Reklama

Doradca czyli kamienna twarz, miły uśmiech

Ważnym czynnikiem wpływającym na zadowolenie z pracy jest poziom stresu. Jak się okazuje, doradca klienta ma raczej sporo powodów do obaw. W zakres jego obowiązków wpisano bowiem wykonywanie jazd próbnych z potencjalnymi klientami. Poziom adrenaliny w czasie niektórych przejazdów porównać można jedynie do jazdy na prawym fotelu C4 WRC Sebastiena Loeba, przy czym pilot sławnego Francuza ma ten komfort, że podróżuje autem z solidną klatką bezpieczeństwa i mistrzem świata u boku.

Reklama

Do niedawna zdecydowanie najgorzej pod tym względem mieli przedstawiciele popularnych marek (jak np. Skoda czy Fiat). Nawet dziś nie brakuje ludzi, dla których wspomaganie kierownicy czy ABS to wciąż cos zupełnie nowego, a lata jazdy „dużym fiatem” czy „polonezem” kształtują nawyki, których niełatwo jest się pozbyć…

Osobną kategorię stanowią natomiast kierowcy przekonani o swych rajdowych umiejętnościach. Nawroty „na ręcznym” przy 90 km/h, nagle hamowanie ze 130 km/h czy slalom pomiędzy wirtualnymi pachołkami sprawiają, że dla doradcy serwisowego tydzień bez solidnego guza to tydzień stracony…

Co więcej średnio raz w miesiącu musi się też trafić jakiś cwaniak lub jak kto woli - pasjonat. Taki nie dość, że wie, o co pyta, to jeszcze wymaga od nas (Bogu ducha winnego sprzedawcy) konkretnej i rzeczowej odpowiedzi. Jak na złość - zużycie paliwa, przyspieszenie czy ceny wydają się w ogóle go nie interesować.

Bijąc się w piersi przyznajemy, że nam również zdarzało się wpędzać sprzedawców w kompleksy, mimo że nasze intencje zawsze były czyste.

Szczególnie utkwiła nam w pamięci rozmowa z pracownikiem pewnego salonu Citroena, który z całych sił starał zainteresować nas nowym C5. Sprzedawca był łaskaw zauważyć, że samochód wyposażono w rewelacyjne „pneumatyczne” zawieszenie, co faktycznie przykuło naszą uwagę. Sądząc, że w istocie chodziło mu o zawieszenie „hydropneumatyczne” zadaliśmy niezręczne, jak się wkrótce okazało pytanie: „Ile sfer wchodzi w skład tego układu?” Cóż, nasz błąd… Kolejne 5 minut spędziliśmy tłumacząc zaciekawionemu sprzedawcy, na jakiej zasadzie działa hydropneumatyka i jaką rolę pełnią w niej sfery (lub jak kto woli ”gruchy”) z azotem… Po ciekawej dyskusji uzyskaliśmy nawet odpowiedź na pytanie, które okazało się wstępem do naszego wykładu. Być może nie była ona idealna, ale z pewnością dobrze rokowała na przyszłość. Dalej nie wiecie, ile „gruch” ma w zawieszeniu nowe C5? To proste - „kilka!”.

Rozchwytywany pan Kirchhoff

Ciąg dalszy na nastęnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: doradcy | uśmiech | doradca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje