"Zabawa dla bogaczy" - politycy kłócą się o GP Australii

Rząd australijskiego stanu Victoria broni Grand Prix Australii organizowanego ostatnio w Melbourne. Organizacja marcowego wyścigu na Albert Park kosztowała australijskich podatników niemal 50 milionów dolarów amerykańskich, ale pomimo wielkich nakładów przedsięwzięcie przyniosło gigantyczne straty.

Pomimo tego, że tegoroczne Grand Prix zgromadziło na trybunach więcej widzów, niż zeszłoroczny wyścig, organizatorzy zanotowali stratę 46 milionów dolarów! Było to spowodowane tym, że znacznie wzrosły koszty organizacji wyścigu, po tym jak przesunięto godzinę startu na wieczór, aby umożliwić obejrzenie wyścigu jak największej liczbie kibiców przed telewizorami na całym świecie.

Grand Prix Australii od 1996 roku jest organizowane przez rząd stanu Victoria. Odkąd jednak przeniesiono wyścigi z Adelaidy do Melbourne, organizacja Grand Prix pochłania wielkie koszty, a każdego roku przynosi organizatorom straty.

Reklama

W tym roku szczególnie ostro na temat Grand Prix wypowiadali się przeciwnicy organizacji wyścigu. Twierdzili oni, że rząd powinien skupić się na finansowaniu przedsięwzięć mających na celu poprawić jakość życia zwykłych obywateli, a nie organizowaniu "wyścigu dla milionerów".

Minister ds. Organizacji Imprez Masowych stanu Victoria, Tim Holding, broni jednak pomysłu organizowania Grand Prix. Na łamach gazety "Melbourne's Age" Holding stwierdził: "Nie mam wątpliwości, że w ostatecznym rozrachunku ekonomiczne zyski dla stanu Victoria są znacznie większe, niż koszty organizacji wyścigu. Grand Prix zgromadziło przed telewizorami prawie 13 milionów ludzi w samej Europie, a potężne medialne przedsięwzięcie, jakim była transmisja imprezy pomoże zbudować światową reputację Melbourne jako wspaniałego miejsca do życia i atrakcyjnego celu dla turystów."

Oficjalne zestawienie kosztów organizacji marcowego wyścigu na Albert Park pokazały, że rząd stanu wydał na organizację Grand Prix 49,3 miliona dolarów amerykańskich. "Skandalem" nazywa takie zarządzanie finansami stanu deputowany Craig Ingram. "Nie można dopuszczać do wydawania wielkich sum na zabawę dla bogaczy, gdy w wielkiej potrzebie są sektory zdrowia publicznego i inne. Najwyższy czas, aby politycy wszystkich partii zaczęli poważnie rozważać sens organizacji Grand Prix w Melbourne, bo podatnicy nie będą w nieskończoność płacić za coś, co nie daje im żadnych wymiernych korzyści".

Likwidacja Grand Prix Australii byłaby bez wątpienia sporą stratą dla Roberta Kubicy. Kierowca stajni Renault zajął 2. miejsce w ostatnim wyścigu na Albert Park. Zwyciężył wówczas aktualny mistrz świata, Jenson Button.

INTERIA.PL/AFP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy