Reklama

Dlaczego "motocyklista" kojarzy się ze słowem "kretyn?

Znowu tragiczny wypadek z udziałem samochodu osobowego i motocykla czy motocykli... Na zakopiance zginęło troje obywateli Węgier, a pięć osób odniosło obrażenia.

"Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierujący volkswagenem polo zjechał nagle na przeciwległy pas ruch i wjechał w grupę motocyklistów".

Reklama

Zdarzenie miało zatem nietypowy przebieg. Zazwyczaj w medialnych doniesieniach czytamy bowiem o nieostrożnych kierowcach, którzy wyjeżdżając z drogi podporządkowanej nie zauważyli zbliżającego się motocyklisty lub o brawurowych motocyklistach, którzy stracili panowanie nad swymi pojazdami.

Wtedy zaczyna się dyskusja, czy w przypadku jednośladu, który owszem, porusza się drogą główną, ale przy obowiązującym ograniczeniu prędkości - powiedzmy do 70 km/godz. - pędzi nią dwukrotnie szybciej, ma jeszcze sens mówienie o wymuszeniu pierwszeństwa przejazdu? Czy od przeciętnego człowieka można wymagać prawidłowej oceny prędkości innego pojazdu, a zatem i ryzyka kolizji? Tego podczas kursów na prawo jazdy nie uczą. Ile osób, uznanych za sprawców wypadku, widząc nadjeżdżającego motocyklistę, pomyślało sobie: "E, zdążę, przecież on jest jeszcze daleko...". Nie zdążyli, bo nie zdawali sobie sprawy, jak szybko jedzie ów motocykl i jak niewiele czasu potrzeba, by znalazł się na kolizyjnym kursie.

Może dla uniknięcia takich sytuacji należałoby wprowadzić przepis jednoznacznie rozstrzygający sposób postępowania kierowcy, znajdującego się na drodze podporządkowanej? "Jeżeli widzisz jednoślad poruszający się drogą z pierwszeństwem przejazdu, nie włączaj się do ruchu i nie wykonuj żadnego innego manewru, dopóki pojazd ten nie znajdzie się w miejscu gwarantującym, że nie dojdzie do zderzenia".

Są też problemy ze zdefiniowaniem "brawury" motocyklistów. Nie chodzi tu przecież wyłącznie o prędkość, ale także o ryzykanckie lawirowanie między samochodami, wyprzedzanie z prawej strony, często z wykorzystaniem pasa awaryjnego, zajeżdżanie drogi, jazda jej środkiem (nie przypadkowo wąska przestrzeń między liniami ciągłymi nazywana bywa "pasem dla motocyklistów"), pseudocyrkowe sztuczki itp.

Jest jeszcze jedno niebezpieczne zjawisko. Otóż coraz częściej spotykamy na drogach duże kawalkady motocyklistów, liczące niekiedy po kilkadziesiąt maszyn. Są to uczestnicy najróżniejszych rajdów, zlotów, pielgrzymek, a niekiedy po prostu grupy kumpli, którzy wybrali się na wspólną eskapadę. Wielu kierowców samochodów, których nagle opadnie taki rój ryczących jednośladów, zwyczajnie traci głowę i popełnia błędy. A potem, gdy ochłoną, zaczynają narzekać na "tych kretynów motocyklistów".

No właśnie, dlaczego słowo "motocyklista" musi zawsze kojarzyć się ze słowem "kretyn" (debil, idiota, wariat, samobójca itd.)? Przecież i wśród kierowców samochodów nie brakuje ludzi o mentalności i zachowaniach przypisywanych stereotypowo motocyklistom (bezmyślność, chamstwo, brawura...), i w kręgu motocyklistów łatwo wskazać osoby, mogące służyć za wzór umiaru, spokoju i zdrowego rozsądku, które to cechy samochodziarze lubią przypisywać wyłącznie sobie.

A wracając do wypadku na zakopiance w Lubniu... Jego przyczyny nie zostały jeszcze ustalone. Dlaczego kierowca volkswagena polo zjechał na przeciwległy pas ruchu? Zasnął za kierownicą? Zagapił się na moment? Zarejestrowany w Wielkiej Brytanii samochód miał kierownicę po prawej stronie. Czy to właśnie było powodem tragedii? Nie wiadomo.

Dlatego doradzalibyśmy ostrożność w ferowaniu wyroków, które tak łatwo przychodzi wielu autorom internetowych komentarzy...

poboczem.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tragiczny wypadek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje