W czym tkwi tajemnica golfa?

Fenomen tego samochodu trudno wytłumaczyć. Wbrew pozorom nie był wcale pierwszym autem z nadwoziem typu hatchback, nie był też pierwszym z napędem na przednie koła czy silnikiem umieszczonym poprzecznie.

W czym więc tkwi tajemnica sukcesu volkswagena golfa - samochodu, który znalazł już przeszło 29 mln nabywców?

Reklama

W momencie debiutu pierwszej generacji golf (nazwa pochodzi od prądu zatokowego Golfsztrom) miał bardzo trudne zadanie. Powtórzenie sukcesu garbusa wydawało się nieosiągalne, ten ostatni - z uwagi na archaiczną budowę - coraz rzadziej znajdował nabywców w Europie. Nowe dziecko Volkswagena musiało też poradzić sobie z silną konkurencją - na rynku były już wówczas takie auta, jak np. ford escort, opel kadett czy chociażby fiat 128. Dlaczego więc - mimo stosunkowo późnego debiutu - to właśnie volkswagen golf uznawany jest za protoplastę pojazdów segmentu C?

Teoretycznie inżynierowie Volkswagena nie wymyślili nic nowego. Podobnie, jak produkowany od 1969 roku fiat 128, golf wyposażony był w napęd na przednie koła, wzorem takich aut, jak simca 1100 (produkowana od 1967 roku) czy renault 16 (debiut w 1965 roku) auto otrzymało pudełkowate nadwozie typu hatchback. Zarówno simca 1100, jak i renault 16 były jednak zdecydowanie większe niż golf - niemieckie auto stanowiło więc swoistą hybrydę nowoczesnej jak na owe czasy techniki (napęd na przednie koła) z praktycznym nadwoziem stosowanym do tej pory wyłącznie w większych pojazdach.

Volkswagen nie chciał też "odkrywać Ameryki" w dziedzinie stylizacji. Zaprojektowanie nadwozia powierzono Giorgetto Giugiaro - linie karoserii nie miały zachwycać - priorytetem było stworzenie prostych kształtów, które wolno opierałyby się duchowi czasu.

Rynkowy debiut auta przypadł na rok 1974. Co ciekawe, gdyby oceniać samochód wg dzisiejszych standardów, większość dziennikarzy użyłaby słowa... "niskobudżetowy". By zminimalizować koszty produkcji zrezygnowano np. z zaprojektowanych przez Giugiaro prostokątnych reflektorów (w ich miejsce zastosowano tańsze, okrągłe), w podstawowym wyposażeniu nie było nie tylko obrotomierza czy np. wycieraczki tylnej szyby, ale też... wspomagania hamulców (w pierwszych egzemplarzach na przedniej osi zastosowano bębny).

W połowie lat siedemdziesiątych takie podejście nikomu jednak nie przeszkadzało: klienci zachwyceni byli ogromnymi (jak na wielkość samochodu) możliwościami przewozowymi, łatwością prowadzenia i niskim zużyciem paliwa niewielkich czterocylindrowych jednostek napędowych (pamiętajmy, że Europa zmagała się wówczas z kryzysem paliwowym).

Golf szybko stał się więc synonimem nowoczesności, praktyczności (bagażnik miał pojemność aż 357 l) i łatwości prowadzenia (tylnonapędowe kadetty czy escorty wymagały od kierowcy zdecydowanie większych umiejętności). Dzięki solidnej technice samochód zyskał sobie też opinię niezawodnego, chociaż w początkowym etapie produkcji nie wszystko układało się po myśli Volkswagena.

W tym miejscu warto przytoczyć pewien polski akcent. Gdy okazało się, że pierwsze egzemplarze rdzewiały szybciej niż nadwozia mercedesów W210 starano się tłumaczyć ten fakt niskiej jakości stalą, jaka trafiła do Niemiec z polskich hut. Chociaż jest wysoce prawdopodobne, że polski produkt rzeczywiście nie do końca odpowiadał specyfikacji zamówienia, wypada dodać, że karoseria - z uwagi na oszczędności - była po prostu kiepsko zabezpieczona przed korozją.

Na szczęście Volkswagen szybko wyciągnął wnioski z tej wpadki i produkowany przez kolejne dziewięć lat pojazd z każdym rokiem stawał się lepszy. Poprawiono nie tylko zabezpieczenie antykorozyjne, ale też poziom wyposażenia. By podtrzymać zainteresowanie klientów pojawiały się też nowe wersje - w 1975 roku zadebiutowało kultowe GTI z silnikiem 1,6 l o mocy 110 KM, pięć lat później ofertę uzupełnił też model ze składanym dachem. Ważną datą w historii auta był też rok 1976 - wtedy właśnie na rynku pojawił się pierwszy golf z silnikiem Diesla.

Następca garbusa okazał się kamieniem milowym w historii masowej motoryzacji. Auto zmiażdżyło konkurencję i stworzyło definicję pojazdu kompaktowego, określanego często "klasą golfa". Od tej pory kolejne generacje kadetta czy escorta wzorowane były właśnie na samochodzie Volkswagena. To właśnie za sprawą golfa konkurencja przekonała się do przedniego napędu i nadwozia typu hatchback.

Co ważne, w późniejszej historii modelu udało się uniknąć kompromitujących wpadek i nieprzemyślanych decyzji. Każda kolejna generacja okazywała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, auto znalazło już przeszło 29 mln nabywców. Czy zaprezentowane właśnie, siódme już wcielenie, "króla kompaktów" również okaże się bestsellerem na światową skalę? Nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości...

Siedem generacji golfa. Wybierz najładniejszą według ciebie.

Dowiedz się więcej na temat: Volkswagen Golf

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje