By jeździć tanio i wygodnie

Wydawać by się mogło, że człowiek decydujący się na zakup nowego samochodu jest w komfortowej sytuacji...

Udaje się do salonu i - przynajmniej teoretycznie - jest panem sytuacji. To on wybiera markę, model, wyposażenie i kolor. Nie musi martwić się wypadkową przeszłością auta, ma pewność co do obecności poduszek powietrznych, wie też, że nikt nie majstrował wcześniej przy liczniku. Istna sielanka...

Rzeczywistość nie wygląda jednak tak różowo. Większość nowych aut kupowana jest na kredyt, a wpadając w szpony obytych w socjotechnikach salonowych "doradców klienta" łatwo kupić samochód, z którego nie będziemy wcale zadowoleni. Zanim więc wybierzemy się na krajoznawczą wycieczkę po salonach, trzeba dobrze przeanalizować własne potrzeby.

Po co komu auto?

Po pierwsze: musimy się zastanowić, do czego tak na prawdę służy nam samochód? Na pierwszy rzut oka pytanie wydaje się głupie, ale jeśli dobrze na nie odpowiemy, możemy zaoszczędzić sporo gotówki. Trzeba zastanowić się, ile i gdzie zamierzamy jeździć?

Jeżeli przemieszczamy się głównie po mieście i raz do roku wybieramy się ze swoją drugą połową nad Bałtyk, spokojnie wystarczy nam nowoczesne auto segmentu B. Niewielkie wymiary okażą się zaletą, w miejskiej eksploatacji nie powinniśmy też narzekać na brak mocy podstawowych jednostek napędowych.

Reklama

Zdecydowanie droższy kompakt, być może, wyglądać będzie bardziej okazale, ale świadomość, że za możliwość "wożenia powietrza" zapłaciliśmy ekstra kilkanaście tysięcy złotych raczej nie nastraja optymistycznie.

Trzeba też zastanowić się nad tym, jak długo zamierzamy pojeździć naszym nowym nabytkiem. Jeśli po powrocie z wakacji w naszej rodzinie pojawi się jej nowy członek, niezwykle ważne okażą się takie aspekty, jak pojemność bagażnika (ważne, by mieścił składany wózek dziecięcy) lub obecność systemu isofix, ułatwiającego montaż fotelika. O tego typu sprawach trzeba myśleć wcześniej.

Bezpiecznie, czyli jak?

Nie warto się sugerować tym, że większy samochód zawsze oznacza większe bezpieczeństwo. Oczywiście, zasada zachowania pędu jasno wskazuje na to, że duży może więcej, ale wyniki testów zderzeniowych mogą czasami zdziwić.

Dla przykładu: niewielkie renault clio uzyskało w testach EuroNCAP maksymalny wynik pięciu gwiazdek, a potężny chrysler voyager - ledwie dwóch (z czego jedną skreślono). To, że auto jest duże i po zderzeniu z drzewem wciąż przypomina samochód, nie oznacza wcale, że w równie dobrej formie znajdują się osoby siedzące w środku. Strefy kontrolowanego zgniotu, wzmocnienia boczne i poduszki powietrzne naprawdę działają.

Produkowane obecnie auta segmentu B zapewniają większe bezpieczeństwo niż samochody klasy premium z początku lat dziewięćdziesiątych. Być może brzmi to absurdalnie, ale w zderzeniu nowego clio z leciwym volvo 940 czy audi A6, większe szanse przeżycia mają pasażerowie "miejskiego" renault.

Ile można... stracić?

Okres eksploatacji przekłada się bezpośrednio na pieniądze. Trzeba pamiętać, że większość samochodów w pierwszych trzech latach eksploatacji traci aż 50 % swojej wartości. Już po wyjechaniu z salonu auto jest warte o kilka tys. zł mniej niż to, obok którego stało jeszcze 5 minut temu. Jeśli więc zamierzamy pozbyć się go w tym okresie, równie dobrze możemy kupić sobie samochód używany.

W takim przypadku wprawdzie nie dostajemy na auto żadnej gwarancji i musimy liczyć się z możliwością pojawienia się w nim nagle poważnych usterek. Z finansowego punktu widzenia może się jednak okazać, że utrata wartości auta używanego w połączeniu z kosztami jego obsługi to i tak mniej niż kwota, jaką stracilibyśmy w tym czasie na samochodzie nowym... Warto to przemyśleć.

Konie to mit

Trzeba też zastanowić się nad przebiegiem ( w km), jaki czeka nasze auto w ciągu roku. Pozwoli nam to optymalnie dobrać do niego jednostkę napędową. Podstawowe silniki sprawnie radzą sobie jedynie w mieście.

Jeśli często poruszamy się po drogach szybkiego ruchu, brak mocy może się okazać uciążliwy. Pamiętajmy też, że samochody z roku na rok rosną, tyją i stają się coraz bardziej ekologiczne. Wszystko to sprawia, że magiczne 100 KM, które jeszcze dziesięć lat temu robiło wrażenie niemal na każdym polskim kierowcy, dziś często ledwie radzi sobie nawet z autem segmentu B.

Oczywiście, konie mechaniczne to nie wszystko. Sugerowanie się ich liczbą to najczęstszy błąd popełniany nawet przez doświadczonych kierowców. W prostej linii konie mechaniczne przekładają się głównie na prędkość maksymalną, ale charakterystykę jednostki napędowej najlepiej zdradzi nam wykres momentu obrotowego.

To właśnie moment obrotowy odpowiada za elastyczność i przyspieszenie. W dużym uproszczeniu - im większy, tym lepiej, ale od samej jego wartości ważniejsze jest to, w jakim zakresie obrotów występuje. Im ten zakres szerszy, tym rzadziej sięgać będziemy do lewarka zmiany biegów.

Tani w eksploatacji diesel...

Wiadomo, że od jakiegoś czasu furorę robią jednostki wysokoprężne. Zanim jednak zdecydujemy się dopłacić do diesla, dwa razy wszystko przekalkulujmy. Silniki wysokoprężne są nie tylko droższe w zakupie, ale też zdecydowanie droższe w serwisowaniu. Biorąc pod uwagę fakt, że cena oleju napędowego jest już równa cenie benzyny, a dzisiejsze układy wtryskowe wysokiego ciśnienia nie tolerują złej jakości, zakup diesla tylko z pozoru wydaje się bardzo dobrym rozwiązaniem.

Fakt: silnik zużywać będzie mniej paliwa, ale jeśli po okresie gwarancji przydarzy nam się usterka układu wtryskowego lub dwumasowego koła zamachowego (bolączki współczesnych diesli), niewykluczone, że na naprawę trzeba będzie zaciągnąć kredyt!

Pamiętajmy też, że nie najgorsze osiągi zawdzięczają diesle głównie turbodoładowaniu, a turbina jest kolejnym elementem, o który trzeba umiejętnie dbać....

Pickup na firmę, czyli coś za coś...

Co ciekawe, jednymi z najlepiej sprzedających się samochodów w Polsce są obecnie pickupy. Dzieje się tak, ponieważ od samochodu tego typu istnieje możliwość pełnego odliczenia podatku VAT. Z tego względu stają się one alternatywą chociażby dla samochodów klasy średniej.

Zanim jednak oczaruje nas dająca poczucie władzy możliwość patrzenia na wszystkich z góry, zastanówmy się, czy naprawdę tego chcemy. Pomijając różnicę w wysokości, prowadzenie większości pickupów przypomina nieco jazdę wczesnymi wersjami poloneza caro. Auta te podobnie niechętnie reagują na dodawanie gazu, podobnie skręcają i z dużą dozą tolerancji podchodzą do kwestii zatrzymywania się.

Mają też bardzo podobną konstrukcję. W tylnym zawieszeniu pracują zazwyczaj sztywny most i resory piórowe - gwarancja niezawodności, ale na pewno nie komfortu. Jeśli nasze wycieczki poza drogę ograniczają się jedynie do niekontrolowanych zimowych poślizgów, żaden pickup nie spełni naszych oczekiwań. Zawsze będzie zbyt głośny, zbyt wolny i zbyt uciążliwy w codziennej eksploatacji.

Większość z tych samochodów ma silnik z przodu i napęd na tylne koła, a to oznacza, że jeśli na pace nie umieścimy jakieś 300 kg kartofli lub betonowych obciążników, utrzymanie na drodze naszego pickupa będzie nas kosztować sporo wysiłku...

Poruszyliśmy tylko kilka kwestii, które warto brać pod uwagę przy planowaniu zakupu nowego samochodu. Dobrze jest o nich pamiętać, zanim skuszeni zachętami sprzedawcy "lekką ręką" wydamy na nasze cacko kilkadziesiąt tysięcy złotych.

W polskich warunkach kupno auta zawsze oznacza pewien kompromis i zazwyczaj wiąże się z zaciągnięciem kredytu. Spłacając go, dobrze jest mieć świadomość, że dokonało się optymalnego wyboru.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: konie | zakup | Auta | tanio | auto
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy