Reklama

Dróg za "miskę ryżu" nie będzie

Zbawieniem nie są Chińczycy, lecz dobre prawo i skuteczna administracja.

To nie pazerność polskich przedsiębiorców - jak sugerują niektórzy członkowie rządu - jest powodem coraz większych i coraz bardziej karygodnych opóźnień w przygotowywaniu infrastruktury na Euro 2012. Winne jest złe prawo, które mimo szumnych zapowiedzi, wciąż nie ulega pozytywnym zmianom.

Toczące się w tempie brazylijskiego serialu procedury i procesy decyzyjne oraz brak odpowiedzialności za zaniechania i błędne decyzje urzędnicze - tak prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzej Malinowski, komentuje pomysł budowy infrastruktury na Euro 2012 przez chińskie firmy.

Reklama

Właściwe przygotowanie infrastruktury na Euro 2012 stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Problemem nie jest jedynie brak siły roboczej i specjalistów, ale przede wszystkim opieszałość administracji w rozpisywaniu i rozstrzyganiu przetargów, trudne do spełnienia oczekiwania stawiane zamówieniom publicznym i przerzucanie całego ryzyka na barki firm.

- Słyszałem, że chińskie firmy od miesięcy bezskutecznie zwracają się do przedstawicieli polskiej administracji z propozycją podjęcia współpracy przy realizowaniu projektów związanych z Euro 2012. Nie dziwi mnie ta sytuacja, bo dotyka ona także firmy krajowe. Zainwestowały one duże pieniądze w zakup sprzętu, szkolenia czy pozyskanie specjalistów. Tymczasem kolejne miesiące upływają bez rozstrzygnięć kto, kiedy i za ile ma budować drogi, mosty, stadiony i hotele w Polsce - mówi Andrzej Malinowski.

- Dobrym przykładem są autostrady. Ile przetargów udało się zamknąć w ostatnim roku, ile rozpisano nowych?

Nie budujemy, bo ostatnie lata to kolejne projekty, kolejne zmiany, i kolejne kilometry oddawane na papierze - podkreśla prezydent KPP.

Czy problemy te znikną, gdy do boju o polskie drogi i stadiony staną firmy z Chin? Niekoniecznie.

Ciąg dalszy na następnej stronie

- Przestrzegam przed filozofią "miski ryżu". Chciałbym przypomnieć członkom rządu, że każda firma działająca na polskim rynku, także chińska, musi spełniać wymagania obowiązujące w polskim prawie. Prawie tworzonym przez polityków, w większości pozbawionych minimalnego choćby doświadczenia gospodarczego i ekonomicznej wiedzy. Zagraniczne firmy muszą respektować płacę minimalną, odprowadzać ZUS i inne składki, wypełniać masę formularzy i sprawozdań. Tak, jak to robi każdy polski pracodawca. Po wypełnieniu tych wszystkich wymagań może się okazać, że atrakcyjność cenowa, na która tak bardzo liczy polski rząd, stanie się iluzją. Przecież materiały będą kupowane w Polsce - z Chin nie będzie się opłacało ich sprowadzać. Koszty eksploatacji urządzeń będą "polskie", nie "chińskie". Różnorodnych uzgodnień, norm i przychylności pseudoekologów też nie kupi się za "miskę ryżu". Jakiekolwiek ulgi czy odstępstwa spowodują uzasadnione protesty polskich firm o dumping i narażą rząd na procesy. A dodajmy, że duża część projektów jest realizowana ze środków Unii Europejskiej, która bezwzględnie przestrzega określonych procedur - ostrzega Andrzej Malinowski, podkreślając, że warto współpracować z Chinami, mającymi jedną z najbardziej dynamicznych gospodarek na świecie, ale trzeba także pamiętać o przyczynach krajowych problemów.

Konfederacja Pracodawców Polskich przypomina, że wszelkie środki unijne, jakie nasz kraj ma do wykorzystania z puli na lata 2007 - 2013 mogą przepaść, jeśli nie zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem i w zgodzie z harmonogramem.

- I to jest nasze największe zmartwienie. Na razie kolejne ekipy piętrzą trudności i niewiele robią, by likwidować bariery stojące na drodze polskich firm. Można odnieść wrażenie, że nikomu nie zależy na tym, abyśmy mogli w pełni wykorzystać unijną pomoc - podkreśla prezydent KPP.

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | infrastruktura | Euro 2012 | firmy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje