Reklama

Duży mróz? Nie rób tego ze swoim autem!

Wyrwane uszczelki, połamane klamki czy uszkodzone szyby. To tylko kilka z typowych problemów, jakich przysporzyć mogą sobie niedoświadczeni kierowcy w czasie siarczystych mrozów. Niektóre z nich generować mogą naprawdę ogromne koszty! Jakich zachowań lepiej unikać, by nie narazić się na spore wydatki?

Niskie temperatury nie służą wszystkim elementom wykonanym z tworzyw sztucznych. Właśnie z tego względu nie należy siłować się z przymarzniętymi klamkami czy uszczelkami. Prawdopodobieństwo, że plastik pęknie szybciej niż lód jest - niestety - spore.

Reklama

Dlatego zawczasu warto przesmarować uszczelki i zamki chociażby wazeliną techniczną lub silikonem w spreju. Wymiana uszczelki czy klamki drzwi rzadko kiedy zamknie się w kwocie poniżej 500 zł!

Zasada unikania lub - ściślej - ograniczania rozwiązań siłowych dotyczy też pozbywania się z auta śniegu, a w szczególności - "zbijania" śniegowych nawisów często tworzących się po jeździe. Dobra rada - najlepiej robić to zaraz po zakończeniu jazdy, gdy są one jeszcze "świeże", a sam samochód jest ciepły. Po nocy w temperaturze - 15 czy 20 stopni Celsjusza zmienią się w twarde bryły lodu, których "zbijanie" może uszkodzić delikatne, kruche od zimna, nadkola! Wbrew pozorom, zwłaszcza w nowych autach, może to oznaczać zaskakująco duże wydatki.

Pamiętajmy też, że w wielu nowoczesnych samochodach takie elementy, jak np. przednie błotniki często wykonane są właśnie z plastiku. Zbyt mocny kopniak w bryłę zwisającego z nadkola lodu, może - to nie żart! - skończyć się ich pęknięciem! Wówczas, oprócz wymiany samego błotnika i nadkola, czekać nas będzie również wizyta u lakiernika!

W zimie sporo problemów sprawiać może układ hamulcowy, a ściślej - zamarzający hamulec ręczny. Wbrew pozorom nie dotyczy to wyłącznie starszych pojazdów, w których często dochodzi do zamarzania wilgoci nagromadzonej w uszkodzonych pancerzykach chroniących linki. Wówczas odblokowanie zaciągniętego hamulca staje się niemożliwe, aż do czasu, gdy mróz zelży. Podobny problem mogą mieć również zdecydowanie młodsze pojazdy wyposażone w hamulec sterowany elektronicznie. Tutaj, oprócz uszkodzenia pancerzyków, dochodzi jeszcze ryzyko spenetrowania przez wilgoć tzw. "kurzówek" (uszczelek). Niezależnie od winowajcy, efekt będzie dokładnie taki sam, czyli przymusowy postój. Nie przez przypadek kierowcy "starej daty" w okresie mrozów zupełnie nie korzystają z hamulca postojowego! 

Praktyką pozwalającą zaoszczędzić nawet kilkaset złotych jest również... nieotwieranie szyb w czasie mrozu. Błaha z pozoru czynność, którą wykonujemy nieświadomie zamawiając jedzenie, płacąc za parking czy przejazd autostradą, może nas kosztować nawet kilkaset złotych! Warto bowiem zdawać sobie sprawę, że tzw. spinki, czyli elementy łączące taflę szyby z mechanizmem jej opuszczania, niemal we wszystkich nowych samochodach wykonane są z - niestety marnej jakości - tworzyw sztucznych.

Element wytrzymuje zdecydowanie mniejsze siły niż sam mechanizm i w czasie mrozu staje się bardzo kruchy. Jeśli dodamy do tego, że sama szyba może być przymarznięta do uszczelki mamy gotowy przepis na katastrofę! Pół biedy, gdy usłyszymy trzask, a szyba pozostanie na miejscu. Gorzej gdy opadnie, a - uszkodzony mechanizm - nie będzie w stanie jej podnieść. Podróż do mechanika z otwartym oknem przy temperaturze otoczenia minus 10 czy 15 stopni Celsjusza zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje