Silnik wypadł spod maski!

Rysownik Marek Raczkowski uczył się jeździć żółtym Maluchem rodziców, ale dawno już zapomniał o niewygodach jazdy tym samochodem, bo szybko przesiadł się do aut japońskich.

Ostatnio jednak woli duże citroëny, które wbrew obiegowym legendom dają mnóstwo satysfakcji z jazdy i nigdy nie zawodzą. Ale i tak przegrały z rowerem.

Reklama

- Marzę o samochodzie, który w ogóle nie przypomina dzisiejszych trendów. Kiedyś widziałem automobil cały z wikliny, zbudowany na początku zeszłego wieku. Bardzo przypominał bugatti, ale karoseria była wypleciona z łyka. Mnie to zachwyciło - mówi rysownik Marek Raczkowski, w którego pracach, znanych m.in. z tygodnika "Przekrój", samochody pojawiają się często.

Raczkowskiemu najbardziej zapadł w pamięć komiks, w którym całą fabułę opowiedział znakami ostrzegawczymi. Najpierw jelonek przebiega przez drogę, potem samochód wpada w poślizg, aż wreszcie wpada do rzeki. Na ostatnim obrazku Raczkowski umieścił własny znak drogowy - jelonek już nie skacze przez drogę w lesie, tym razem pochyla się nad wodą na nabrzeżu.

Samochód, który marzy się Raczkowskiemu, powinien być maleńki. - Mam w głowie małe samochody z lat 60., popularne we Włoszech i Francji, bo gdy byłem chłopcem, miałem w domu album, w którym rysownicy wyśmiewali te ciasne, ale tak przyjemne pojazdy. Tata jeździł całe lata mikrusem, który był limuzynką w skali 1:2 - mówi Raczkowski. Samochód ten miało się, aby stał w garażu, bo każdy wyjazd oznaczał remont.

- Raz silnik wypadł spod maski. Pamiętam, jak leżał na ulicy - mówi Raczkowski. Potem była syrenka, ale rodzice rysownika i tak jeździli motocyklem. Ojciec trzymał olbrzymi motocykl BMW w przedpokoju na Grójeckiej, gdzie wtaczał go po desce.

- Inaczej motocykl zniknąłby w jedną noc - wspomina Marek Raczkowski. - Ostatnio dowiedziałem się, że miałem z rodzicami wypadek na tym motorze. Mama była w ciąży, ale przeżyłem, choć siostra docina mi teraz, że dlatego jestem nieco dziwny - śmieje się znany rysownik, który precyzuje, że choć motocykle lubi, to się ich obawia.

W xsarze picasso podoba mu się szklany dach, w sporej części otwierany. Zanim kupił citroëna, myślał poważnie o maleńkim roadsterze BMW. - Koleżanki wyśmiały mnie, że taki samochód mógłbym mieć w Berlinie, Wiedniu czy Rzymie, ale tu, w Warszawie, to największy obciach - mówi rysownik. Ostatecznie wygrała przestrzeń, bo w xsarze czuje się, jak w domu.

Dowiedz się więcej na temat: rysownik | jazdy | maks | silnik | maski | Marek Raczkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama