Czarne chmury nad motoryzacją?

Koncerny BMW i Daimler opóźniają budowę nowych fabryk na Węgrzech - twierdzi niemiecki dziennik gospodarczy "Handelsblatt". Powodem jest słaba koniunktura na światowym rynku motoryzacyjnym i konieczność szukania oszczędności.

Jak informuje "Handelsblatt" Daimler podjął już decyzję, by nie rozbudowywać fabryki w Kecskemet przynajmniej przez najbliższy rok. Los inwestycji BMW w Debreczynie wartej miliard euro wciąż jeszcze się waży, ale najprawdopodobniej również ona zostanie na razie wstrzymana.

Oba motoryzacyjne giganty nie komentują oficjalnie tych doniesień. Nie jest jednak tajemnicą, że szukają one sposobów na ograniczenie wydatków. Producent Mercedesa do 2021 roku planuje oszczędności w wysokości 8 mld euro, a BMW do 2022 roku - 12 mld euro. Według pogłosek pochodzących od pracowników Daimlera presja na cięcie wydatków jest tak duża, że producent aut z Badenii-Wirtembergii częściowo rezygnuje z usług firm sprzątających, z cateringu podczas spotkań służbowych i tnie liczbę delegacji.

Reklama

Niektórzy złośliwie wręcz przewidują, że Daimler odwoła się do starej tradycji wciąż praktykowanej na terenach historycznej Szwabii (obecnie wschodnia część Badenii-Wirtembergii) polegającej na tym, że mieszkańcy kamienic, czy domów wielorodzinnych kolejno raz w tygodniu sprzątają przestrzeń, którą wspólnie użytkują.

Powodem tak poważnych oszczędności jest kryzys w niemieckiej branży motoryzacyjnej wywołany aferą z silnikiem Diesla, niepewność związana z konfliktem handlowym między Chinami a USA, zamieszanie wynikające z brexitu, a także możliwość wprowadzenia ceł karnych na auta z RFN przez Stany Zjednoczone. Również nacisk UE na ograniczanie emisji spalin i konieczność prowadzenia kosztownych prac badawczych nad jazdą autonomiczną powodują, że budowa fabryk na Węgrzech nie jest już priorytetem.

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy