Diagności to "inkasenci"? Mocne słowa posła!

Od dłuższego czasu między Ministerstwem Infrastruktury a diagnostami trwa spór dotyczący opłat za obowiązkowe przeglądy techniczne samochodów.

Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów (PISKP) chce, by kierowcy płacili za badanie techniczne 150 zł zamiast dotychczasowych 98 zł. Jej członkowie zwracają uwagę, że tabela opłat nie zmieniła się od 2004 roku, mimo że w tym czasie koszty prowadzenia działalności wzrosnąć miały - w ocenie PISKP - nawet o 70 proc.

Reklama

Diagności zdają się jednak stać na przegranej pozycji. Przypominamy, że 13 listopada ubiegłego roku weszły w życie nowe przepisy, które obligują kierowców do opłaty za przegląd przed jego wykonaniem. Takie zachowanie bulwersuje wielu kierowców. Do tego grona zalicza się też poseł niezrzeszony - Piotr Liroy-Marzec.

Parlamentarzysta wystąpił do ministra infrastruktury z interpelacją, w której domaga się zmiany obowiązujących przepisów. Liroy wprost nazywa diagnostów "inkasentami", których celem jest "pobranie od obywateli nienależnych opłat".

"Dotychczas kierowca, który udawał się do diagnosty na obowiązkowy przegląd pojazdu był zwykle informowany o istotnych, widocznych na pierwszy rzut oka czy w dokumentacji pojazdu, usterkach. Służyło to poprawie bezpieczeństwa na drogach.

Niedawną nowelizacją przepisów zmieniono diagnostów w inkasentów, którzy najpierw pobierają od użytkownika pojazdu opłatę, a dopiero potem drukują negatywny wynik badania technicznego. Celem takiego działania nie jest poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego, a jedynie pobranie nienależnych opłat od Obywateli" - czytamy w interpelacji.

"Jeżeli bowiem Obywatel będzie w jakimkolwiek urzędzie ubiegał się o załatwienie dowolnej sprawy składając niepełne dokumenty, bez wymaganych zgód i podpisów, urząd po prostu nie przyjmie od niego podania" - wyjaśnia poseł.

"Tymczasem stacje diagnostyczne pobierają opłaty od załatwienia spraw, których nie mają możliwości załatwić. Wiele z tych problemów wynika nie z wad badanego pojazdu, a z błędnych zapisów w systemie CEPIK. Obywatele są więc karani finansowo za błędy popełnione przez administrację państwową" - dodaje.

Liroy pyta wprost, "czy ministerstwo zamierza pilnie doprecyzować przepisy tak, by za niewykonanie przeglądu rejestracyjnego nie była pobierana opłata oraz kiedy obywatele przestaną ponosić koszty błędów w systemie CEPIK?".

Chociaż, kojarzony wcześniej z ruchem Kukiz’15, Liroy-Marzec wielokrotnie stawał po stronie polskich kierowców, ostatnia interpelacja wydaje się raczej działaniem marketingowym. Argumentacja wydaje się słuszna, ale szanse na jakiekolwiek zmiany są na tym polu marginalne.

Zaostrzenie przepisów dotyczących przeglądów technicznych to w dużej mierze efekt nacisków ze strony Unii Europejskiej, która od lat domaga się od Polski zmniejszenia liczby ofiar wypadków drogowych. Jedną z przyczyn zmiany przepisów były statystyki, z których wynikało, że zaledwie 2 proc. pojazdów kończy w Polsce obowiązkowe badanie techniczne z wynikiem negatywnym. Dla porównania w Niemczech, gdzie średni wiek pojazdu jest zdecydowanie niższy, przegląd oblewa nawet co piąty z kontrolowanych samochodów!

Obowiązujące od listopada przepisy mają więc na celu zmotywowanie kierowców do większej dbałości o własne pojazdy.

PR

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje