Reklama

Wiesz co się dzieje z supersamochodami?

Jak już informowaliśmy, w ubiegłym roku do stacji demontażu pojazdów w Polsce trafiło prawie 470 tysięcy samochodów. Najwięcej opli, volkswagenów, fiatów, renault i fordów. A co z rolls royce'ami, bentleyami i ferrari? Przecież one też wcześniej czy później dzielą los taki sam, jak wehikuły najzwyklejsze, nie budzące jakichkolwiek emocji...

Dostarczenie na nadwiślańskie złomowisko luksusowej limuzyny z najwyższej półki czy sportowej superfury, będącej obiektem przedmiotem marzeń miłośników motoryzacji, byłoby nie lada sensacją. Są jednak kraje, w których istnieją cmentarzyska, przeznaczone specjalnie dla takich właśnie aut. Jedno z nich znajduje się w kalifornijskim Sacramento. Swego czasu miejsce to odwiedził z kamerą amerykański youtuber, znany jako superspeedersRob.

Reklama

Kałuże w bagażnikach, ptasie odchody na fotelach, wszechobecna rdza... Wśród setek spoczywających na wspomnianym składowisku wraków są ofiary pożarów i ciężkich wypadków, są też pojazdy, które skończyły swój żywot z naturalnych przyczyn, czyli ze starości. Oczywiście byłoby głupotą i marnotrawstwem, jak się to niegdyś mawiało, "pocięcie ich na żyletki" (kto pamięta jeszcze, co to takiego żyletka?). W końcu byle element do samochodów, które autor filmu nazywa "egzotycznymi" (exotic cars), potrafi kosztować majątek. Na przykład za nowe drzwi do ferrari F 430 trzeba zapłacić około 30 000 euro. I na dodatek bardzo długo czekać na sprowadzenie ich z Europy. Nic dziwnego, że cmentarzysko w Sacramento jest dla amerykańskich właścicieli superaut ulubionym źródłem części zamiennych, blacharki, wyposażenia. Na półkach, w niejakim chaosie, leżą silniki, skrzynie biegów, elementy układów hamulcowych Brembo, koła, zderzaki itp. Wszystko, co jeszcze może się przydać, dać ukochanemu pojazdowi drugie życie.

Dodajmy, że firma, prowadząca kalifornijskie złomowisko ferrari, lamborghini, maserati, bugatti, rolls royce'ów, bentley'ów, zajmuje się także serwisowaniem takich wozów.

Niszczejące superauta można spotkać także w innych miejscach na świecie. Na przykład na parkingach, poboczach dróg i obrzeżach pustyni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ich liczbę szacuje się na przynajmniej 2000 - 3000 i nie są to bynajmniej wraki. W chwili porzucenia były pojazdami w pełni sprawnymi i często praktycznie nowymi. Większość należała (i często formalnie nadal należy) do tzw. ekspatów, czyli przybyszów z innych stron świata, którzy szukali szczęścia nad Zatoką Perską. Rozkręcili interesy, ale później coś poszło nie tak i trzeba było ratować skórę, pozostawiając zgromadzone dobra, między innymi samochody. Obowiązujące w ZEA prawo szariatu nie przewiduje możliwości bankructwa, za to z całą surowością każe za niepłacenie długów. Powinęła ci się noga w interesach? Nie chcesz trafić na wiele lat do więzienia? Rzuć wszystko i uciekaj...

Luksusowe pojazdy smażą się na słońcu i pokrywają pustynnym pyłem. W końcu, wystawiane przez lokalne władze z symbolicznymi cenami wywoławczymi, trafiają na licytacje. Zajrzeliśmy na jeden z takich internetowych serwisów aukcyjnych i znaleźliśmy sporo ciekawych ofert. Na przykład: bmw 750 z 2007 r. za (w przeliczeniu z dirhamów na złote) 2100 zł, mercedes CLS z 2006 r. - 500 zł, jeep grand cherokee z 2015 r. - 500 zł, porsche cayenne z 2010 r. - 500 zł, toyota land cruiser LX z 2015 r. - 4000 zł, mercedes C 300 z 2014 r. - 1100 zł.

W specyfikacjach licytowanych samochodów często widnieje adnotacja o braku dokumentów. Allah raczy wiedzieć, jak te nabytki są później legalizowane. 

Oczywiście nie zawsze ma się szczęście i zostaje właścicielem podobnych cudeniek za równie atrakcyjną cenę jak w Dubaju czy Abu Dhabi.

Kilka miesięcy temu udało się wreszcie upłynnić ekskluzywną kolekcję 25 pojazdów, należących niegdyś do Teodoro Obianga Nguemy Mangue, wiceprezydenta Gwinei Równikowej. Ów zacny mąż stanu, od dawna głównie przebywający poza granicami swego ojczystego, obfitującego w ropę naftową kraju, był oskarżony o pranie brudnych pieniędzy, korupcję oraz defraudację środków publicznych. Wspomniane auta zostały skonfiskowane w listopadzie 2016 r. przez szwajcarskie władze na lotnisku w Genewie.

Lamborghini Veneno, jeden z zaledwie 9 egzemplarzy wyprodukowanych dla uczczenia 50-lecia marki, sprzedano za, bagatela, 8,3 miliona dolarów. LaFerrari z limitowanej edycji poszedł za 2,2 mln USD. 1300-konny Koenigsegg One osiągnął cenę 4,6 mln USD. Za McLarena P1 zapłacono 1,1 mln "zielonych". Aston Martin One-77 zmienił właściciela za 1,5 mln USD, a Bugatti Veyron za 1,3 mln.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje