Jazda (bez)alkoholowa

Zginęła kobieta w ciąży. Pijany kierowca jechał 130 km/h

Samochód pędził z prędkością 120-130 kilometrów na godzinę, a pijany kierowca nie reagował na prośby o zwolnienie - taką wersję wydarzeń przedstawił dzisiaj w prokuraturze pasażer samochodu, który prowadził pijany kierowca z okolic Wejherowa na Pomorzu. W weekend Leszek F. doprowadził do wypadku, w którym zginęła ciężarna kobieta i jej nienarodzone dziecko.

Przesłuchany dziś przez śledczych pasażer samochodu twierdzi, że nie uciekał z miejsca wypadku. Miał tam być jeszcze przez kwadrans po czołowym zderzeniu. Mężczyzna wskazuje osoby, które przybyły zaraz po jego wyjściu z samochodu. Mieszkańców pobliskich domów, którzy usłyszeli huk. Podaje świadków. Będzie to podlegało naszej weryfikacji - mówi Dariusz Witek-Pogorzelski, szef Prokuratury Rejonowej w Wejherowie.

Jak dodaje, na razie nie ma podstaw do tego, by stawiać mężczyźnie zarzut nieudzielenia pomocy poszkodowanym. Ostatecznie jednak tego nie wyklucza. Przesłuchany dziś współpasażer pijanego kierowcy przyznał też, że bardzo dobrze zapamiętał moment wypadku i to, co działo się bezpośrednio przed nim. - Opisał to szczegółowo. Z zeznań wynika, że podejrzany na zakręcie jechał z prędkością 120-130 kilometrów na godzinę. On widział tę prędkość, mówił kierowcy, żeby zwolnił. W ogóle on sam chciał jechać tym samochodem, bo czuł się lepiej, ale podejrzany mu nie pozwolił. Też pił alkohol, ale - jak twierdzi - był bardziej trzeźwy - wyjaśnia prokurator Witek-Pogorzelski. Zaznacza, że śledztwo w sprawie tragicznego wypadku potrwa przynajmniej dwa miesiące. Śledczy będą potrzebować opinii biegłych, między innymi z zakresu techniki jazdy.

Reklama

Sprawcy wypadku grozi do 12 lat więzienia. Mężczyzna przyznał się do spowodowania wypadku, ale nie potrafił wytłumaczyć, jak do niego doszło. Powiedział śledczym, że spotkał się z kolegą, wypił 8 piw, a potem wsiadł za kierownicę. Postanowił wrócić do domu autem, bo jak tłumaczył, miał blisko. Sąd zdecydował już o jego tymczasowym aresztowaniu. 37-latek był już wcześniej skazany za jazdę po pijanemu. Dostał wtedy wyrok w zawieszeniu i sądowy zakaz prowadzenia samochodu.

Do sobotniej tragedii doszło na drodze w Wyszecinie koło Wejherowa. 37-latek doprowadził do czołowego zderzenia, zjeżdżając na przeciwny pas ruchu. Jak się okazało, miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu. W wypadku zginęła kobieta w zaawansowanej cięży. W karetce lekarze przeprowadzili cesarskie cięcie, ale noworodka nie udało się uratować. Jadący samochodem mąż kobietyw ciężkim stanie trafił do szpitala. W wypadku lekko ranne zostało też 3-letnie dziecko.

Sprawca wypadku został aresztowany na trzy miesiące

(bs)

RMF FM
Dowiedz się więcej na temat: pijani kierowcy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy