Reklama

Land Rover Defender– w ciężki teren w garniturze

Łatwo docenić to po zjechaniu z asfaltu, gdzie nawet mocno wyboiste nieutwardzone drogi można pokonywać z większymi prędkościami, bez uszczerbku na wygodzie. To zasługa kolejnej nowości, niepasującej do rasowego offroadera, jakim jest pneumatyczne zawieszenie. Puryści się krzywią, ale co powiecie na prześwit wynoszący 291 mm? W najwyższym położeniu kąt natarcia wynosi 38 st., kąt zejścia aż 40 st., a kąt rampowy 28 st. Głębokość brodzenia to 90 cm, co można na bieżąco monitorować, ponieważ Defender mierzy głębokość pokonywanej przeszkody terenowej.

Reklama

Jazda w lekkim terenie (takim, który zatrzyma większość współczesnych SUVów) nie robi na tym aucie żadnego wrażenia. Strome trawiaste podjazdy czy błotnista droga nie wymagają tak naprawdę żadnych działań ze strony kierowcy. Skrzynia biegów w pozycji D, gaz wciśnięty, a 240-konny diesel ochoczo i bez wysiłku wyciąga ważącego ponad 2,3 t Defendera na kolejne wzniesienie. Niemała w tym zasługa opon typu All Terrain, zapewniających znacząco lepszą trakcję w terenie od opon szosowych, na jakich wyjeżdżają z fabryki wszystkie SUVy.

Żeby poznać prawdziwe możliwości nowego Defendera trzeba go zabrać w prawdziwy teren. Dopiero tam jest sens wybierać któryś z offroadowych trybów jazdy, korzystać z reduktora oraz blokad centralnego i tylnego dyferencjału. My nie sprawdziliśmy pełni jego możliwości, ponieważ do tego potrzebna jest druga, rasowa terenówka z wyciągarką, ale to, co widzieliśmy, robi naprawdę duże wrażenie.

Tu jednak pojawia się problem - dla kogo jest nowy Defender? Z pewnością nie dla odbiorców poprzedniej generacji, którzy nie zamienią raczej spartańskiego offroadera na samochód z elektronicznym sterowaniem napędu i seryjnym pneumatycznym zawieszeniem. To auto dla kogoś, kto wymaga ponadprzeciętnych możliwości terenowych, ale jednocześnie chce używać tego pojazdu na co dzień.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama