Złombol wyruszył. W tym roku do Irlandii!

Miłośnicy motoryzacji z dawnego bloku wschodniego wyruszyli w sobotę w południe z Katowic w charytatywnym rajdzie "Złombol". Swoimi polonezami, polskimi fiatami, ładami, skodami czy motocyklami z poprzedniej epoki chcą w cztery dni pokonać ponad 2 tys. km do Irlandii.

To 13. edycja rajdu, w której zebrano dotąd blisko 1 mln zł dla podopiecznych domów dziecka. Uczestnicy wskazują, że Złombol pozwala im łączyć miłość do starych samochodów, pasję poznawania świata i chęć pomagania innym. Trzeba też być przygotowanym na trudności w drodze oraz na to, że motororyzayjnym "złomem" nie uda się dotrzeć do celu.

W poprzednich celami wypraw samochodami z b. krajów socjalistycznych - "demoludów" - były m.in. Grecja, Hiszpania, Szkocja czy północne krańce Norwegii. Jak powiedziała w sobotę organizatorka rajdu Martyna Kinderman-Tetzlaff, w tym roku Złombol wraca na Wyspy - w 2014 r. odwiedził już Szkocję; teraz będą to irlandzkie góry Wicklow.

Reklama

Do tegorocznej edycji Złombola, pod hasłem "The Lucky 13th Edition", zgłosiły się 454 ekipy. Jak zaznaczyła Kinderman-Tetzlaff, to nieco mniej, niż ubiegłoroczny rekord 836 załóg; wówczas jednak zapewne magnesem okazała się szczególnie atrakcyjna wakacyjnie trasa na grecki półwysep Chalkidiki.

Zbierane w ramach przedsięwzięcia pieniądze trafiają na prezenty, kolonie, wycieczki oraz kursy dla dzieci z domów dziecka. W poprzednich latach fundusze wspierały domy dziecka z woj. śląskiego i opolskiego; w tym roku charytatywny wymiar imprezy po raz pierwszy obejmie placówki z terenu całej Polski.

Zgodnie z zasadami przedsięwzięcia, uczestnicy udostępniają darczyńcom powierzchnię reklamową na swoich pojazdach lub strojach ekipy. W zamian darczyńcy wpłacają środki na konto fundacji Nasz Śląsk im. gen. Jerzego Ziętka, która koordynuje rozdział środków. Każdy team, aby wyruszyć w rajdzie, musi uzbierać co najmniej 2 tys. zł (motocykl 800 zł, autobus 5 tys. zł). Do piątku tegoroczna edycja rajdu przyniosła w ten sposób 917 tys. zł.

W wyprawie z 2017 r., kiedy celem rajdu był Kraj Basków w Hiszpanii, wzięło udział 530 załóg i zebrano nieco ponad 1 mln zł; w ub. roku było to ok. 1,5 mln zł.

Mimo znacznej liczby startujących załóg organizatorzy zapewniają, że mając już pewne doświadczenie, nie mają problemu z koordynacją całości. "Radzimy sobie znakomicie naprawdę małymi środkami. Robimy to charytatywnie. 100 proc. tego, co uzbieramy, idzie na dzieci, nie pobieramy żadnych opłat. Tak samo uczestnicy, robią to z dobrej woli, sami szukają darczyńców i muszą sobie opłacić wyjazd" - podkreśliła Kinderman-Tetzlaff.

Uczestnicy nietypowego rajdu podróżują samochodami produkcji lub konstrukcji z czasów PRL. Na tegorocznym starcie najliczniejsze były polonezy, fiaty 125p i 126p, żuki, nysy i lubliny; towarzyszyły im stare skody, łady, wartburgi, autobusy marki autosan, motocykle, skutery czy motorowery.

Miłośnicy tych pojazdów nie podróżują w kolumnie, choć często łączą się w grupy. Mają przez to pewną swobodę w układaniu trasy, której w tym roku przygotowano dwa główne warianty: przez Berlin i Hanower lub Lipsk i Kassel. Wieczory to spotkania na proponowanych przez organizatorów campingach. Stare, oklejone nazwami sponsorów auta, zwykle są ciepło przyjmowane na trasie. Ze względu na wiek, nie wszystkie docierają do mety.

Jak ocenił w sobotę współorganizujący przedsięwzięcie Marcin Tetzlaff, przy 13. jego edycji można już mówić o społeczności Złombola. "Są fora, są grupy, które spotykają się już nie tylko internetowo, ale i fizycznie, raz na tydzień czy raz na miesiąc. Są rajdy, które zaczęły powstawać wokół Złombola, na bazie uczestniczących w nim aut. Jest też wiele opartych o nie akcji charytatywnych, co nas bardzo cieszy, że byliśmy może jakąś ich inspiracją" - wskazał Tetzlaff.

Głównym celem Złomboli jest - obok przeżycia przygody - zbiórka pieniędzy na potrzeby podopiecznych domów dziecka. Organizatorzy m.in. kupują dzieciom prezenty rzeczowe (np. rowery, komputery, konsole i inny sprzęt), opłacają wypoczynek i dodatkowe zajęcia edukacyjne, np. naukę pływania. Projekt służy wyrównywaniu szans, a organizatorzy rajdu zapewniają, że pieniądze trafiają na cele zgodne z potrzebami i oczekiwaniami dzieci i ich opiekunów.

Rajd wymyślili miłośnicy "komunistycznych" aut: Martyna Kinderman-Tetzlaff i Marcin Tetzlaff, a także Jan Badura, którzy pomyśleli, że przy okazji realizacji swojej pasji można pomóc dzieciom. W 2007 r. pojechali dwoma starymi autami do Monako. W kolejnych latach liczba uczestników rajdu rosła.


PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy