Kubica: stracona szansa

Podobnie jak przed rokiem, Robert Kubica ukończył Grand Prix Hiszpanii na czwartej pozycji. Do podium zabrakło bardzo niewiele, a wszystko rozstrzygnęło się już na pierwszych metrach po starcie. Polski kierowca BMW Sauber opowiada o straconej szansie na finisz w pierwszej trójce.

- Drugi raz z rzędu start nie wyszedł najlepiej. Co się stało?

- Mamy kłopoty z powtarzalnością startów, tym razem koła zaczęły się ślizgać i przez to Hamilton zrównał się ze mną. Próbowałem go przyblokować, ale zdałem sobie sprawę, że jeśli zjadę do wewnętrznej, to wyprzedzi mnie także Kovalainen. Musiałem się przed nim obronić i to akurat się udało. Szczęście w nieszczęściu, że straciłem tylko jedną pozycję.

Reklama

- Czy była szansa na powalczenie o podium?

- Gdybym po starcie utrzymał się przed Hamiltonem, to pewnie tak. Jechaliśmy podobnym rytmem, tankowaliśmy dokładnie na tych samych okrążeniach.

- Jak spisywał się samochód?

- Na miękkich oponach było trochę podsterowności. Charakterystyka toru w Barcelonie potrafi się bardzo szybko zmieniać, tak było i tym razem. Nawierzchnia była coraz bardziej nagumowana, już podczas wczorajszych kwalifikacji balans samochodu się zmieniał. Tak było i w wyścigu, ale w końcówce, na twardych oponach, było już bardzo dobrze.

- Jak oceniasz szanse BMW Sauber w walce z McLarenem?

- Podobnie, jak przed wyścigiem. Od początku sezonu walka jest bardzo wyrównana, w Australii trochę odstawaliśmy od nich jeśli chodzi o tempo wyścigowe, z kolei w Malezji i Bahrajnie byliśmy już szybsi. Wczoraj także byliśmy szybsi, dziś już było bardziej równo. Cały czas jesteśmy bardzo blisko, pewnie walka na ułamki sekund będzie trwała nadal.

- A Ferrari?

- Gdyby nie dwa wyjazdy samochodu bezpieczeństwa, to skończyliby wyścig z dwudziestoma sekundami przewagi. Pocieszające jest to, że w końcówce, na twardych oponach, razem z Hamiltonem byliśmy w stanie utrzymać ich tempo. Odstajemy jeszcze od nich o kilkadziesiątych sekundy na okrążeniu i mam nadzieję, że uda nam się to niedługo nadrobić.

- Widziałeś wypadek Heikkiego Kovalainena?

- Samego zdarzenia nie, widziałem wbity w barierę samochód. Widziałem, że to McLaren, a skoro Lewis jechał cały czas przede mną, to musiał to być Heikki. Podczas neutralizacji jeden z lekarzy stanął przy krawędzi toru i pokazywał nam, że z kierowcą wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że Heikki nie będzie miał problemów z powrotem do kokpitu i już w Turcji zobaczymy go z powrotem na torze.

Specjalnie dla serwisu Motoryzacja od F1.PL

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy