Reklama

Nowa broń przeciw piratom drogowym. Widziałeś już coś takiego?

Norwegowie testują właśnie nowy sposób walki z piratami drogowymi. Na jednej z ulic Bergen zainstalowano pierwszy w kraju aktywny próg zwalniający. Wynalazek pozwala uspokoić ruch bez ograniczania przepustowości drogi.

Pomysł na "odwrócony" próg zwalniający wywodzi się ze Szwecji. Kompleksowe rozwiązanie tego typu opracowała firma o nazwie Edeva. W przeciwieństwie do klasycznych "leżących policjantów" urządzenie nie wymusza na zmotoryzowanych ograniczenia prędkości do 10-20 km/h, dzięki czemu nie wpływa negatywnie na płynność ruchu. Oznacza to, że spokojnie może być ono stosowane właściwie na całym obszarze terenu zabudowanego, gdzie pojazdy - przynajmniej teoretycznie - powinny poruszać się z prędkością maksymalną 50 km/h.

Reklama

Idea działania systemu o nazwie "Actibump" jest prosta. W jezdni montowana jest niewielka zapadnia podnoszona siłownikami hydraulicznymi. Za sterowanie odpowiada automatyczny system bazujący na danych z radaru. Jeśli ten wykryje pojazd zbliżający z prędkością większą od dopuszczalnej, automatycznie obniży zapadnię tak, by kierowca musiał przejechać przez uskok.

Urządzenie zaprojektowano w taki sposób, by było bezpieczne dla ruchu (np. dla motocyklistów), ale nie ulega wątpliwości, że przejechanie przez wyrwę w nawierzchni z większą prędkością nie pozostaje bez wpływu na komfort jazdy i trwałość elementów zawieszenia. Sama zapadnia potrafi obniżyć się nawet o sześć centymetrów.

Największą zaletą systemu jest to, że pozostaje on nieaktywny, jeśli kierowca pokonuje dany odcinek z dopuszczalną prędkością. Wówczas pojazdy przemieszczają się po całkowicie płaskiej nawierzchni, co doceniają zwłaszcza miłośnicy jednośladów, czy np. pasażerowie autobusów komunikacji miejskiej. Z ewentualnymi uszkodzeniami zawieszenia liczyć się więc muszą wyłącznie ci, którzy przejeżdżają dany odcinek zauważalnie szybciej, niż wynikałoby to z obowiązujących ograniczeń prędkości.

Największy problem stanowi cena. Dwie testowe zapadnie kosztowały norweską gminę Nattlandsveien około pół miliona koron norweskich, czyli blisko 220 tys. zł. Dla porównania za kompletny próg płytowy (podwyższenie z przejściem dla pieszych) zapłacimy u producenta około 15 tys. zł., ceny progów wyspowych rozpoczynają się około 3 tys. zł. Potężne koszty wynikają nie tylko ze skomplikowanej budowy urządzenia, ale też konieczności zastosowania radaru oraz... wyposażenia pojazdów służb w stosowne nadajniki. Dzięki nim, gdy do zapadni zbliża się np. szybko jadący radiowóz czy karetka, system pozostaje nieaktywny.

Identyczne rozwiązania już dziś obecne są na drogach Szwecji i Australii. Jak myślicie, czy sprawdziłyby się również na polskich drogach?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje