Kia Ceed - bardzo europejska

Są samochody mniej ważne, ważniejsze i bardzo ważne. Kia Ceed, przynajmniej z punktu widzenia jej producenta, z pewnością należy do grupy bardzo ważnych. Również w Polsce, czego dowodem było zaproszenie do Portugalii na międzynarodową prezentację wchodzącej właśnie na rynek najnowszej, trzeciej generacji koreańskiego kompaktu, wyjątkowo licznej reprezentacji dziennikarzy z naszego kraju.

Napisaliśmy "koreańskiego", lecz przecież ów model jest pojazdem na wskroś europejskim. Zaprojektowanym w Niemczech, z myślą o użytkownikach między wybrzeżem Atlantyku a brzegiem Bugu i Narwi, a produkowanym na Słowacji. O jego związkach ze Starym Kontynentem świadczy także nazwa, którą należy odczytywać jako skrót. Ceed, czyli: Community of Europe & European Design. Dlaczego już nie cee’d, jak przedtem? Podobno wyłącznie dla uproszczenia pisowni. Rzeczywiście, można podejrzewać, że dla młodych ludzi po wielokrotnych reformach i kontrreformach systemu oświaty apostrof może być pojęciem zupełnie abstrakcyjnym. Ups, przepraszamy również za to ostatnie, trudne słowo...

Reklama

Kia Ceed powstała na nowej platformie K2, którą dzieli z Hyundaiem i30. Przy tej samej długości i identycznym, jak w poprzedniczce rozstawie osi, jest minimalnie szersza i niższa. Ma odrobinę krótszy przedni i nieco dłuższy przedni zwis. Słupek A został przesunięty do tyłu, co wydłużyło maskę. Wszystkie te zmiany miały nadać sylwetce auta bardziej dynamiczny, sportowy charakter. Przenieść do kompaktowego hatchbacka, jak usłyszeliśmy podczas prezentacji, geny z pełnego emocji modelu Stinger. Czy wspomniany zabieg się powiódł? Tu moglibyśmy dyskutować. Stylistycznie Ceed niewątpliwie jednak wyszlachetniał. Linie nadwozia stały się płynniejsze, gładsze i przez to trochę... nijakie. Można odnieść wrażenie, że szefostwo marki skorzystało ze wzorców, którym od dekad pozostaje wierny na przykład Volkswagen. Postanowiło stworzyć samochód, który przez jak najdłuższy czas będzie podobał się jak największej liczbie potencjalnych nabywców. Zgrabny, przyjemny dla oka, chociaż "z twarzy podobny do nikogo".

Według podobnej recepty zaprojektowano wnętrze auta. Trudno byłoby doszukać się w nim detali będących dziełami sztuki wzornictwa przemysłowego, ale nie ma też nic, co raziłoby siermiężnością czy bylejakością. Jest po prostu poprawnie. Górna część kokpitu została wykonana z miękkich, miłych w dotyku materiałów. Niżej i na bokach drzwi jest już trochę gorzej, czytaj: twardo. Pewne zastrzeżenia mamy do nadmiaru lśniącego, czarnego tworzywa typu black piano. Owszem, wygląda atrakcyjnie, ale szybko pokrywa się kurzem, na takim tle aż nadto widocznym.

Wielofunkcyjna kierownica o solidnym, grubym wieńcu dobrze leży w dłoniach. Za nią widnieje klasyczny zestaw instrumentów - obrotomierz i prędkościomierz, ukryte w dużych tubach. Pomiędzy nimi znajduje się czytelny wyświetlacz pokładowego komputera. Wystający nieco ponad deskę rozdzielczą centralny ekran dotykowy jest lekko zwrócony w kierunku kierowcy. Duży plus za pozostawienie, wbrew obowiązującym obecnie trendom, tradycyjnej gałki zmiany głośności systemu audio i pokręteł, służących do obsługi klimatyzacji. Na powierzchni tych ostatnich wyświetlana jest informacja o ustawionej temperaturze. Wszelkie elementy sterujące zostały rozmieszczone sensownie

Bardzo spodobały się nam przednie fotele: obszerne, wygodne, z długimi siedziskami, dobrze podtrzymujące ciało, z opcją podgrzewania i wentylowania. Jeżeli nie zostaną maksymalnie odsunięte do tyłu, wówczas na całkiem niezły komfort może liczyć dwójka dorosłych pasażerów podróżujących na drugim rzędzie siedzeń. Miejsce numer trzy, środkowe, pomimo niskiego tunelu centralnego trzeba traktować jako awaryjne.

Po złożeniu tylnej kanapy powstaje płaska powierzchnia, która pozwala dobrze wykorzystać przestrzeń bagażową. Foremny kufer ma standardową pojemność 395 litrów i nisko poprowadzoną krawędź załadunku. Ci, którym to nie wystarcza, powinni zainteresować się wersją kombi, która pod względem możliwości przewozowych ma przewyższać niektóre modele klasy średniej. Pomieści 625 l bagażu.

Cechą charakterystyczną modeli spod znaku koreańskiej marki jest "tygrysi nos", czyli grill o kształtach zaproponowanych przez naczelnego projektanta Kii, słynnego Petera Schreyera. Trzecia generacja Ceeda miała stać się bardziej "tygrysia" również w innych aspektach. Większa sztywność nadwozia korzystnie wpływa na zachowanie auta w zakrętach. Wiele uwagi poświęcono elektrycznie wspomaganemu, bardziej bezpośredniemu niż przedtem, układowi kierowniczemu, charakterystyce sprężyn, nastawom amortyzatorów i całemu zawieszeniu (z przodu kolumny McPhersona, z tyłu wielowahacz), które dopieszczano na specjalnie dobranych drogach Niemiec, Wielkiej Brytanii, a także na legendarnym torze Nurburgring. Efekt? Nowy Ceed prowadzi się naprawdę dobrze, aczkolwiek wydaje się trochę twardy i na gorszych drogach zanadto informuje pasażerów o nierównościach nawierzchni. Jesteśmy natomiast pełni podziwu dla znakomitego wyciszenia kabiny. Jedynym hałasem, przenikającym do wnętrza auta, nawet przy prędkościach autostradowych, jest szum opon. Niestety, jak się przekonaliśmy, opcjonalne Micheliny Pilot Sport 4, nawleczone na siedemnastocalowe opcjonalne alufelgi potrafią mocno zaszumieć.

Bazowym silnikiem Kii Ceed III będzie znana już wolnossąca jednostka benzynowa 1.4 MPI 100 KM. Sprawdzona i trwała, chociaż rzecz jasna nie zapewniająca "tygrysiej" dynamiki. Próby w południowej Portugalii zaczęliśmy od samochodu napędzanego nowym, turbodoładowanym silnikiem 1.4 T-GDI, który zastąpił w ofercie motor o pojemności 1.6 litra. 140 koni mechanicznych i 242 niutonometrów maksymalnego momentu obrotowego w zupełności wystarcza, by kompaktowy hatchback nie był zawalidrogą. Od zera do setki przyspiesza w ciągu około 9 sekund. Katalogowa prędkość maksymalna nieznacznie przekracza 200 km/godz. Na pochwałę zasługuje też współpracująca z nim 7-stopniowa dwusprzęgłowa skrzynia biegów. Zmienia przełożenia w odpowiednim momencie i praktycznie niewyczuwalnie.

Byliśmy zaskoczeni, jak dobrze radzi sobie z napędzaniem Ceeda trzycylindrowe "maleństwo" 1.0 T-GDi. Lepiej, niż wskazywałyby na to oficjalne dane o osiągach tak skonfigurowanego pod maską auta. Inna sprawa, że jeździliśmy w dwuosobowej obsadzie oraz z prawie nieobciążonym bagażnikiem. Niestety, jak to jest z tego typu wysilonymi turbodoładowanymi jednostkami (120 koni z litra pojemności), próby ostrego przyspieszania i utrzymywania prędkości godnej autostrady okupuje się sporym zużyciem paliwa. 8,5 litra bezołowiowej na 100 kilometrów w trasie jest na dłuższą metę trudne do ścierpienia. Cóż, turbo żyje, turbo pije... Plus stawiamy za to w rubryce z oceną sześciobiegowej skrzyni manualnej. Precyzyjnej i bezproblemowej przy operowaniu lewarkiem.

Ofertę Ceeda uzupełnia nowy turbodiesel 1.6 CRDi w dwóch wersjach mocy: 115 i 136 KM.

Tak głębokie zmiany w gamie silnikowej kompaktowej Kii to efekt zaostrzania przepisów, dotyczących emisji spalin. Można się domyślać, że z tego samego powodu w połowie przyszłego roku w sprzedaży pojawi się Ceed EcoDynamics+ z napędem hybrydowym typu mild-hybrid, ze wspomagającym silnikiem elektrycznym i 48-woltowym akumulatorem. Takie rozwiązanie ma przynieść dodatkowe oszczędności w zużyciu paliwa i ułatwić dotrzymanie emisyjnych limitów.

Pewien niepokój wśród przyszłych nabywców aut z fabryki w słowackiej Żylinie może wywołać informacja, że oba wspomniane wyżej benzyniaki będą wyposażone w filtr cząstek stałych. W dieslach walkę z zanieczyszczeniami powietrza ułatwi dodawany płyn AdBlue.

Wyróżnikiem trzeciej generacji Ceeda ma być bogate wyposażenie. Uwaga, teraz nastąpi długa, aczkolwiek konieczna dla zobrazowania sytuacji wyliczanka. A zatem zaczynajmy: 6 poduszek powietrznych, światła do jazdy dziennej LED w stylistyce kostek lodu, czujnik zmierzchu z automatycznym włącznikiem świateł, zdalnie sterowany centralny zamek, autoalarm, elektrycznie sterowane szyby w drzwiach przednich i tylnych, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, radioodtwarzacz MP3 z 6 głośnikami i sterowaniem na kierownicy, złącza USB, AUX, zestaw głośnomówiący z Bluetooth, klimatyzacja manualna, podłokietnik ze schowkiem, tempomat, system autonomicznego hamowania z dwoma trybami pracy: miejskim i pozamiejskim, system ostrzegania o zmęczeniu kierowcy, asystent utrzymania pasa ruchu, funkcja automatycznego przełączania pomiędzy światłami drogowymi i mijania. To wszystko znajdziemy na pokładzie samochodu w podstawowej, oznaczonej literą S, najtańszej wersji za 62 000 zł.

W wersji M (ceny od 67 990) dochodzą do tego m.in.: przednie lampy przeciwmgielne z funkcją statycznego doświetlania zakrętów, automatyczna klimatyzacja dwustrefowa, tylne lampy LED (uwaga: z funkcją świateł do jazdy dziennej!), 7-calowy kolorowy, dotykowy ekran LCD, interfejsy Apple CarPlay oraz Android Auto, antena dachowa typu "płetwa rekina", kamera cofania, czujniki parkowania z tyłu, skóra na kierownicy i drążku zmiany biegów, elektrochromatyczne lusterko wewnętrzne, automatyczne wycieraczki z czujnikiem deszczu, podłoga bagażnika do ustawienia na dwóch poziomach.

Po dopłaceniu kolejnych 5 000 zł kupimy jeszcze lepiej wyposażone auto w wersji L. Topową wersją Ceeda, GT Line, dostępną w pojazdach z silnikami od 1.0 T-GDi wzwyż, wzbogaca m.in. nawigacja, audio JBL, przednie reflektory i kierunkowskazy w technologii Full LED, siedemnastocalowe aluminiowe koła. Tu musimy być jednak przygotowani na wydatek co najmniej 94 990 zł.

W zależności od silnika i poziomu wyposażenia w ofercie są dodatkowe pakiety: Bezpieczeństwa, Zimowy, Funkcjonalny, Business Line.

Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, to na liście standardowego lub opcjonalnego wyposażenia nowego Ceeda mamy m.in. (cytujemy za oficjalnymi materiałami prasowymi): "aktywny tempomat z funkcją Stop&Go oraz systemy: monitorowania martwego pola widzenia lusterek i ostrzegania o pojazdach zbliżających się z boku, wspomagający zmianę pasa ruchu i minimalizujący ryzyko zajechania drogi (Blind Spot Collision Warning), ostrzegania przed kolizją przy wyjeździe z miejsca parkingowego tyłem (Rear Cross-Traffic Collision Warning), wspomagania parkowania (Smart Parking Assist) i rozpoznawania pieszych z ostrzeżeniami dla kierowcy wysyłanymi poprzez drgania kierownicy (w wypadku działania Forward Collision-Avoidance Assist)."

Jeszcze o cenach. Najtańszy diesel (kosztuje 75 990 zł. Najtańszy samochód ze skrzynią 7DCT (1.4 T-GDi) - 82 490 zł. Dopłata do wersji kombi wynosi 4000 zł.

Nowa Kia Ceed jest zachwalana jako samochód "drugiego poziomu jazdy autonomicznej". Oznacza to, że dzięki współpracy aktywnego tempomatu i asystenta pasa ruchu, obserwującym drogę kamerze i radarowi, czyli systemowi Lane Following Assist, potrafi samodzielnie  utrzymywać pojazd między namalowanymi na jezdni liniami (także na zakrętach) i dopasowywać prędkość do prędkości poprzedzającego pojazdu, z zachowaniem założonej, bezpiecznej odległości. Sprawdziliśmy - to działa! Aż kusi, by zdjąć ręce z kierownicy, przed czym zresztą surowo przestrzegali organizatorzy testów. Po chwili na wyświetlaczu pojawia się napis przypominający o obowiązkach kierowcy. Gdy nie zareagujemy, pojawia się znowu i znowu, i znowu... Nie wiadomo, czym mogłoby się to skończyć.

W ciągu niespełna 11 lat, od 2006 do 2017 r., udział marki Kia w europejskim rynku samochodów osobowych wzrósł dwukrotnie. W liczbach bezwzględnych wygląda to już skromniej, bowiem 3 procent, a tyle właśnie ów udział wynosi, trudno uznać za wynik imponujący. Sprzedaż ciągnęły Sportage i cee’d. Od grudnia 2006 r. bramy fabryki w Żylinie opuściło 1,28 mln egzemplarzy tego drugiego modelu. W Polsce "koreańczyk" z europejskim rodowodem dwóch pierwszych generacji znalazł ponad 60 000 nabywców. Z górą 7200 aut trafiło do służby jako policyjne radiowozy. Całkowicie zrozumiałe są zatem nadzieje, jakie wiąże się również z Ceedem, pojazdem przemyślanym i dopracowanym, mającym u nas utrwaloną renomę.

Pięciodrzwiowy hatchback wjeżdża do salonów już teraz (trzydrzwiowego w ogóle się nie przewiduje). We wrześniu pojawi się kombi. Na listopad wyznaczono premierę bardzo efektownej odmiany nadwoziowej shooting brake, czyli czegoś w rodzaju kombi coupe. W dalszych planach: wspomniana "półhybryda" 48V (czerwiec 2019), crossover (wrzesień 2019), hybryda PHEV, podłączane do gniazdka (listopad 2019).

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy