Harmonizacja cen, czyli będzie drożej

Wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej podrożeją samochody fabrycznie nowe, stanieją używane sprowadzane z zagranicy. Tak przynajmniej wynika z naszej sondy, którą zrobiliśmy rozmawiając z przedstawicielami koncernów samochodowych działających w naszym kraju.

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w chwili obecnej samochody nowe w Polsce są tańsze niż w krajach Europy Zachodniej. Wraz ze wstąpieniem naszego kraju do UE nastąpi tzw. harmonizacja cen. A to oznacza, ni mniej ni więcej, podwyżki sięgające od kilku do kilkunastu procent. Z tą różnicą tylko, że samochody małe zdrożeją bardziej, natomiast duże i drogie mniej.

Reklama

Fiaty najtańsze w Polsce
Lider polskiego rynku motoryzacyjnego Fiat na pewno - wraz z przystąpieniem Polski do UE - zmieni ceny swoich aut. W całej Europie ceny samochodów włoskiej marki są najniższe właśnie u nas. - Po wejściu Polski do Unii Europejskiej ceny tych aut będą ulegać zmianom, ale zmiany te postępować będą ewolucyjnie, uwzględniając sytuację na rynku - powiedział nam Bogusław Cieślar z Fiata Auto Poland. - Z uwagą obserwujemy już dzisiaj relacje dewizowe niewykluczone, że w najbliższym czasie już z tego powodu będziemy zmuszeni dokonać korekty cen - dodał Cieślar.

Ople zdrożeją o 5-7 procent?
Także przedstawiciele Opla twierdzą, że w związku z harmonizacją cen samochody w Polsce po wejściu do Unii zdrożeją. Również w przypadku tej marki będzie to wzrost stopniowy. - Wszystko zależy od sytuacji jaka będzie panowała na naszym rynku po akcesji - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL Przemysław Byszewski z General Motors Poland. - Będziemy obserwować konkurentów i analizować sytuację by podjąć właściwe decyzje w odpowiednim czasie. W przypadku Opla wzrost cen może być na poziomie od 5 do 7 procent w roku 2004 - dodał Byszewski.

Renaulty zdrożeją od stycznia
Ceny netto "małych" samochodów są w Polsce nawet o 20% niższe w porównaniu z cenami w Niemczech i o 10% niższe niż w Czechach. - Taka sytuacja nie może jednak trwać, szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Sądzę, że różnice w cenach pomiędzy poszczególnymi rynkami w unijnej Europie będą się mieścić w granicach 7-12 proc. - powiedział INTERIA.PL prezes Renault Polska Philippe Jombart. - Niektóre samochody, które nie są sprzedawane w Europie Zachodniej, tak jak np. Thalia, nie będą z kolei dotknięte problemem wyrównywania cen. Duże osłabnięcie złotego, z jakim mamy do czynienia w ostatnich miesiącach, spowodowało, że ceny aut w Polsce jeszcze bardziej się oddaliły od cen w krajach UE. Powrót do kursu 4,20-4,30 zł za 1 euro wydaje się już nierealny. W tej sytuacji wzrost cen może być jeszcze większy niż przewidywano w I połowie 2003 roku. Podobnie jak nasi konkurenci wolimy wprowadzić podwyżki w miarę wcześnie i stopniowo, po to aby nie wywołać na rynku i wśród klientów brutalnych wstrząsów. Jeśli chodzi o Renault, ceny samochodów w Polsce wzrosną począwszy od stycznia 2004 roku o średnio 1-2%.

W Fordzie podnoszenie rozłożone
- Wejście w życie przepisów liberalizujących zasady sprzedaży i serwisu pojazdów będzie miało wpływ na funkcjonowanie polskiego rynku - powiedziała nam Monika Dobrolubow z Ford Polska. - Jednakże nie należy spodziewać się, wraz z wejściem w życie dyrektywy Unii Europejskiej dotyczącej Block Exemption, rewolucji na rynku motoryzacyjnym. W przyszłym roku z pewnością nastąpi w Polsce wyrównywanie cen aut, które są niższe o ok. 10-15% w porównaniu do rynku np. niemieckiego. Jednak podnoszenie cen w naszym kraju będzie rozłożone w czasie - dodała Dobrolubow.

Tendencja wzrostu Citroena
Według Marka Nawareckiego z Citroen Polska wraz z wejściem w życie ustawy odpowiadającej dyrektywie Block Exemption nastąpią zmiany, ale będą one postępowały progresywnie w całym okresie przyszłego roku. - Główną tendencją będzie ogólny wzrost cen samochodów związany ze zmniejszeniem aktualnych różnic z cenami na rynku Unii Europejskiej. Obecnie niektóre wersje samochodów na polskim rynku są nawet o ponad 20% tańsze - powiedział INTERIA.PL Nawarecki.

Tańsze podrożeją, droższe potanieją
Wprowadzenie nowych przepisów prawnych dotyczących handlu samochodami w Unii Europejskiej spowoduje, że producenci będą musieli zrównać ceny oferowanych przez siebie pojazdów na wszystkich unijnych rynkach - powiedział INTERIA.PL Leszek Kempiński z Kulczyk Tradex, przedstawicielstwa Volkswagena. Ewentualne różnice będą jedynie wynikiem obciążeń podatkowych w poszczególnych krajach. W Polsce po wejściu do Unii Europejskiej zaczną obowiązywać również takie reguły. Dla klientów może to oznaczać, że samochody popularne, a więc tańsze podrożeją, natomiast drogie staną się tańsze. W przypadku wzrostu cen proces ten będzie z pewnością rozłożony w czasie - dodał Kempiński.

Trzeźwym okiem eksperta
Tego, że samochody podrożeją jest pewny także Wojciech Drzewiecki z firmy Samar, monitorującej rynek samochodowy w Polsce. - Według mnie podwyżka może sięgnąć 10-15 procent - powiedział INTERIA.PL Drzewiecki. - Ale nie oznacza to, że samochody podrożeją z dnia na dzień. Proces podwyżek już się rozpoczął tak aby harmonizacja cen związana z integracją z UE przebiegała łagodnie. Zdaniem Drzewieckiego wyrównanie cen jest konieczne, aby w przyszłości, w poszerzonej Unii Europejskiej nie dopuścić do migracji klientów pomiędzy krajami w poszukiwaniu tańszego auta. - Różnice cen jednak i tak pozostaną - powiedział szef Samaru. - Nie będą one jednak tak duże jak obecnie, a sięgać będą 3-4 procent - dodał.

A saaby potanieją?
Nieco inna jest sytuacja z Saabem. Teraz to właśnie w krajach Unii Europejskiej samochody te są troszkę tańsze. - Głównie to kwestia takiej, a nie innej polityki fiskalnej naszego rządu - powiedziała INTERIA.PL Monika Krzesak z Almeco Sp. z o.o., wyłącznego importera saabów w Polsce. - Mam nadzieję, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej sytuacja ta się zmieni, a ceny nie będą wyższe - dodała Krzesak.

Głos z drugiej strony...
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnego punktu całej dyskusji. Pojawiają się bowiem i inne głosy, zapewniające, że ceny samochodów po polskiej akcesji do UE zostaną na tym samym poziomie lub nawet spadną! Jak to możliwe? Zwolennicy tego toku rozumowania argumentują swoją rację ogromnymi obciążeniami fiskalnymi, jakie dotykają obecnie sprowadzane do Polski auta. Wystarczy wspomnieć tu takie stwory, jak podatek celny i akcyzę, która naliczana "kaskadowo" z VAT daje ogromne należności narastające powyżej wartości bazowej pojazdu, odprowadzane do urzędu skarbowego. Po wejściu do UE wszystkie te skarbowe opłaty powinny zniknąć, gdyż przepisy prawne Wspólnoty nie przewidują takich rozwiązań. Jeśli znikną to cena auta sprowadzanego będzie automatycznie niższa, a co za tym idzie importerzy powinni obniżyć również cenę detaliczną oferowaną klientowi.

I na koniec jeszcze jedna rewelacja. Chcemy zwrócić uwagę na fakt, że wejście Polski w struktury UE i związane z tym procedury prawno-finansowe są na tyle niejasne, że mogą posłużyć mydleniu oczu klientom w chwili obecnej, a wszystko w jakże prostym celu - chwilowej poprawy sprzedaży oraz zysku importerów aut i dealerów. Stworzenie bowiem sztucznego widma groźby rosnących cen pojazdów w chwili akcesji może wywołać lepszą sprzedaż obecnie oferowanych modeli. Nie sugerujemy tu braku uczciwości sprzedawców aut, a jedynie ukazujemy skuteczny chwyt marketingowy, który z pewnością poprawi sprzedaż aut do maja 2004 roku. Jeśli potem okaże się, że ceny będą niższe, to importerzy schylą głowę, powiedzą, że nie spodziewali się takiego obrotu sprawy, a to co do tej pory uda im się sprzedaż to będzie ich wielki sukces.

Niestety nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co naprawdę wydarzy się w maju 2004 roku. Ale obiecujemy jedno - będziemy bardzo uważnie przyglądać się tej całej kwestii i na bieżąco informować Was o wszystkich nowościach.

Dowiedz się więcej na temat: Auta | różnice | procent | samochody

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje