Hołowczyc: "Jestem niezmiernie rozczarowany"

Po wczorajszym bardzo udanym dniu, dziś załoga Monster Energy X-raid Team Krzysztof Hołowczyc/Konstantin Żilcow zmagała się z poważnymi kłopotami na trasie.

Hołowczyc ostatecznie zajął 19. miejsce i spadł na 9. pozycję w rajdzie. Nowym liderem został utytułowany Hiszpan Carlos Sainz.

Reklama

To był najdłuższy etap od pamiętnego mauretańskiego odcinka Zouerat - Tiszit z afrykańskiego Dakaru 2005. Liczył aż 657 km i podobnie jak tamten nie jak był bardzo emocjonujący. Prowadzenie zmieniało się wielokrotnie. Początkowo najszybciej jechał Chicherit, lecz zatrzymały go problemy techniczne, a w końcu pożar auta wyeliminował go z rajdu. Na prowadzenie wyszedł Al-Attiyah i utrzymał je do końca pierwszej części odcinka. Po zneutralizowanym przejeździe na drugą część odcinka zaatakował Sainz i to on został triumfatorem tego morderczego etapu i wyszedł na prowadzenie w rajdzie. Hołowczyc podróżował ze zmiennym szczęściem. Już na początku odcinka przebił oponę i stracił kilka minut. Potem przez kilkaset kilometrów jechał bardzo szybkim tempem odrabiając sukcesywnie straty. Niestety w końcówce etapu załoga złapała koleje 2 kapcie, do tego miała kłopoty nawigacyjne. Etap ukończyli na 19 miejscu z ponad 45.minutową stratą do Sainza. W klasyfikacji generalnej reprezentant Lotto Team spadł na 9 miejsce.

"-Jestem niezmiernie rozczarowany dzisiejszym wynikiem. Trasa była dziś mordercza, naszpikowana ogromnymi dziurami. Już na początku dnia w takiej dziurze złapaliśmy kapcia i wyprzedził nas Poulter. Długi czas jechaliśmy w kurzu za jego Toyotą, która w pewnym momencie popsuła się. Dogonił nas wtedy Terranova, ale nie daliśmy się wyprzedzić i tak zakończyliśmy pierwszą część dzisiejszego etapu, jadąc bardzo dobrym tempem. W drugiej części po długim okresie szybkiej jazdy znów wpadliśmy w ogromną dziurę i złapaliśmy ponownie kapcia, wtedy wyprzedził nas Terranova. Długo jechaliśmy za nim i zbliżyliśmy się do Naniego Romy, który miał kłopoty nawigacyjne. W pewnym momencie nasze 3 Mini pojechały w złą stronę i musieliśmy sporo wracać. Po drodze kolejna wielka dziura i kolejny kapeć. Zostaliśmy poza trasą i bez zapasu. Od tego momentu zdecydowanie zwolniłem, żeby tylko dojechać do mety. Jechaliśmy bardzo szerokimi przestrzeniami, pokonywaliśmy rozległe na 5 km rzeczne rozlewiska i gdybyśmy gdzieś stanęli to prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie udzielić nam pomocy, choćby pożyczając zapasowe koło. Gdy do mety pozostało 20 km znowu przyśpieszyłem, bo wiedziałem, że najwyżej dojadę na samej feldze. Niestety skończyło się na 45 minutowej stracie i spadku o jedną miejsce w generalce. Nie ukrywam, ze po wczorajszym sukcesie, dziś jestem mocno rozczarowany." - stwierdził na mecie Hołowczyc.

Bardzo dobry występ zaliczyli dziś Dąbrowski z Czachorem zajmując wysokie11. miejsce, Małysz z Martonem 15-te, a uczeń Hołowczyca Martin Kaczmarski był 21-ty. Kapitan Poland National Team Rafał Sonik, w kategorii quadów był dziś 4-ty i stracił pozycję lidera w tej kategorii na rzecz Chilijczyka Casale.

Dzisiejsza trasa prowadziła z San Juan do Chilecito. Samochody przejechały odcinek, którego łączna długość wynosiła 657 km, podzielony 210 km strefą neutralizacji na dwie części. Kierowcy i ich piloci musieli zmagać się nie tylko z wyjątkowo długą, kamienistą trasą ale także z problemami nawigacyjnymi. Zawodnicy pokonali wiele kanionów oraz koryt wyschniętych rzek. Nie zabrakło też otwartych przestrzeni umożliwiających wyprzedzanie, gdzie pole do popisu mieli kierowcy z najmocniejszymi samochodami. Trudny dzień mają też za sobą quadowcy i motocykliści. Co prawda musieli pokonać "tylko" 353 km (oes) i 210 km (dojazdówka), ale była to druga część etapu maratońskiego. Motocykle i quady musiały pokonać wymagającą trasę i uważać na opony, które i tak zostały mocno nadwyrężone podczas przeprawy przez Andy na wysokości 4300 m podczas 3 etapu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje