Reklama

Dziwne testy Volvo. Robią wrażenie!

Niedawno informowaliśmy o nietypowej akcji strażaków z Dearborn w stanie Michigan, którzy - w ramach ćwiczeń z ratownictwa drogowego - pocięli wartego pół miliona złotych Forda Mustanga Shelby GT 500. Wbrew pozorom, tego typu sytuacje nie należą do rzadkości.

Podobnie jak Ford, ze strażakami od wielu lat ściśle współpracuje m.in. Volvo. Ostatnio oddziały ratownictwa drogowego miały okazję sprawdzić swoje umiejętności na dziesięciu pachnących nowością Volvo. By zasymulować uszkodzenia powstałe w wyniku ciężkich wypadków drogowych, każdy z samochodów zrzucony został najpierw z wysokości 30 metrów! Uwieczniony na filmie proces destrukcji pojazdów to oczywiście element - typowej dla szwedzkiego producenta - kampanii wizerunkowej. Większość fanów motoryzacji doskonale pamięta bowiem słynne reklamy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w których pierwszoplanowe role odgrywały zrzucane z dużych wysokości modele serii 7 czy 9.

Reklama

Upadek z wysokości 30 metrów pozwala na zasymulowanie najcięższych scenariuszy - uderzenia w nieodkształcalną przeszkodę (np. drzewo) przy dużych prędkościach. Inżynierowie Volvo chcieli w ten sposób zasymulować takie wypadki, jak np. najechanie - z prędkością autostradową - na tył stojącej ciężarówki. Volvo z dumą podkreśla, że lokalne oddziały ratownictwa drogowego często wykorzystują rozbite w ramach testów zderzeniowych Volvo Cars Safety Centre pojazdy do szlifowania swoich umiejętności. Szlachetna idea, którą śmiało nazwać można recyklingiem wraków, pozwala strażakom na zapoznanie się z najnowszymi rozwiązaniami w dziedzinie motoryzacji.

Pamiętajmy, że w ramach ćwiczeń straż pożarna najczęściej wykorzystuje pojazdy pozyskane z punktów demontażu. W efekcie strażacy mogą skonfrontować swoje umiejętności na samochodach, których konstrukcja sięga nawet trzech dekad wstecz. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że stosowane obecnie rozwiązania często stanowią duże wyzwanie dla sprzętu ratowniczego. Wykorzystanie na szeroką skalę wysokowytrzymałej stali, nowe metody łączenia i stosowanie kompozytów sprawia, że w czasie akcji ratunkowej można łatwo uszkodzić cenny sprzęt, a sama konstrukcja pojazdu może stanowić duże niebezpieczeństwo zarówno dla potencjalnej ofiary wypadku jak i osób niosących pomoc. Zagrożenie stanowią chociażby: rozbudowana instalacja elektryczna, poduszki powietrzne czy pirotechniczne napinacze pasów. Dodatkowo, w nowoczesnych autach spotkać można więcej niż jeden akumulator i kilka zbiorników ciśnieniowych.

Producent podkreśla, że wszystkie wnioski zebrane w ramach nietypowych ćwiczeń trafią do specjalnego raportu, który udostępniony zostanie wszystkim zainteresowanym służbom ratunkowym.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje