Reklama

8 zł za litr

Rząd łaskawie zgodził się na obniżkę akcyzy paliwowej. Zaskakuje nie tyle sama decyzja, co skala zapowiedzianej redukcji podatku - o 25 groszy na litrze.

Wedle Ministerstwa Finansów litr bezołowiowej w detalu powinien stanieć o około 30 gr. Powiedzmy dokładniej: nie stanieć, ale raczej przestać drożeć. A jeszcze precyzyjniej: przynajmniej drożeć wolniej niż dotychczas. No, chyba, że znowu przytrafi się kataklizm w rodzaju huraganu w rejonie Zatoki Meksykańskiej, którego skutki nie widzieć czemu natychmiast widać w rachunkach za paliwo na stacjach nawet w najbardziej zapadłych zakątkach Małopolski czy Podkarpacia.

Reklama

Na razie, choć najpopularniejsza benzyna kosztuje już ponad 4,5 zł za litr, na ulicach i drogach nie widać, aby horrendalny wzrost cen paliw spowodował zmniejszenie ruchu. Jeździmy równie dużo jak kiedyś i w równie mało oszczędnym stylu. Ostry start spod świateł, aby udowodnić, kto tu jest lepszym kierowcą i kto ma zrywniejszy samochód. Później ostre hamowanie, w ostatniej chwili, gdy już wiadomo, że na pewno nie da się przeskoczyć skrzyżowania na żółtym lub początku czerwonego.

Zmotoryzowani Polacy radzą sobie jak umieją. Na wschodzie kraju powszechnie tankuje się tanie paliwo przemycane z Ukrainy i Białorusi. Właściciele pojazdów wyposażonych w starszego typu silnikami diesla eksperymentują z najróżniejszymi mieszankami i zamiennikami drogiego oleju napędowego. Podobno powstały już pierwsze fabryczki, które takie surogaty produkują na przemysłową skalę. Oczywiście nielegalnie, bo bez wiedzy fiskusa.

Niektórzy kierowcy podchodzą do sytuacji na rynku paliwowym ze spokojem podbudowanym rachunkiem ekonomicznym. "Przejeżdżam rocznie około 20 tysięcy kilometrów - opowiada jeden ze znajomych. - Mój wóz pali średnio 8 litrów na 100 km. Oznacza to, że w ciągu roku kupuję 1600 litrów benzyny. Jeżeli jej cena wzrośnie nawet o 50 groszy, to moje comiesięczne wydatki na paliwo zwiększą się o nieco ponad 65 zł. Dużo, ale przecież da się przeżyć. Nie zbiednieję, skoro w ogóle stać mnie na samochód. Dlatego nie martwię się, że we wtorek benzyna kosztuje 4,40, a w piątek 4,45 zł".

Trudno odmówić takiemu rozumowaniu logiki, ale wszystko ma swój kres. No bo co powiesz, szanowny ekonomisto, jeśli będziesz płacił za litr benzyny 8 zł? A jest to przecież całkiem możliwe.

Porozmawiaj na Forum.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: skala | paliwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje