Wkrótce policja jednym przyciskiem zatrzyma każde auto?

Przez pustynię w Afganistanie idzie dwóch mężczyzn. Dostrzega ich amerykański satelita wojskowy i przekazuje stosowną informację do bazy, położonej gdzieś w Stanach Zjednoczonych.

Siedzący tam przed monitorem operator w mundurze US Army powiększa obraz i dostrzega, że obserwowani z Kosmosu dżentelmeni niosą na ramionach karabiny. Zapada decyzja o ich likwidacji. W pobliżu celu, jednak poza zasięgiem wzroku talibów, pojawia się niewielki, bezzałogowy samolot, z którego zostaje odpalona rakieta, zamieniając obu Afgańczyków w chmurę węgla, białek i aminokwasów. Bardzo możliwe, że wkrótce tak samo będą traktowani piraci drogowi i uciekający samochodami przestępcy. No, może nie do końca tak samo, ale idea działania jest podobna...

Reklama

Zaangażowani przez instytucje Unii Europejskiej eksperci do spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego pracują nad rozwiązaniami, które pozwoliłyby wyeliminować konieczność podejmowania pościgów policyjnych; być może efektownych, zwłaszcza gdy ogląda się je w filmach akcji, ale niebezpiecznych zarówno dla ścigających, jak i przechodniów oraz przygodnych użytkowników dróg.

Z unijnej kasy, kosztem 3,3 mln euro, finansowane są badania możliwości zdalnego zatrzymywania samochodów za pomocą impulsów elektromagnetycznych. Drugi z rozważanych pomysłów zakłada montowanie w autach specjalnych modułów, które pozwolą na ingerowanie w pokładowe komputery i, w razie potrzeby, unieruchamianie w ten sposób podejrzanych pojazdów. Jednym przyciskiem, ze znajdującej się w dowolnym miejscu bazy.

Obok nęcących plusów takie rozwiązanie ma oczywiście także odstręczające minusy. Przede wszystkim mogłoby być stosowane tylko wobec samochodów wyposażonych w odbiorniki sygnałów wysyłanych przez policję czy inne uprawnione do tego służby. Zatem nawet gdyby wprowadzić obowiązek ich instalowania we wszystkich nowo produkowanych autach, to i tak przez wiele lat po drogach jeździłyby miliony pojazdów pozbawionych takich urządzeń. Można się domyślać, że to właśnie one i tylko one byłyby przedmiotem zainteresowania zmotoryzowanych rzezimieszków. A jeżeli nawet nie, to szybko znaleźliby się specjaliści, którzy za przystępną opłatą szybko dezaktywowaliby owe elektroniczne ustrojstwa. Oraz hakerzy, którzy potrafiliby podszywać się pod policję i zatrzymać dowolny, podatny na komputerową sygnalizację "stop" samochód. Dla zabawy albo i w niecnych celach.

Wątpliwości budzi również procedura zdalnego unieruchamiania pojazdów. Jak miałoby się to odbywać? Przez nagłe włączenie hamulców? Aż strach pomyśleć, jakie to mogłoby przynieść skutki na ruchliwej drodze czy środku skrzyżowania. Przez wyłączenie zapłonu? Równie niebezpieczne. Przez zmuszenie silnika do przejścia w tryb awaryjny i stopniowe zwolnienie aż do zatrzymania auta? No, to już prędzej...

A problemy techniczne to przecież nie wszystko. Są też poważne zastrzeżenia natury prawnej. Nie mówiąc o tym, że zdalne sterowanie pojazdami za pomocą policyjnego palca na przycisku ograniczałoby wolność obywateli i zapewne prowadziło do nadużyć i pomyłek. No, ale to akurat niekoniecznie musi zaprzątać głowy decydentów z Brukseli...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje