Reklama

Tragiczna awaria. Śmierć dwóch dziewczyn

Awaria samochodu na drodze zawsze jest dla nas zaskoczeniem. Nieplanowany postój gdzieś na trasie niesie za sobą nerwy i stres.

Problem w tym, że człowiek działa w sposób zadaniowy i gdy tylko pojawia się jakiś problem, automatycznie skupiamy się na jego rozwiązaniu. Niestety, zapominamy wówczas o innych sprawach, a takie gapiostwo często doprowadzić może do tragedii.

Wczoraj w okolicy obwodnicy Nowych Skalmierzyc doszło do strasznego wypadku. Seat, którym podróżowały dwie kobiety w wieku 22 i 23 lat zepsuł się, więc wyszły z auta i podeszły do bagaznika. Wtedy uderzył w nie volkswagen sharan, kierowany przez 35-letniego kierowcę. Badania wykazały, że był trzeźwy; w wydychanym powietrzu miał 0,09 prom. alkoholu. Policja podkreśla jednak, że zbadana zostanie jeszcze krew sprawcy wypadku. Rzecznik poinformował, że ofiarami są 22-letnia i 23-letnia kobieta.

Reklama

Tego typu wypadki nie są - niestety - rzadkością. W podobnej sytuacji znalazł się kiedyś jeden z naszych kolegów, dziennikarzy motoryzacyjnych. W czasie wymiany uszkodzonego koła jego samochód staranowany został przez inny pojazd. Jedna osoba zginęła na miejscu, nasz kolega przez pół roku walczył o życie w szpitalu.

Oczywiście na każdy wypadek składa się wiele czynników. Czasami trzeba mieć po prostu szczęście. Pamiętajmy jednak o tym, że ryzyko można skutecznie minimalizować. Trzeba jedynie stosować się do przepisów i zdrowego rozsądku.

Jeśli więc zdarzy nam się jakaś awaria poszukajmy bezpiecznego miejsca na zatrzymanie. Jeśli nie możemy zjechać z drogi zaparkujmy pojazd jak najbliżej prawej krawędzi jezdni. Gdy współpracy odmówi jednostka napędowa (np. problemy z zapłonem) pamiętajmy, że zjechać z pasa ruchu możemy np. przy wykorzystaniu rozrusznika.

Kwestię postoju awaryjnego regulują przepisy. Usterkę pojazdu zawsze należy sygnalizować włączeniem świateł awaryjnych. Bardzo ważną kwestią jest też PRAWIDŁOWE ustawienie trójkąta ostrzegawczego.

Przypominamy, że element ten należy do wyposażenia obowiązkowego, a za jego brak grozi mandat. Właściwe ustawienie trójkąta wielu kierowcom sprawia poważne kłopoty. Często rozstawiamy go w bezpośredniej okolicy uszkodzonego auta, co sprawia, że kierowcom innych samochodów nie dajemy najmniejszych szans na odpowiednią reakcję.

Dla własnego bezpieczeństwa zapamiętajmy więc, że na normalnych drogach - poza obszarem zabudowanym - trójkąt ostrzegawczy powinien być ustawiony w odległości 30 - 50 metrów od uszkodzonego pojazdu. Na autostradach i drogach ekspresowych, gdzie prędkości rozwijane przez samochody są zdecydowanie wyższe, odległość ta wynosić powinna 100 metrów!

Z ustawienia trójkąta ostrzegawczego na drodze możemy zrezygnować wyłącznie w terenie zabudowanym. Należy jednak umieścić go na pojeździe (na wysokości nie większej niż 1 m) lub... bezpośrednio za autem.

Pamiętajmy też, że - jeśli nie mamy podstawowej wiedzy z zakresu mechaniki - lepiej opuścić pojazd i czekać na pomoc drogową w bezpiecznej odległości. Drapanie po głowie wpatrując się w unieruchomiony silnik czy kopanie w opony, być może wyglądają efektownie, ale krzątając się po drodze ryzykujemy staranowanie przez inny samochód.

Stosowanie się do tych podstawowych zasad, w pewnych przypadkach, naprawdę może uratować nam życie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje