Reklama

Pieniactwo i skrajna wredność

Ogromna ilość odpowiedzi do mojego posta pod artykułem "Motocykliści i kierowcy. Dość tej wojny" świadczy tylko i wyłącznie o tym, jak nabrzmiały jest problem poruszony w artykule, a następnie w moim komentarzu.

Tak samo jak i w każdej innej dziedzinie życia, tak i na drodze a może właśnie szczególnie na drodze widać wszystkie nasze najgorsze narodowe cechy - sobiepaństwo, pieniactwo, skrajną wredność i nieuzasadnioną złośliwość.. Każdy z nas na własnej skórze miał się o tym okazję przekonać niejednokrotnie. Niegdyś był "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie", dziś na drodze analogicznie: każdy właściciel często pełnoletniego auta czuje się królem szos.

Jeśli jeszcze jest do tego młodzieńcem któremu fantazja kazała podwoić wartość posiadanego pojazdu poprzez zainstalowanie w nim odtwarzacza CD oraz doczepienie na tylnej klapie ogromnego spoilera, no to już normalnie szybcy i wściekli, a najczęściej jeszcze podpici...

Na drodze widać wyraźnie wszystkie nasze najgorsze cechy. Podkładki pod tablicę rejestracyjną z napisem "co z tego, że jestem powolny, skoro ciągle przed tobą" wcale nie śmieszą, bo u nas po prostu naprawdę tak jest! Brakuje zwykłej, ludzkiej uprzejmości, szacunku dla drugiego człowieka, kultury, samokrytycyzmu.

Reklama

Tylko dlaczego tak jest? Przecież o wiele łatwiej byłoby nam wszystkim koegzystować na drodze, gdybyśmy byli dla siebie uprzejmi. Tym bardziej, że ze względu na wiadomą jakość naszych dróg, a raczej jej brak, jak i samych asfaltowych szlaków, życie nas, kierowców, jest i tak ze wszech miar utrudnione.

Oczywistym jest to, że w każdej grupie kierowców znajdą się przypadki skrajne - "czarne owce". Dlatego właśnie jak ktoś się chce przyczepić do kierowców ciężarówek, to zaraz zacznie mówić o tym jednym czy drugim który po pijaku spowodował wypadek i dalej, huzia na Józia "wszystko przez te Tiry", łącznie z globalnym ociepleniem i ujemnym przyrostem naturalnym.

I nikt już nie pamięta o dziesiątkach tysięcy ciężko i rzetelnie pracujących ludzi, którzy codziennie właśnie dla Was wykonują swoją niewdzięczną pracę, żeby w sklepie były pełne półki gdy będziesz chciał się wybrać na zakupy i żeby firma w której pracujesz mogła wyeksportować wyprodukowany towar dzięki czemu dostaniesz pensję 30-go...

Jasne, że jeśli kierowca samochodu osobowego z powodu swoich mizernych umiejętności (już widzę, jak wszystkim skacze ciśnienie - przecież u nas każdy jest kierowcą doskonałym) nie jest w stanie kontrolować sytuacji na drodze, gdyż całą swoją uwagę skupia na tym, co się dzieje tuż przed maską jego pojazdu stwarza ogromne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

Najgorsze jest to, że ktoś taki absolutnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim jest dla innych zagrożeniem "przecież on tylko normalnie jedzie". Trudno więc się dziwić, że gdy taki "jeden z drugim" omal nie doprowadzi do wypadku, to potencjalnej ofierze skacze ciśnienie. Sądzę, iż "pokuta" w postaci oberwanego lusterka u potencjalnego sprawcy jest i tak bardzo łagodna (sam mam nieraz ochotę tak zrobić, przecież i tak nie używa), ale tak nie wolno - nie, żeby było szkoda tego lusterka bądź jego właściciela, ale dlatego, że to jeszcze pogorszy tą okropną sytuację z jaką mamy na co dzień do czynienia na ulicach miast.

Zaklnijmy pod nosem, ale nie nakręcajmy tej chorej atmosfery nienawiści jeszcze bardziej. Pewnie, że jeśli ktoś z kierowców samochodów dla tych czy innych powodów nie lubi motocyklistów to znajdzie wiele pretekstów, żeby sobie pogadać. Nieodpowiedzialni kolesie robiący stoppie przed przejściami dla pieszych, wheelie w zatłoczonym mieście itd. itp. - o wypadek nietrudno, to prawda.

Powiem Wam wszystkim tylko jedno: kto z Was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień...

Na "dzień dobry" biję się w piersi: i ja nie jestem święty jeśli chodzi o przestrzeganie litery prawa o ruchu drogowym, więc nie próbuję nikogo umoralniać. Wręcz przeciwnie - chcę tylko powiedzieć, żebyśmy wszyscy mieli dla siebie troszkę więcej tolerancji.

Przejechałem w życiu ok. 1,5 mln km i naprawdę, o ludzkiej głupocie i bezmyślności za kierownicą mógłbym opowiadać godzinami i niestety, byłyby to w przytłaczającej większości opowieści "made in Poland" - tylko po co? To i tak nie skutkuje, każdemu się wydaje, że wypadki przytrafiają się tylko innym, że przepisy łamią tylko inni, że złymi kierowcami są, zgadnijcie kto? Tak, znowu Ci przeklęci inni! A my to co najwyżej troszkę tylko naginamy przepisy. Ale to tak odrobinkę i wyjątkowo...

Dlatego właśnie przejeżdżający w korku pomiędzy samochodami motocykl wywołuje u nas takie oburzenie, bo przecież my tak nie robimy! (bo nie możemy, ale chcielibyśmy i to nas właśnie wkurza!) Dlatego gdy nas wyprzedza z rykiem silnika, to nas to oburza, bo my tak nie robimy! (bo nie dalibyśmy rady, ale chcielibyśmy i to nas właśnie wkurza!). Dlatego, gdy słyszymy o motocyklistach jeżdżących z zawrotnymi prędkościami, to nas to oburza, bo my tak nie robimy! (chociaż chcielibyśmy, ale balibyśmy się nawet gdybyśmy mogli i to nas właśnie wkurza!)

Odpuśćmy sobie wszyscy. Nie ma żadnej "wojny" między motocyklistami i kierowcami samochodów. Nie dajmy sobie tego wmówić.

Jest natomiast dużo niechęci i zawiści wywołanej przez oszołomów. Gwarantuję wszystkim i jestem w stanie założyć się o poważne pieniądze, że najostrzejsze posty które podniecają całą tą niezdrową pyskówkę na forach napisali 12 - 13 letni mistrzowie kierownicy - odważni za klawiaturą komputera. Przeszli dwie plansze w Need for Speed i zabierają głos w dyskusji.

Najbardziej zadziorni na drogach są Ci, którzy dopiero co zaczęli po nich niedawno jeździć. To im się wydaje, że już wszystko potrafią i będę wszystkich innych teraz pouczać i ustawiać.

A ja Wam powiem tylko tyle: 25 lat temu rozpocząłem przygodę z motoryzacją od kartingu. Później miałem motocykl, 14 samochodów osobowych i zajeździłem kilka ciężarówek ku chwale transportu międzynarodowego. Ciągle tylko jeżdżę i jeżdżę i jeżdżę i jeżdżę i wierzcie mi, że im lepiej jeżdżę tym bardziej widzę, jak wiele jeszcze chciałbym się nauczyć.

Już wyobrażam sobie te wszystkie złośliwe komentarze - odpowiadam na nie już teraz: za klawiaturą każdy jest odważny. Spotkajmy się na drodze, tylko proszę - niech nie będzie prosta i sucha - wtedy każdy głupi gra rolę mistrza prostej. Sugerowałbym małą przejażdżkę po zakrętach gdy będzie jakaś fajna gołoledź, albo chociaż śnieżyca - moje ulubione warunki drogowe. Jak mawiał pewien kolega: "na pracę silnika nie wpływa"...

Tak więc nie dajmy się podpuszczać. Uświadommy sobie wszyscy, że drogi nie są naszą własnością - tym bardziej, że tak ich mało i w takim kiepskim są stanie. Nikt nie ma prawa ich blokować - ani lepperiada z bronami, ani nieżyczliwi kierowcy samochodów. Ułatwiajmy sobie wzajemnie życie a będzie ono po prostu łatwiejsze i przyjemniejsze, także to życie na drodze. Zanim następny raz zaczniesz pomstować na wariatów na motocyklach, zastanów się, czy sam jesteś taki święty.

Nie Tobie, drogi kolego / koleżanko oceniać, jakie wykroczenie na drodze jest poważniejsze, a które bardziej błahe. Może to, co Tobie wydaje się czymś strasznie trudnym i niebezpiecznym u innych w rzeczywistości jest manewrem wykonywanym co prawda przy naruszeniu prawa, ale pod pełną kontrolą i z całkowitą świadomością ryzyka, a więc... bezpiecznie. Bowiem tylko wówczas można kontrolować ryzyko, gdy ma się jego świadomość. Może Ty droga koleżanko / kolego często powodujesz znacznie większe zagrożenie nie mając nawet świadomości, jakie konsekwencje może mieć Twoja nieznajomość przepisów, na jakie ryzyko narażasz innych.

Mam proste pytanie: kiedy ostatni raz miałeś / miałaś w ręku znowelizowany Kodeks Drogowy? Przecież przepisy zmieniają się co chwilę, zmiany w prawie o ruchu drogowym to nie tylko obowiązek jazdy na światłach o którym trąbiły media? Ile to już lat minęło od kursu? Wszyscy jeżdżą "na czuja" a te nieliczne przepisy, które znają, i tak łamią. Ograniczenia prędkości, uwarunkowania wyprzedzania, zakazy postoju, warunki techniczne pojazdów oraz niestety trzeźwość kierujących to u zatrważającej większości kierujących puste hasła. Dramat... No, ale niech tylko gdzieś w pobliżu zatrąbi ciężarówka albo zaryczy silnik motocykla, to natychmiast wybucha gorąca dyskusja w narodzie i co jeden to świętszy od papieża...

Zrozumcie, kochani Rodacy (problem ten nie dotyczy pozostałych krajów europejskich), że Wasz nieprzemyślany manewr u innego kierowcy samochodu zakończy się wizytą u lakiernika. U kierowcy motocykla zakończy się oprócz całkowitego zniszczenia często bardzo drogiego motocykla wizytą jego kierowcy co najmniej w szpitalu, a prawdopodobnie jego śmiercią.

Naprawdę. To nie żarty. Mało tego - prawo jest tu jednoznaczne i nieubłagane. To kierowca pojazdu przystępującego do jakiegokolwiek manewru (a więc np. do zmiany pasa ruchu) ma obowiązek upewnić się, czy nie stworzy swoim manewrem zagrożenia dla innego uczestnika ruchu. To Ty, kierowco samochodu będziesz winny śmierci motocyklisty tylko dlatego, że zapomniałeś lub nie chciało Ci się spojrzeć w lusterko. Obojętnie, jak się będziesz przed sobą tłumaczył, będziesz musiał żyć z tym do końca życia.

Zacznijmy więc może wszyscy od prostej sprawy. Wyciągnijmy o siebie wzajemnie dłoń w geście dobrej woli.

Niech kierowcy samochodów zaczną patrzeć w lusterka i spróbują widzieć w nich nadjeżdżające motocykle. Nie zastawiajcie złośliwie możliwości przejazdu pomiędzy waszymi samochodami gdy stoicie w korku. Motocykle i tak będą się przeciskać (przecież sami zrobilibyście tak samo, gdybyście mogli), a im mniej miejsca im zostawicie tym większe prawdopodobieństwo urwanego lusterka lub porysowanego błotnika.

Stańcie bliżej krawężnika, zostawcie miejsce pośrodku. Przecież nikomu to nie przeszkadza, tak naprawdę.

Natomiast koledzy motocykliści niech sobie za to uświadomią, że nic na siłę. Jeżeli nie masz pewności, że się spokojnie zmieścisz, to odpuść - i tak przecież jesteś szybszy, wyprzedzisz za chwilę. Może dla tego człowieka ten samochód jest aż tyle warty, że za ten porysowany błotnik znienawidzi wszystkich motocyklistów na świecie - czy warto?

A jeśli już niestety coś się przytrafi, to pokaż klasę - co z tego, że to tylko mała ryska, nie powinno jej być i tyle, więc daj mu swoje OC. Przecież i tak za nie płacisz, to co Ci zależy, niech ma, po co ma chodzić i się skarżyć na świrów na motorach, niech lepiej powie, że spoko koleś jechał tym sprzętem - fajniej, prawda?

W minioną sobotę była u nas (w Bydgoszczy) fajna impreza. W pobliżu jest zlot, więc "przy okazji" przyjechało na Stary Rynek kilkaset motocykli. Postały, pohałasowały. Niby nic wielkiego, ale było super - zwykli ludzie chodzili pomiędzy sprzętami i oglądali, nie na co dzień przecież można coś takiego zobaczyć. I było po prostu miło, zarówno tym, którzy mogli sobie przyjść popatrzeć na motocykle i motocyklistów, jak i im samym, że są podziwiani, że wszyscy się interesują tym, co dla nich takie ważne. Po prostu był fajnie.

Czy nie mogłoby być tak na co dzień... na drodze?

Wierzę, że tak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje