RMF: Żyją w cieniu drogi. I nikt nie chce im pomóc

- Boimy się o nasze życie. To miejsce jest wyjątkowo niebezpieczne - mówią mieszkańcy Puznówki w powiecie garwolińskim na Mazowszu o skrzyżowaniu drogi powiatowej z krajową "17".

Od lat walczą o zainstalowanie w tym miejscu sygnalizacji świetlnej. Na razie bezskutecznie.

Reklama

Łącząca Lublin z Warszawą krajowa "17" dzieli Puznówkę na dwie części. Mieszkańcy wsi w drodze do pracy, czy szkoły codziennie muszą pokonywać niebezpieczną drogę. Na włączenie się do ruchu czekają czasami kilkanaście minut.

- Kierowcy podróżujący krajową "17" nie respektują ograniczeń prędkości. Za nic mają znak informujący o przejściu dla pieszych czy pusty maszt fotoradaru. Nasze życie podporządkowane jest tej drodze - mówią mieszkańcy Puznówki - Nigdy nie wiemy, jak długo będziemy czekać na włączenie się do ruchu. W tym miejscu często dochodzi do wypadków - najczęściej ich przyczyną jest wymuszenie pierwszeństwa. Mieszkańcy Puznówki nie chcąc ryzykować życia swoich dzieci, codziennie odprowadzają je do szkoły. Po zajęciach także je odbierają.

- Rano ktoś musi przeprowadzić, po południu też ktoś musi przeprowadzić. Takie nasze życie - mówi jedna z mieszkanek. Inna dodaje, że "pięćdziesiątką" nikt tam nie jeździ, chociaż taka właśnie prędkość jest wskazana w tym miejscu prędkość. - Strach jest. Jak przyhamują, to przechodzę - dzieli się swoimi wrażeniami jeden z mieszkańców.

Żali się też Henryk Rosłaniec komendant miejscowej straży pożarnej. - Czasami wyjechanie do akcji samochodem uprzywilejowanym, wiąże się z długotrwałym oczekiwaniem. Nikt z jadących "siedemnastką" nie chce ustąpić - opowiada.

W sprawie feralnego skrzyżowania wielokrotnie, w imieniu mieszkańców, w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad występowała burmistrz Albina Łubian. Niestety za każdym razem bezskutecznie. Obiecywano jej zainstalowanie w tym miejscu używanej sygnalizacji.

Małgorzata Tarnowska rzeczniczka mazowieckiego oddziału GDDKiA tłumaczy, że sygnalizacja, o której mowa miała zostać przeniesiona z miejsca planowanej inwestycji. Niestety z powodów finansowych tę inwestycję wstrzymano. - Zastawiamy się jak poprawić bezpieczeństwo w tym miejscu - dodaje rzeczniczka GDDKiA.

Mieszkańcy tymczasem pytają, ile jeszcze można czekać na znalezienie rozwiązania? - Trudno jest mi w tej chwili wskazać jakiś konkretny czas, ale na pewno będziemy się starać, by było to jak najszybciej - odpowiada Małgorzata Tarnowska.

Za cztery lata w tym miejscu powstanie droga ekspresowa S17 łącząca Warszawę z Lublinem. Mieszkańcy Puznówki obawiają się, że to zastanawianie może potrwać właśnie tyle czasu - później sprawa sama się rozwiąże. Mówią, że nie chcą tak długo ryzykować swojego życia.

Rzeczniczka mazowieckiego oddziału tłumaczy, że GDDKiA nie pozostaje obojętna na temat przez nich poruszany. - W tym miejscu już powstał chodnik, rozrysowano poziome oznakowanie drogi, postawiono fotoradar, który dziś nie działa i oświetlono przejście dla pieszych. Mieszkańcy mówią, że to nie wystarcza, bo kierowcy jadący drogą krajową mają sobie za nic obowiązujące przepisów ruchu drogowego.

Tłumaczy się też policja, która mówi, że patrole w tym miejscu nie mogą stać 24 na dobę. A odpowiedzialna za fotoradary Inspekcja Transportu Drogowego informuje, że Puznówka nie znajduje się na liście stu najniebezpieczniejszych miejsc, w których w najbliższym czasie staną żółte fotoradary. Mieszkańcy żądają więc natychmiastowego zainstalowania sygnalizacji świetlnej. Skoro jej koszt to około stu tysięcy złotych, pytają ile warte jest ich życie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje