Reklama

Dwa złamane amortyzatory i pęknięta sprężyna

To było prawdziwe piekło na ziemi. Najdłuższy, 6. etap rajdu Dakar 2007 okazał się bezlitosnym sprawdzianem nawet dla doświadczonych załóg.

Grzegorz Baran startuje po raz trzeci w pustynnym klasyku, Rafał Marton pilotuje czwarty raz, jednak na zawsze zapamiętają odcinek z Tan Tan do Zouerat.

Ten etap to tzw. klasyk, rozgrywany praktycznie co rok. Należy do najtrudniejszych, nie tylko ze względu na długość (w edycji 2007: 817 km, włączając asfaltowe dojazdówki), ale też z powodu wyjątkowo różnorodnej trasy. Północna część Mauretanii jest płaska, jednak kryje wiele podstępnych pułapek. Brak wzniesień sprzyja rozwijaniu wysokich prędkości i kusi do podjęcia zwiększonego ryzyka w pogoni za cennym czasem. Natura potrafi tu wyjątkowo surowo ukarać śmiałków.

Reklama

Odcinek specjalny Tan Tan - Zouerat jest nierytmiczny. Długie proste kończą się nagle i raptownie przechodzą w głazowiska lub pas tzw. camel grassów - zbitych kęp trawy, którymi żywią się dzikie wielbłądy. Camel grass wygląda niepozornie, ale jest twardy jak kamień i można na nim poważnie uszkodzić zawieszenie lub zniszczyć oponę. Prawdopodobnie na takiej słabo widocznej przeszkodzie w Unimogu załogi Diverse Extreme TVN Turbo Team nastąpiła awaria zawieszenia. Grzegorz Baran i Rafał Marton musieli się zatrzymać i przez kilka godzin naprawiali ciężarówkę. Diagnoza? Dwa urwane amortyzatory z tyłu i pęknięta sprężyna. Na szczęście Grzegorz to doświadczony mechanik, dawniej szef serwisu Mitsubishi Ralliart na Dakarze. Nasi zawodnicy zanotowali 5h starty, jednak dotarli na biwak w Zouerat. Dopiero po zespawaniu uszkodzonych elementów i wymianie pękniętych amortyzatorów wyruszą do dzisiejszego, 7. etapu.

Kłopotów nie uniknęli również kierowcy Land Roverów EvoDakar: - Czujemy piekielne zmęczenie, po zmroku jedzie się dramatycznie" - ocenił Jarek Kazberuk. Jazda przez wydmy w ciemnościach to loteria. Nam się udało, ale było naprawdę ciężko. Rajdówka załogi Gryszczuk/Kazberuk dotarła do Zouerat przed pojazdem Roberta i Ernesta Góreckich. Ich samochód niestety utknął na trasie: - Mieliśmy problem z instalacją elektryczną, ale udało nam się w końcu pokonać ten przeklęty piasek. Od rana było coś nie tak.

Najpierw uszkodziliśmy felgę na kamieniu wyrzuconym przez ciężarówkę. Potem rozszczelnił się układ chłodzenia, a na koniec zabrakło prądu. - powiedział Robert Górecki na biwaku w Zouerat.

Już wczoraj w Tan Tan zanosiło się na burzę piaskową, następnie na dojazdówce do 6. etapu przez kilka godzin padał deszcz. Z tego powodu powstało mnóstwo błota, co jest przedziwnym zjawiskiem na Dakarze.

Również prognozy pogody na dziś nie są optymistyczne. Przez całą noc wiał bardzo silny wiatr, na starcie odcinka specjalnego szaleje burza piaskowa. Grzegorz Baran i Rafał Marton (Diverse Extreme TVN Turbo Team) są potwornie zmęczeni i zawiedzeni z powodu awarii zawieszenia. Wszyscy uczestnicy rajdu nie mogą doczekać się dnia odpoczynku, wyznaczonego na sobotę. Zanim to jednak nastąpi, trzeba pokonać 580 kilometrów do Ataru, w tym aż 542 km odcinka specjalnego.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje