Reklama

Egzaminator oblał go na egzaminie, bo jechał Teslą!

Jazda nowoczesnymi samochodami w teorii nie różni się niczym od tymi sprzed lat, ale coraz powszechniejsza elektronika ułatwia w pewnych sprawach życie kierowcy. Szczególnie widoczne jest to w przypadku samochodów elektrycznych, ale jak się okazuje, nie wszyscy nadążają za postępem. Na przykład ośrodki egzaminujące kierowców.

Opisywana sytuacja miała miejsce w Stanach Zjednoczonych, ale stanowi ciekawy precedens. Otóż pewien nastolatek z Californii podszedł do egzaminu na prawo jazdy, a zdawał go na Tesli Model 3 (należącej zapewne do jego ojca - w USA egzamin przeprowadza się na aucie kandydata na kierowcę). Jak chłopak później relacjonował, egzaminatorka szybko zwróciła uwagę, że samochód samoczynnie hamuje, gdy on zdejmował nogę z pedału gazu. Później zrobiła to ponownie, ale egzamin trwał nadal. Na koniec okazało się jednak, że nastolatek go nie zaliczył.

Reklama

Zobacz także: Tesla Cybertruck w akcji na nowym wideo

W sprawie interweniował jego ojciec, ale egzaminatorka wyjaśniła mu, że w ramach egzaminu, musi upewnić się, że kandydat na kierowcę używa pedału hamulca. Ponieważ tego nie robił (gdyż nie miał takiej potrzeby), nie mogła mu zaliczyć punktu "prawidłowe używanie hamulca", a w konsekwencji całego egzaminu. Ostatecznie po odwołaniu się do ośrodka egzaminacyjnego, nastolatkowi zaliczono jednak egzamin, a egzaminatorzy zostali poinstruowani, że hamowanie elektrykiem bez używania hamulca, nie może stanowić podstawy do oblania kandydata na kierowcę.

Gdybyśmy mieli to skomentować, to zwrócilibyśmy uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze auta elektryczne nie są obecnie żadną nowinką i egzaminatorka raczej nie powinna być zaskoczona tym, jak one jeżdżą. Po drugie natomiast, nastolatek był w pełni świadomy, że korzystanie z funkcji pozwalającej na jazdę z użyciem tylko prawego pedału (odpuszczając gaz od pewnego momentu zaczynamy zwiększać siłę rekuperacji) budzi zastrzeżenia egzaminatorki. Ale ponieważ "nie kazała mu jej wyłączyć", korzystał z niej dalej, pomimo jej uwag. Można więc powiedzieć, że sam się trochę podłożył.

Podobna historia raczej się w Polsce nie wydarzy, ponieważ nawet kiedy będzie już można zdawać egzamin na prawo jazdy na aucie elektrycznym, to będzie to auto należące do ośrodka. Egzaminatorów nie powinno wtedy zaskoczyć to, jak takie samochody jeżdżą. Przypomina nam to jednak sytuację sprzed nieco ponad dwóch lat, kiedy informowaliśmy o problemach, przed jakimi stanęły ośrodki egzaminacyjne.

Otóż wyszło wtedy na jaw, że zgodnie z procedurą, jeśli samochód wyposażony jest w jakieś systemy wsparcia kierowcy, to muszą one być wyłączone. Chodziło na przykład o czujniki cofania, systemy wspomagające hamowanie, a także ułatwiające ruszanie pod górę. To ostatnie okazało się szczególnie problematyczne, ponieważ tak zwany hill holder jest dla producenta samochodu żadnym kosztem i spotkać go można nawet w tanich, miejskich autach. Za to nie można go wyłączyć. Zaś ruszanie pod górkę, to jedno z zadań na egzaminie! Ostatecznie kryzys został zażegnany i kandydaci na kierowców mogą bez przeszkód podchodzić do egzaminów, ale pokazuje to, że wraz z rozwojem i upowszechnianiem się systemów wsparcia kierowcy, coraz trudniej będzie przeprowadzić egzamin w "analogowych" warunkach.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje