Reklama

Pamiętacie opowiadanie o polskim kotle w piekle?

Pamiętacie opowiadanie o polskim kotle w piekle? Strażnik był tam niepotrzebny, bo jak tylko ktoś znalazł sposób, żeby wyleźć ze smoły, to reszta Polaków go wciągała z powrotem.

To brytyjskie opowiadanie powstało w czasie II wojny światowej, kiedy na Wyspach było mnóstwo Polaków. Byli często bohaterami, ich poświęcenie dla Sprawy było legendarne, ale w życiu codziennym swą zawiścią wobec wszystkiego, co robią ich rodacy, dowodzili tylko, że sami są sobie najgorszymi wrogami. Mam podobne spostrzeżenie z codziennego obcowania z polską rzeczywistością na drogach.

Reklama

Jeśli jest korek, można być pewnym, że co najmniej jeden z kierowców przed tobą zrobi wszystko, żeby ci uniemożliwić jakikolwiek manewr, który by ułatwił życie tobie lub komuś innemu. Jeśli jedziesz na motorze/skuterze/rowerze, nie ustawi się tak, by między nim a innym "korkowcem" był prześwit umożliwiający jazdę takim jak ty. Bo jak on stoi, to "żaden cwaniak nie będzie przejeżdżać, q...!"

Strażnik niepotrzebny.

Jeśli dojeżdżasz do zwężenia, gdzie z dwóch pasów robi się jeden, korek na prawym pasie będzie miał kilometr, a lewy pas będzie wolny. Ale spróbuj tylko zjechać na lewo, żeby spróbować skrócić korek - a może nawet zasugerować jazdę "na suwak" (jeden z lewego-jeden z prawego-jeden z lewego i tak dalej), co najmniej jeden z "korkowców" przed tobą natychmiast zablokuje ci drogę. On nawet doskonale będzie sobie zdawać sprawę, że masz rację, że suwak jest sensowny, ale i tak to zrobi. Bo "żaden cwaniak" itp.

Po co komu strażnik?

Jeśli stoisz w podporządkowanej i jak kania dżdżu wypatrujesz luki w sznurze aut sunących w powolnym korku w poprzek, i nawet trafi się jakaś ludzka dusza z ludzkimi odruchami i spróbuje wpuścić, zaraz inny "sprawiedliwy" naprawi jego błąd, zajedzie ci drogę, i choć nic mu to nie da, bo np. chcesz skręcić w drugą stronę, to i tak "żaden cwaniak" itp.

Jaki strażnik?

Zatrzymasz się przed przejściem dla pieszych, takim zwykłym, bez świateł, bo ktoś stoi na krawężniku? Musisz się dokładnie rozglądać po lusterkach, żeby twoja wyrozumiałość dla innych nie była przyczyną ich śmierci. Bo wśród tych, którzy jadą za tobą po pozostałych pasach, na pewno znajdzie się choć jeden, który w najlepszym razie wyhamuje w ostatniej chwili, strasząc pieszego, który ci zaufał i wszedł na pasy. Bo "nie chce mi się zdejmować nogi z gazu, żeby jakiś cwaniak..."

Strażnik?!

A wszystko to w absolutnie bezinteresownym odruchu małpiej, durnej, niewytłumaczalnej złośliwości. I w gotowości do obrony swojego obłędnego postępowania aż po bójkę włącznie.

Po co?

Maciej Pertyński

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama