Kupujesz używane auto? Wytęż swoje zmysły!

Zakup samochodu używanego wymaga dużej wiedzy, umiejętności i... szczęścia. By prawidłowo ocenić stan konkretnego egzemplarza trzeba wytężyć wszystkie zmysły.

Mało kto, zdaje sobie np. sprawę z faktu, jak wiele o danym samochodzie powiedzieć nam może jego zapach! Co ważne, nie chodzi wyłącznie o spaliny wydobywające się z rury wydechowej...

Reklama

Dawniej, wprawny kierowca, na podstawie zapachu spalin był w stanie określić, czy silnik pracuje na odpowiedniej mieszance. Dziś, w dobie komputerów i rozbudowanej elektroniki sterującej, ustawianie składu mieszanki paliwowej "na węch" jest już niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że przy oględzinach auta należy rezygnować z usług zmysłu powonienia...

Prawdziwą plagą są dziś kradzieże katalizatorów. Również wielu handlarzy, przed sprzedażą auta, decyduje się na usunięcie z niego dopalacza katalitycznego. Powód takiego postępowania jest prosty - w punktach specjalizujących się w odzyskiwaniu metali takich, jak np. platyna, za zużyty katalizator (w zależności od modelu auta) otrzymać można od 200 do nawet 1500 zł! Niestety, by sprawdzić czy katalizator nie został usunięty konieczne jest dokładne obejrzenie auta od spodu. Brak niefabrycznych spawów w układzie wydechowym również nie daje 100 proc. pewności - handlarze często wydłubują z katalizatorów ich ceramiczne wkłady tak, by z zewnątrz nie można było zauważyć oszustwa.

Na szczęście z pomocą przychodzi nam węch. Jeśli po osiągnięciu przez silnik benzynowy temperatury roboczej spaliny wciąż mają gryzący lub słodkawy zapach (charakterystyczny dla zimnego silnika) powinniśmy wzmóc czujność i przed zakupem udać się do najbliższej stacji diagnostycznej, gdzie - za kilkanaście złotych - sprawdzona zostanie toksyczność gazów wydechowych. Pamiętajmy, że wymiana katalizatora kosztować może nawet 1500 zł, a bez niego - przynajmniej w teorii - nie mamy, co liczyć na przegląd techniczny!

Za pomocą zmysłu powonienia oceniać należy również wnętrze auta. Jakie zapachy powinny szczególnie zwrócić naszą uwagę? Wonią zwiastującą konieczność naprawy jest np. swąd wilgoci. Wbrew pozorom, nawet całkiem młode pojazdy, często miewają problemy ze szczelnością wnętrza - zlokalizowanie przecieku nie jest sprawą łatwą.

Jeśli po wejściu do auta wyczujemy charakterystyczny dla zawilgotniałych pomieszczeń fetor, sprawdźmy m.in. czy na podłodze nie ma plam, a wykładzina podłogi (pod dywanikami) nie jest wilgotna. Jeśli tak, kolejnym krokiem powinna być weryfikacja przedniej i tylnej szyby. Bardzo często zdarza się, że po ich wymianach klej używany do mocowania szyb traci swoje właściwości wówczas dochodzi do przecieków. Naprawa wiąże się przeważnie z koniecznością wycięcia i ponownego wklejenia szyby, co - w zależności od regionu, kosztować może około 200 zł.

Wilgoci szukać powinniśmy również w bagażniku. Woda najczęściej przedostaje się do kufra przez podszybie, uszczelki tylnych lamp czy okolice wlewu paliwa powodując przyspieszoną korozję czy zwarcia w instalacji elektrycznej (wiązki świateł).

Innym źródłem nieprzyjemnych zapachów bywa również układ chłodzenia i ogrzewania wnętrza. Przykry odór wydobywający się z dysz nawiewów po włączeniu klimatyzacji świadczy o konieczności jej odgrzybienia. Przeważnie oznacza też, że właściciel nie dbał o "klimę" w dostatecznym stopniu - najpewniej konieczne będzie wiec również uzupełnienie czynnika chłodzącego.

Przed zakupem auta powinniśmy też dokładnie "wczuć" się w działanie ogrzewania. W czasie jazdy próbnej - gdy silnik jest już wystarczająco nagrzany - nie można zapominać o włączeniu pokładowego "piecyka". Jeśli z dysz dotrze do nas słodkawy zapach glikolu musimy się przygotować na problemy. Najczęściej oznacza to, że nagrzewnica, lub dochodzące do niej przewody, cierpią z powodu nieszczelności. W większości współczesnych aut wymiana nagrzewnicy pociąga za sobą konieczność demontażu niemal całej deski rozdzielczej, co niekiedy kosztować może nawet 2 tys. zł.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje