Pijana studentka w taxi...

Zawód taksówkarza ma swoje cienie i blaski. Różne problemy dostrzegają zarówno kierowcy, jak i ich klienci.

Pytania, czy za krótką jazdę taksówką można zapłacić 250 zł lub w ogóle nie zapłacić, czy w taksówce można zostać okradzionym lub pobitym, by I strefa była jednocześnie w centrum miasta i na peryferiach wydają się retoryczne. A jednak mają sens, bo odpowiedź na nie jest... twierdząca.

Reklama

Chcąc opisać te zagadnienia szerzej, trzeba przyjąć dwa punkty widzenia, bo nic nie jest wyłącznie białe lub czarne.

Klienci

Z usług taksówek korzystają rzesze ludzi. Codziennie i w różnych sytuacjach. Często w pośpiechu lub w zakrapiany piątkowy wieczór wsiadamy na postoju i nie zastanawiamy się czy dana taksówka jest z tej czy innej korporacji, zrzeszona czy nie zrzeszona. Ważne jest bezpieczne i jak najszybsze dotarcie do domu lub innego miejsca. I wielu klientów jest zadowolonych.

Zawsze jednak znajdzie się grupa osób z gorszymi doświadczeniami. Wśród nich jest Anna, 21-letnia studentka, która późnym wieczorem 12 marca wracała z jednego z krakowskich klubów. Wezwała taksówkę i pojechała pod wskazany adres. Ponieważ wykazywała oznaki "słabości" po spożytym alkoholu, kierowca pomógł jej wysiąść z samochodu i podejść pod bramę.

W domu dziewczyna zorientowała się, że nie ma ze sobą torebki, choć twierdzi, że w taksówce trzymała ją w rękach. Rano zadzwoniła do korporacji Barbakan, w której zamówiony kurs, z pytaniem czy kierowca nie znalazł zguby.

Przy próbie wyjaśnienia sprawy pojawiły się jednak problemy i wykluczające się wersje. Padały stwierdzenia, że taksówka w ogóle nie była wzywana albo, że klient się nie stawił i taksówkarz odjechał bez pasażera. Nie udało się osiągnąć w tej sprawie porozumienia, a dziewczyna, chcąc uzyskać duplikaty dokumentów, zgłosiła ich zaginięcie na policji.

Sprawę komentuje wiceprezes korporacji Barbakan, Stanisław Grzybowski: - Sytuacje są naprawdę różne. I najłatwiej - nie bronię tutaj środowiska taksówkarskiego - klientowi powiedzieć: zgubiłem/łam w taksówce. Grzybowski przyznaje też, że jeśli informacja o zagubieniu czegoś jest podana przez klienta od razu - wtedy możliwa jest szybka reakcja. Bo wystarczy, że taksówką jedzie kolejny klient, który nie jest uczciwy i sprawa może okazać się przegrana. Wiceprezes dodaje również, że firma Barbakan posiada Biuro Rzeczy Znalezionych o wcale pokaźnych zasobach.

Zastanawiające jednak, że nie udało się uzyskać tej prostej informacji u pani dyspozytorki, która kilka razy zmieniała wersję wydarzeń odnośnie realizacji opisanego kursu...

Co więcej, nie jest to przypadek odosobniony. Z brakiem zrozumienia ze strony korporacji spotkał się również 30-letni Sebastian. - Zamówiłem taksówkę. Samochód podjechał, a ja jeszcze raz zadzwoniłem mówiąc, że zaraz zejdę i żeby pan taksówkarz już sobie włączył licznik. Zszedłem na dół, wsiadłem do auta, podałem adres i ruszyliśmy. Ujechaliśmy może jakieś 100 metrów gdy dostałem telefon z prośbą o powrót, wobec czego musiałem zrezygnować z kursu.. Sebastian, który chciał zapłacić za czas oczekiwania i przejechaną trasę usłyszał, że musi uiścić opłatę za cały, niewykonany kurs.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje