Reklama

Niespodzianki w Bahrajnie, sól każdej sportowej rywalizacji

Startujący z pole position Niemiec Sebastian Vettel z teamu Red Bull-Renault wygrał w niedzielę wyścig o Grand Prix Bahrajnu, czwartą z 20 eliminacji mistrzostw świata Formuły 1. Wyprzedził Fina Kimi Raikkonena i Francuza Romaina Grosjeana z Lotus-Renault. Vettel, najlepszy kierowca ostatnich dwóch sezonów, odniósł pierwsze zwycięstwo w tym roku. Po raz pierwszy też wygrał zawody na torze Sakhir, wybudowanym na pustyni pod Manamą.

Grand Prix Bahrajnu. Na ulicach zamieszki, ranni i nawet ofiara śmiertelna, na torze, jak gdyby nigdy nic - wielkie ściganie.

Reklama

Formuła 1 zawsze starała się stronić od polityki. Niekiedy czyniono jej władzom z tego powodu zarzuty, twierdząc, że organizując zawody w zapalnych punktach globu wspierają miejscowe reżimy. Politycy oficjalnie też dystansują się od wydarzeń w F1. Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie wygłosiła orędzia do narodu z okazji ubiegłorocznego mistrzostwa świata swego rodaka Sebastiana Vettela, nie słyszeliśmy również, by królowa brytyjska Elżbieta II komentowała w mediach wyczyny Lewisa Hamiltona. Nawet nasi przezacni mężowie stanu nie mieli śmiałości, by "przykleić się" się do sukcesów Roberta Kubicy.

Formuła 1 trzyma się z dala od polityki, choć wiadomo przecież o zakulisowych polityczno-biznesowych naciskach, które mają ją ściągnąć do tego czy innego kraju. A wraz z nią, towarzyszący największemu motocyrkowi świata rozgłos, prestiż i blichtr...

Są już na starcie. Vettel obok Hamiltona, Button koło w koło z Webberem. Czyżby wracało status quo z poprzednich dwóch sezonów, zdominowanych przez młodego Niemca i zespół Red Bulla? Oby nie. Co prawda długie pasma zwycięstw budują sportową legendę triumfatorów, ale widownia nie lubi monotonii.

To właśnie z powodu zaskakujących rozstrzygnięć, jak choćby wygrana Nico Rosberga w Szanghaju, obecny sezon jest uznawany za wyjątkowo ciekawy. I dlatego takie zainteresowanie kibiców budziła postać i osiągnięcia Roberta Kubicy, chłopaka z kraju, wciąż przez wielu kojarzonego bardziej z furmankami niż z samochodami.

Siódme okrążenie. Vettel nadal prowadzi, ale na drugie miejsce śmiałym manewrem wysuwa się Romain Grosjean. Są też spore przetasowania na dalszych pozycjach. A zatem mamy jednak niespodzianki, sól każdej sportowej rywalizacji.

Towarzyszymy z kamerą Michaelowi Schumacherowi. Jest na trzynastej pozycji. Bardzo dobrej, zważywszy, że za wymianę skrzyni biegów w swoim bolidzie wystartował dopiero z przedostatniej linii. Niestety, liczne zawiłości regulaminowe sprawiają, że przeciętny widz ma duże trudności ze zrozumieniem niektórych wydarzeń w F1.

Połowa wyścigu. Komentatorzy telewizyjni bardzo wiele uwagi poświęcają oponom bolidów, strategii ich wymiany, stosowanym mieszankom. To kolejna zagadka dla przygodnych obserwatorów, którzy zadają sobie pytanie, w jakim stopniu na wyniki wyścigów wpływa sprzęt, a w jakim talent kierowców. Cóż, znane powiedzenie głosi, że "trzeba mieć czym wygrywać". Technika w sportach samochodowych z pewnością odgrywa bardzo dużą rolę. Co prawda fantazję konstruktorów hamują przepisy obowiązujące w Formule 1, a poszczególne zespoły zatrudniają prawdopodobnie równie kompetentnych inżynierów, ale na tym poziomie o końcowym powodzeniu decydują niuanse. Czym innym, jak nie błędami w przygotowaniu bolidów tłumaczyć można tegoroczne problemy Ferrari? Niemożliwe przecież, by Fernando Alonso i Felipe Massa nagle utracili swe umiejętności. Można oczywiście mieć gorszy dzień, ale w przypadku dłuższej serii porażek trudno raczej mówić o pechu, przypadku czy trwałej obniżce formy.

Choć oczywiście nie wolno również nie doceniać roli kierowcy. Jego zimna krew, odwaga, właściwe wybory, dotyczące na przykład momentu dohamowań, też są bardzo ważne. W tym kontekście wciąż wraca pytanie, jak potoczyłaby się kariera Roberta Kubicy, gdyby trafił nie do przeciętniaków, lecz do któregoś z czołowych ówcześnie zespołów Formuły 1...

Piętnaście okrążeń do końca. Vettel nadal na prowadzeniu. Można rzec, że wróciło stare, choć przecież Sebastian ma dopiero niespełna 25 lat. Na kolejnych dwóch pozycjach bolidy Lotus-Renault, zespołu, w którego barwach jeździł Robert Kubica. A zatem - da się...

Przedostatnie okrążenie. Jenson Button zjeżdża do boksu. Tuż przed metą. Cała robota na nic. To musi boleć.

Finisz. Pierwsze w tym roku zwycięstwo Vettela, od startu do ostatniej prostej właściwie niezagrożone. Trzeci jest Grosjean - to dla niego pierwsze "pudło" w karierze. Na drugim miejscu Kimi Raikkonen, człowiek, który w zespole Renault wypełnił lukę po Robercie Kubicy. Przypomnijmy, że to on również uplasował się tuż przed naszym kierowcą podczas pamiętnego GP Bahrajnu w 2008 r. Niezapomnianego dlatego, że przyniósł pierwsze w karierze Kubicy pole position. Ostatecznie skończyło się na najniższym stopniu podium. Jakże byliśmy wówczas dumni...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: vettel | pole position | Red Bull-Renault

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje