Auto odjechało, dziurę załatano

Nie ma już dziury na ulicy Zeylanda w Poznaniu ani samochodu, przez który drogowcy nie mogli dokończyć remontu.

Znalazł się za to kierowca, który był poza Poznaniem.

Reklama

Przypomnijmy, gdy drogowcy nie znaleźli właściciela legalnie zaparkowanego auta, zdecydowali się położyć asfalt na całej jezdni, z wyjątkiem miejsca, w którym stał samochód.

Mężczyzna zgłosił się z plikiem biletów kolejowych do strażników miejskich. Wyjaśnił, że nic o remoncie nie widział. Gdy ruszyła modernizacja drogowcy postawili na ulicy Zeylanda znak "Zakaz parkowania". Tyle, że auto zostało postawione na ulicy wcześniej. Prawo nie działa wstecz.

Kierowcy nie można było wystawić mandatu. W grę nie wchodziła też laweta. Samochód nie zagrażał bezpieczeństwu, ani nie tamował ruchu - chyba, że maszyn kładących asfalt. Straż miejska założyła blokadę na koło, ale potem szybko ją zdjęła.

Drogowcy łatający dziś dziurę w rozmowie z reporterem RMF przyznali, że często zaparkowane auta wstrzymują remonty. Tym razem jednak prace kontynuowano. Okazuje się, że wolność jednostki do parkowania stoi wyżej niż prawo społeczeństwa do posiadania nowego asfaltu.

Dowiedz się więcej na temat: drogowcy | auto | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje