Reklama

Tanie doładowanie

Powszechnie wiadomo, że porażki uczą, ale oczywiście wszyscy wolimy odnosić sukcesy. Daleko przyjemniej jest chwalić się nową modyfikacją zainstalowaną w pojeździe niż analizować nawet najbardziej kształcącą awarię. Tym bardziej kłopoty we współczesnych samochodach są nieprzyjemne, ponieważ zazwyczaj kosztują i to słono. A kto lubi wydatki, szczególnie gdy są to wydatki, których dałoby się uniknąć.

Jednak zawsze modyfikacje tanie, choć nie do końca pewne w działaniu, cieszyły się wielką popularnością. Krótkowzrocznie myślimy o wynikających z nich doraźnych korzyściach, spychając myśl o ryzyku negatywnych efektów poza obszar widzenia - nam przecież nigdy nic się nie psuje. Pół biedy, gdy instalacja taniego gadżetu w rzeczywistości nie ma znaczenia dla pracy silnika - ale, co stanie się, gdy zmiany dotkną newralgicznej części silnika? Popatrzmy na poniższy przykład:

Silniki benzynowe wyposażone w turbiny są bardzo wdzięcznymi obiektami modyfikacji. Dawka paliwa, którą jesteśmy w stanie skutecznie spalić, decyduje o mocy jednostki. Jednak w silnikach benzynowych część paliwa nie jest spalana całkowicie, ale wyrzucana ze spalinami - do dopalania tego paliwa służą katalizatory. Pomysł na tuning wydaje się prosty - zwiększenie ciśnienia doładowania pozwoli dopalić to nadmiarowe paliwo i wówczas wzrosną osiągi pojazdu. Jak się okazuje, teoria jest słuszna, oczywiście, o ile nie staramy się wtłoczyć do silnika dwukrotnie więcej powietrza niż przewidział to producent. Nadmierne doładowanie spowoduje natychmiastowy negatywny efekt, gdyż spalanie paliwa w zubożonej mieszance będzie zaburzone, trudniej będzie również zapalić mieszankę i silnik zacznie przerywać.

Reklama

Wiele osób "podkręca" turbiny swoich silników i ich oczekiwania doraźnie zostają spełnione. Podniesienie ciśnienia doładowania powoduje przyrost mocy i momentu obrotowego. Oczywiście bardzo duże ciśnienie zniszczy motor mechanicznie lub doprowadzi do awarii turbiny. Pozornie niewielkie podniesienie doładowania daje dobry efekt bez przykrych konsekwencji. Jednak drugi koniec kija czeka na kierowcę dość daleko - niekiedy nawet za kilkanaście tysięcy kilometrów. Na pierwszy rzut oka silnik pracuje równo i dzięki większej ilości powietrza bez kłopotów rozpędza samochód. Jednak takie spalanie paliwa powoduje wzrost temperatury spalania i w efekcie wzrost temperatury silnika. Może być on niezauważalny na termometrze mierzącym temperaturę oleju. Jednak nadmiarowe paliwo pomagało chłodzić ciężko pracujący silnik - teraz praca odbywa się w wyższej temperaturze, prowadząc do lokalnego przegrzewania się elementów komory spalania. Najczęściej przyczyną awarii będzie więc uszkodzenie (przegrzanie) świec, zaworów wydechowych albo nawet nadtopienie i zniszczenie tłoka lub gładzi cylindra. Wystarczy jednak dostarczać również dostateczną ilość paliwa, aby zmniejszyć ryzyko - choć oczywiście nie są to jedyne problemy, które czekają na chętnych do jazdy na większym ciśnieniu doładowania. Radzę jednak unikać przeróbek polegających tylko na "podkręcaniu" turbiny.

Bardzo wiele pozornie prostych modyfikacji w istocie sprowadza się do zmiany jednego parametru, ale nie uwzględnia koniecznych zmian w innych istotnych nastawach. Zmiany takie rzadko kiedy są skuteczne na dłuższą metę, choć na chwilę mogą wydać się wspaniałą i tanią metodą na uzyskanie jakże pożądanych dodatkowych koni mechanicznych. Po co jednak niszczyć samochód, na który wydaliśmy znaczną ilość pieniędzy, poprzez doraźne oszczędności w wykonywanym tuningu - taka filozofia zawsze obciąża finansowo głoszącego ją kierowcę. Doceniajmy swój samochód także gdy przerabiamy go i udoskonalamy.

TOMASZ PIROWSKI VTECH TUNING

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje