflate 1600 ESSENTIAL. To mały, bezprzewodowy kompresor, który pozwala szybko dopompować opony bez konieczności szukania stacji benzynowej. Jest prosty w obsłudze, posiada czytelny ekran i pokazuje ciśnienie na bieżąco.

TYREinflate 1600 ESSENTIAL działa na wbudowanym akumulatorze ładowanym przez USB-C, nie wymaga więc zasilania z gniazda 12V ani zewnętrznego źródła energii. Dzięki kompaktowym rozmiarom zmieści się w bagażniku lub schowku.
Akumulator, o którym przypominamy sobie za późno
Akumulator rzadko daje wyraźne sygnały ostrzegawcze. Zazwyczaj po prostu któregoś dnia nie uruchamia silnika. Zimą dzieje się to częściej, gdyż niska temperatura spowalnia reakcje chemiczne wewnątrz baterii. Oznacza to, że rozruch wymaga więcej energii. Jeśli akumulator jest już częściowo zużyty, mróz potrafi go pokonać.
Pierwsze objawy bywają subtelne i łatwo je przeoczyć: wolniejszy rozruch czy przygasające światła. Czasem dziwne komunikaty elektroniki. Wielu kierowców je ignoruje, bo auto "przecież jeszcze odpala". Problem w tym, że zimą to "jeszcze" potrafi skończyć się z dnia na dzień.
Dalsza część tekstu znajduje się pod grafiką

Stan akumulatora można jednak sprawdzić, a nawet go poprawić. I wcale nie trzeba być mechanikiem! Pomaga w tym inteligentny prostownik i urządzenie do konserwacji akumulatora. Pozwala on naładować baterię przed wyjazdem, utrzymać ją w dobrej kondycji i uniknąć porannej niespodzianki na mrozie.
Propozycje od OSRAM: BATTERYcharge 908 oraz BATTERYjumpstart 1000, czyli inteligentny prostownik, który dba o akumulator, zanim sprawi on kłopot. Podłączasz go, a resztą zajmuje się sam: naładuje baterię, kontrolując cały proces, a następnie - gdy akumulator jest już pełny - przechodzi w tryb podtrzymania. Sprawdza się zarówno w samochodach osobowych, jak i dostawczych, a czytelny wyświetlacz pozwala szybko ocenić, co się w danej chwili dzieje. Dzięki temu urządzeniu możesz przygotować auto do wyjazdu bez wizyty u mechanika.

BATTERYjumpstart 1000 to z kolei nic innego, jak awaryjne wsparcie na czarną godzinę. Gdy akumulator całkiem odmówi posłuszeństwa, urządzenie pozwala uruchomić samochód bez pomocy innych kierowców. Jest bezpieczne (posiada zabezpieczenia przed błędnym podłączeniem) i proste (sygnały dźwiękowe i wskaźniki LED) w użyciu. Poradzi sobie z większością aut osobowych i SUV-ów.
Widoczność to nie luksus
Zimą widzimy gorzej, nawet jeśli teoretycznie wszystko działa. Zużyte wycieraczki, które latem dawały radę, zimą będą tylko rozmazywać gromadzący się na szybie brud. Płyn do spryskiwaczy? Ten potrafi zamarznąć dokładnie wtedy, gdy szyba jest najbardziej zabrudzona. Do tego zaparowane szyby i słaby nawiew, nienadążający z odparowywaniem wilgoci.
W zimowych warunkach największą różnicę robi jednak oświetlenie. Wydajne żarówki halogenowe lub ksenonowe zapewniają jaśniejsze i dalsze światło, co przekłada się na szybszą reakcję i mniejsze zmęczenie wzroku. Na nieoświetlonych drogach w górach oznacza to realną poprawę bezpieczeństwa.
Propozycje od OSRAM: NIGHT BREAKER 220 oraz OSRAM XENARC NIGHT BREAKER 220. Pierwszy model to jedne z najmocniejszych halogenów dostępnych do reflektorów. Świecą wyraźnie jaśniej (o 220 proc. w porównaniu z minimum homologacyjnym) i bielszym światłem niż standardowe żarówki, dzięki czemu droga jest lepiej widoczna. W praktyce oznacza to mniejsze zmęczenie oczu, a więcej czasu na reakcję. Zwłaszcza nocą i w złych warunkach. Dostępne są jako H4, H7 i H11.

XENARC NIGHT BREAKER 220? To natomiast najmocniejsze światło ksenonowe w ofercie OSRAM. Zapewnia bardzo daleki zasięg (około 250 m przed samochodem), a bielsza barwa nadaje dodatkowo reflektorom nowoczesny wygląd. Dostępne są w wersjach D1S, D2S, D3S i D4S.
Zimowy urlop nie zaczyna się w momencie, gdy zakładamy buty narciarskie. Zaczyna się wtedy, gdy poświęcimy chwilę swojemu samochodowi. Bo kiedy mamy wszystko pod kontrolą, droga staje się częścią przyjemności.
Materiał promocyjny







