Hyundai Kona - coś więcej, niż miejski SUV

Nowoczesny, młodzieżowy wizerunek, sporo przyjemności z jazdy i szczypta terenowych możliwości - oto jak Hyundai widzi swój najnowszy model, Konę. Czy autem tym faktycznie powinni zainteresować się młodzi, stylowi mieszkańcy miast, prowadzący aktywny tryb życia?

Kierowcy z różnych powodów decydują się na zakup SUVów/crossoverów. Często chodzi o ich prezencję i wizerunek, czasami o możliwość bezstresowego pokonania polnej lub zaśnieżonej drogi.

Reklama

Czy koreańska nowość spełnia te kryteria? Kona z pewnością jest samochodem wyróżniającym się na ulicy. Pytanie tylko, czy z właściwych powodów.

Nowy model Hyundaia można zamówić w wielu żywych i miłych dla oka kolorach, a do tego zamówić kontrastujący, czarny lub szary dach. Jednak w opinii wielu osób stylistyka Kony jest dość kontrowersyjna.

Tego samego nie można powiedzieć natomiast o wnętrzu, które wykorzystuje elementy dobrze znane z innych modeli koreańskiego producenta. Są to chociażby zegary, kierownica, panel klimatyzacji, czy też wolnostojący ekran systemu multimedialnego. Cała deska jest rozplanowana bardzo ergonomicznie i znalezienie dowolnej funkcji nie nastręcza problemów.

Aby zaś jej wygląd korespondował z żywymi lakierami, możemy urozmaicić ją pakietami stylistycznymi, zawierającymi kolorowe wstawki i przeszycia tapicerki. W wersji limonkowej lub czerwonej, również pasy bezpieczeństwa mają odpowiedni kolor. Zakup takiego pakietu jest o tyle dobrym pomysłem, że jego elementy będą jedynymi, urozmaicającymi nieprzeniknioną czerń wnętrza. Sama deska rozdzielcza wykonana jest też w całości z twardych plastików (choć przyznać trzeba, że porządnie spasowanych). Jedyny wyjątek to wąski pas (czarnego) tworzywa, biegnący przed pasażerem.

Pozytywnie oceniamy natomiast przestronność wnętrza. Mierząca 4165 mm Kona, mająca rozstaw osi wynoszący 2600 mm, pozwala na komfortowe podróżowanie czterem dorosłym osobom. Ilość miejsca porównywalna może być z niektórymi kompaktowymi hatchbackami, podobnie jak bagażnik, mieszczący 361 l.

Dość jednak oglądania, pora przekonać się jak nowy crossover Hyundaia sprawdza się na drodze. Przyznamy szczerze, że mieliśmy pewne obawy co bazowej odmiany, napędzanej 3-cylindrowym silnikiem 1.0 T-GDI o mocy 120 KM. To niemało, ale Kona jest dość ciężka (dobrze wyposażona wersja waży nawet 1350 kg), więc osiągi jakie zapewnia (sprint do 100 km/h w 12 s) i jego niewielka pojemność nie zwiastowały szczególnie ciekawych wrażeń z jazdy.

Tym pozytywniejsze było nasze zaskoczenie. Bazowa jednostka nie czyni z tego crossovera auta wyjątkowo dynamicznego, ale nadrabia to chęcią, z jaką wkręca się na obroty. Wystarcza to, aby rozpędzanie się do prędkości autostradowych, czy wyprzedzanie ciężarówki, odbywały się całkiem sprawnie. Trzeba tylko zaakceptować twardy dźwięk pracy 3-cylindrowca, kiedy korzystamy z pełni jego możliwości.

Pozytywne wrażenia pozostawiło po sobie również prowadzenie Kony. Jej układ jezdny można określić jako zwarty - zawieszenie pozwala na szybkie pokonywanie zakrętów, a układ kierowniczy jest całkiem precyzyjny, choć podczas dynamicznej jazdy nieco za mocno wspomagany.

Ten ostatni problem częściowo rozwiązuje możliwość wyboru trybu jazdy, jaka znalazła się w drugiej, z testowanych przez nas, odmian Hyundaia Kony. Po przełączeniu na tryb Sport, układ kierowniczy pracuje ciężej, a silnik bardziej żywiołowo reaguje na dodanie gazu. Owa druga odmiana to benzynowe 1.6 T-GDI o mocy 177 KM, seryjnie łączone z dwusprzęgłową skrzynią automatyczną. Zapewnia ona naprawdę dobre osiągi (sprint do 100 km/h w 7,9 s), a dzięki standardowemu napędowi na wszystkie koła (z możliwością ręcznego zablokowania jego rozdziału w proporcji 50:50), możemy zjechać nią z utwardzonych dróg (choć pamiętać trzeba, że prześwit wynosi tylko 170 mm).

Różnica, po przesiadce z 1.0 T-GDI, jest naprawdę spora - auto żywiołowo reaguje na ruchy prawej stropy i bardzo sprawnie nabiera prędkości. Zaskoczyło nas jednak swoją, zgoła inną, naturą. Prosta sytuacja - jedziemy pasem rozbiegowym, chcemy mocniej przyspieszyć i włączyć się do ruchu. Tryb Sport aktywny, na obrotomierzu 4 tys. obr./min, gaz w podłogę, a Kona... mozolnie się rozpędza. Silnik wyje nieprzyjemnie, a auto bardzo niechętnie zwiększa prędkość. Wrażenie jest takie, jakby skrzynia miała wyjątkowo długie przełożenia (co nie jest prawdopodobne, bo ma ich 7), a silnik cierpiał na niedobór momentu obrotowego (co też nie jest prawdą, ponieważ ma 265 Nm dostępnych w przedziale 1500-4500 obr./min). Innymi słowy, Kona 1.6 T-GDI potrafi być dynamiczna, ale kiedy jedziemy z nieco większymi prędkościami, zwyczajnie się męczy i jest głośna, co, przyznajemy, jest dość zastanawiającą przypadłością.

Gama koreańskiego crossovera nie przewiduje niestety innych jednostek benzynowych, co jest nieco niezrozumiałe. Silnik 1.4 T-GDI 140 KM świetnie wypełniłby istniejącą lukę. Auto kupimy natomiast z dieslem 1.6 CRDi w dwóch wariantach - 115 i 136 KM (ten drugi może być łączony z napędem 4x4). Pojawią się one jednak na rynku dopiero w przyszłym roku i były nieobecne podczas jazd testowych.

Rok 2018 przyniesie także elektryczną odmianę Hyundaia Kony. Przedstawiciele koreańskiego producenta milczą póki co na temat szczegółów dotyczących tej wersji, ale przewidujemy, że przejmie ona napęd z Ioniqa electric, rozwijający 120 KM.

Hyundai Kona to trochę nierówny samochód. Potrafi zaszokować wyglądem nadwozia, ale deskę rozdzielczą ma zupełnie zwyczajną, a do tego sporo egzemplarzy wyjedzie z fabryki z jednolicie czarnym wnętrzem. Pozytywnie zaskakuje bazową jednostką, a negatywnie topową. Przyjemnie się prowadzi, ale robi to kosztem ograniczonego komfortu.

Do tego dochodzi jeszcze problem pozycjonowania. Choć Kona wielkością odpowiada takim autom, jak Renault Captur, czy Peugeot 2008, to wydaje się mieć znacznie wyższe aspiracje. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że choć bratnia Kia ma identyczny wielkościowo model - Stonic - to Hyundai wykorzystał inną płytę podłogową. W przeciwieństwie do rywali, auto oferuje napęd na wszystkie koła, mocny silnik benzynowy i sporo elementów wyposażenia, niespotykanego w autach miejskich, jak elektrycznie regulowany fotel kierowcy, przednie fotele nie tylko z podgrzewaniem, ale i wentylacją, czy też kolorowy wyświetlacz head-up. Kona wyraźnie, pomimo swoich rozmiarów, chce "podgryzać" segment kompaktowych SUVów i crossoverów.

Pytanie tylko, czy klientów przekona taka strategia. Dużo będzie zależało z pewnością od cen, a tych jeszcze nie znamy. Hyundai opublikował co prawda cennik Kony, ale dotyczy to jedynie dwóch bogato wyposażonych, premierowych odmian. Za auto z jednostką 1.0 T-GDI zapłacimy 73 990 zł, a za 1.6 T-GDI 96 990.

Michał Domański

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje