Reklama

Polacy walcząc o puchar... zderzyli się na trasie

Zgodnie z oczekiwaniami, drugi etap Rajdu Faraonów był znacznie trudniejszy niż pierwszy. Rafał Sonik, który walczy o odzyskanie Pucharu Świata FIM, prowadził od startu, aż do feralnego zderzenia z drugim kandydatem do końcowego zwycięstwa w klasyfikacji quadów - Łukaszem Łaskawcem.

- Poza odcinkiem około 100 km, kiedy jechaliśmy przez piękne wydmy, trasa była w całości pokryta kamieniami i skałami. Było piekielnie trudno. Trzeba było być ostrożnym, jechać bardzo technicznie i delikatnie. Na niektórych odcinkach dało się uzyskać pełną moc, ale w większości była to droga przez mękę - mówił na mecie wycieńczony Rafał Sonik.

Reklama

Krakowski rajdowiec prowadził przez pierwsze 53 km trasy mającej swój początek i koniec w miejscowości Tibniya. Do zmiany sytuacji doszło po feralnym zderzeniu, z drugim z Polaków - Łukaszem Łaskawcem. - Musiałem nagle skręcić przed dziurą między wydmami, a jadący za mną Łukasz chyba zbyt późno ją zauważył. Nagle poczułem, że coś wskakuje na mnie z lewej strony i to był Łukasz ze swoim quadem. Odbiliśmy się od siebie, przez chwilę rolowaliśmy, by potem przez kilkanaście minut zbierać się z ziemi i naprawiać uszkodzenia. W moim przypadku niestety nie tylko ucierpiała nawigacja, ale również rama, która pękła i jazda przez kolejne 250 km nie była łatwa - relacjonował zdobywca Pucharu Świata z 2010 roku.

Obaj Polacy szczęśliwie dotarli do mety, ale w wyniku feralnego zderzenia, Rafał Sonik stracił prowadzenie w rajdzie na rzecz młodszego rodaka. Obu zawodników, rywalizujących w Egipcie o końcowe zwycięstwo w całym cyklu, dzieli aktualnie 1 minuta i 31 sekund.

- Jechało mi się bardzo dobrze. Dzięki temu, że startujemy wcześnie rano, temperatura powietrza nie jest jeszcze zbyt wysoka. Dzisiejszy etap był nieco wolniejszy niż wczorajszy, pojawiły się też wydmy - powiedział Łukasz Łaskawiec. - Nawigacja moim zdaniem nie jest bardzo skomplikowana, ale mimo wszystko wciąż pamiętam, aby kontrolować mapkę. Na trasie mieliśmy z Rafałem Sonikiem małą przygodę. Jechałem tuż obok niego, kiedy nagle Rafał zobaczył niewidoczną wcześniej wyrwę i niespodziewanie odbił w lewo. Na jakąkolwiek reakcję z mojej strony było już za późno. Niestety zderzyliśmy się, ale na szczęście nic się nie stało i pojechaliśmy dalej. Rozmawiałem z Rafałem na ten temat, nie ma do mnie żalu. Jak na razie, mój quad spisuje się bardzo dobrze. Niestety, nasza ciężarówka serwisowa już na początku rajdu uległa awarii. Robimy wszystko, aby ją usprawnić, ale na kolejne dni rywalizacji przepakowaliśmy nasz ekwipunek do samochodu Orlen Teamu, część rzeczy zabierze nam Rafał Sonik. Obaj jedziemy bardzo równo, notując niemal identyczne czasy.

W klasyfikacji mistrzostw świata motocyklistów świetnie poradził sobie Jakub Przygoński, który dotarł na metę z drugim czasem. W Open Trophy również trwa polska dominacja. We wtorek najszybszy był Jacek Czachor przed Markiem Dąbrowskim. Pierwszy z wymienionych ma już kwadrans przewagi i jest coraz bliżej końcowego triumfu w pojedynku z rodakiem.

Wszystko wskazuje na to, że półmetek czekający zawodników w środę będzie jeszcze trudniejszy. 420 kilometrów odcinka specjalnego po surowej pustyni może okazać się decydującym testem dla wielu rajdowców we wszystkich kategoriach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje