Stopień skomplikowania aut poraża. Ale klapa Porsche otwiera się sama

Silnik, skrzynia biegów, cztery koła, kierownica, stalowe, pokryte lakierem nadwozie...

Zasadnicza idea pozostaje od początku ta sama, jednak współczesne samochody bardzo różnią się od swoich przodków. Nowoczesne materiały, znacznie bardziej wyrafinowana konstrukcja jednostek napędowych, rozbudowany osprzęt, wszechobecna elektronika, liczne udogodnienia wspomagające kierowcę. Elementy sterujące z mikroprocesorami, których możliwości o niebo przerastają moc obliczeniową wszystkich komputerów wykorzystywanych podczas lotów załogowych na Księżyc. Takie czasy...

Reklama

Dzięki postępowi technicznemu jeździmy szybciej, oszczędniej, wygodniej, bezpieczniej. Niestety, istnieje również druga strona medalu. Stopień skomplikowania wielu obecnie produkowanych modeli aut sprawia, że ich właściciele nawet nie próbują zgłębiać szczegółów budowy swoich pojazdów. Ba, również dla licznych mechaników stanowią one wiedzę iście tajemną i niedostępną.

Przy całym zadziwiającym rozwoju jedno pozostaje niezmienne: to różne, śmieszne, a jednocześnie irytujące drobiazgi, wynikające z błędów konstrukcyjnych lub niedbałości montażu. Szczególnie rażące w przypadku pojazdów z najwyższej półki.

Jedziesz swoim wymarzonym wypieszczonym i ukochanym Porsche 911 do myjni samoobsługowej i okazuje się, że pod silnym strumieniem wody wciąż otwiera się klapa jego bagażnika. Najpierw cię to bawi, a potem zaczyna wkurzać. Takie coś w samochodzie za kilkaset tysięcy złotych? Pechowy egzemplarz czy regularna, typowa dla tego modelu wada?

Pokrętło umieszczone tak, że kierowca chcący wyregulować pochylenie oparcia fotela musi najpierw otworzyć drzwi auta... Uparcie stukająca na każdym wyboju pokrywa schowka... Pas bezpieczeństwa, po który nijak nie sięgnie osoba choćby z minimalnym ograniczeniem ruchomości stawu barkowego... Żarówki reflektorów, których wymiana wymaga zdemontowania zderzaka... Wystająca część konsoli, o którą wciąż boleśnie uderzamy kolanem...

Malutki, ledwie wystający z tablicy wskaźników za kierownicą pypeć, służący do zmiany wskazań komputera pokładowego... Pozbawione podświetlenia przyciski, wieczorem do znalezienia wyłącznie po omacku... Podłokietniki, na których nie da się oprzeć łokcia bez oderwania ręki od kierownicy... Bagażnik, którego nie zamkniesz bez pobrudzenia rąk... Przykłady rozwiązań, które fatalistycznie nastawieni do życia Rosjanie zwykli kwitować westchnieniem: "wot, tiechnika...", można mnożyć.

Do tej samej kategorii należą trudne do lokalizacji i identyfikacji dziwne dźwięki słyszalne podczas jazdy samochodem. Coś trzeszczy, ale gdzie dokładnie, co i dlaczego Bóg jeden raczy wiedzieć. A najgorsze, że nawet On miałby prawdopodobnie problemy z likwidacją owych denerwujących odgłosów.

Błędy, które ni stąd ni zowąd pojawiają w dziennikarskich artykułach prasowych zwykło się zwalać na działanie "chochlika drukarskiego". Czy winą za uporczywe otwieranie się klapy bagażnika w Porsche 911 można obciążyć "chochlika motoryzacyjnego"?

Film mamy od zaprzyjaźnionego z nami wortalu autocentrum.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje