Reklama

Strefy czystego transportu ściemą? Świetne wieści dla kierowców!

W Polsce od dłuższego czasu toczy się dyskusja dotycząca tzw. stref czystego transportu. Nowe brzmienie ustawy o elektromobilności spędza sen z powiek milionom kierowców, którzy obawiają się, że nie będą mogli wjechać swoimi samochodami do centrów miast. Niepotrzebnie?

Reklama

Przypomnijmy - pierwotny projekt zakładał, że ograniczenia w ruchu nie będą np. obejmować pojazdów zasilanych LPG. Pomysł nie wytrzymał jednak zmasowanego ataku lobby na rzecz elektromobilności i wykreślono go z projektu. Okazuje się jednak, że ustawodawca pozostawił kierowcom bardzo szeroką furtkę!

Reklama

W projekcie (Art. 39.1.) czytamy, że: "W celu ograniczenia negatywnego oddziaływania emisji zanieczyszczeń z transportu na zdrowie ludzi i środowisko, na terenie gminy można ustanowić strefę czystego transportu obejmującą drogi, których zarządcą jest gmina, do której zakazuje się wjazdu  pojazdów samochodowych w rozumieniu art. 2 pkt 33 ustawy z dnia 20 czerwca1997 r. - Prawo o ruchu drogowym innych niż: a) elektryczne, b) napędzane wodorem, c) napędzane gazem ziemnym.

Zwracamy jednak uwagę na słowo "można".

Dalej - w punkcie 9. - ustawodawca doprecyzowuje, że: "Gminy o liczbie ludności powyżej 100 tys. mieszkańców, znajdujące się strefach, w których przeprowadzona przez Głównego Inspektora Ochrony Środowiska ocena poziomów substancji w powietrzu, o której mowa w art. 89 ust. 1 ustawy z dnia  27kwietnia 2001 r. - Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2020 r. poz. 1219, 1378, 1565,2127 i 2338), wykazała przekroczenie dopuszczalnego poziomu stężenia średniorocznego poziomu zanieczyszczeń dwutlenkiem  azotu NO2, w terminie 12 miesięcy od dnia otrzymania informacji, o której mowa w art. 89 ust. 1c tej ustawy, tworzą strefę czystego transportu"

I tutaj właśnie pojawia się szansa dla tysięcy zmotoryzowanych. Jak zauważa - cytowany przez Instytut Samar - radca prawny Tomasz Jaworski ze Stowarzyszenia Prawników Rynku Motoryzacyjnego: "Zadaliśmy sobie trud, żeby ustalić, ile takich gmin było w latach 2017-2019, czyli tak jak raportuje GIOŚ. Biorąc pod uwagę rok 2017, strefy takie należałoby utworzyć w siedmiu gminach, a na podstawie lat 2018-2019... tylko w czterech - we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie i Katowicach". Dodaje również, że - w opinii Stowarzyszenia Prawników Rynku Motoryzacyjnego "wcześniejsza propozycja z 2030 rokiem oraz obecny pomysł są w praktyce po to, żeby tych stref po prostu na razie nie było".

Takie spojrzenie rzuca nowe światło na problem, który spędza sen z powiek ogromnej liczbie kierowców. W praktyce oznacza bowiem przesuniecie (politycznej) odpowiedzialności za utworzenie strefy z władz centralnych na samorządowe. W projekcie ustawy czytamy bowiem, że (Art. 40. 1.): "Strefę czystego transportu ustanawia, w drodze uchwały, rada gminy".

Z punktu widzenia zmotoryzowanych to dobra wiadomość. Można się bowiem spodziewać, że w wielu gminach widmo rozpętania otwartej wojny z kierowcami wstrzyma tego typu decyzje. Samorządy staną przed karkołomnym zadaniem - przekonania kierowców, że nowe zakazy służyć mają dobru mieszkańców. Będzie to o tyle trudne, że poprawa jakości powietrza w Polsce uzależniona jest głównie od wymiany tzw. "kopciuchów", czyli pieców opalanych węglem. Skoro więc - jak wynika z wypowiedzi cytowanego wyżej Tomasza Jaworskiego - liczba gmin z przekroczonym średniorocznym poziomem stężenia zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu NO2 systematycznie spada - tworzenie stref wydaje się zupełnie zbędne...

Z drugiej strony można powiedzieć, że autorzy projektu chowają głowę w piasek, bojąc się wprowadzenia rozwiązania systemowego, które - np. w ocenie przedstawicieli branży motoryzacyjnej - stanowiłoby zapewne bodziec do szybszego rozwoju rynku elektrycznych pojazdów. Tyle tylko, że takie rozumowanie nie znajduje oparcia w logice.

Pamiętajmy, że średni wiek pojazdu w Polsce to blisko 15 lat (w aktualizowanej części CEPiKu), co oznacza, że zdecydowana większość rodaków porusza się samochodami, których wartość nie przekracza 20-25 tys. zł. Dla porównania najtańszy obecnie elektryk na polskim rynku - Nissan Leaf z podstawową baterią o pojemności 40 kWh - którego przynajmniej teoretycznie nazwać można autem rodzinnym - kosztuje dziś od 114 900 zł w promocji rocznika 2020... Patrząc z takiej perspektywy szybkie utworzenie stref czystego transportu wywołałoby nie tylko falę krytyki pod adresem rządu, ale też realnie przyczyniło się do wykluczenia transportowego, z którym walka idzie nam równie dobrze, jak elektryfikacja społeczeństwa kierowców... 

Paweł Rygas

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje