A niektórzy Polacy tankują po 3 zł. I to masowo!

Mieszkańcy Warmii i Mazur masowo przywożą paliwo z obwodu kaliningradzkiego, gdzie jest ono prawie dwukrotnie tańsze niż w Polsce. Wykorzystują przepisy mówiące o tym, iż z podatku VAT i akcyzy zwolnione jest paliwo przywożone w standardowych bakach samochodów.

Mieszkańcy Warmii i Mazur najczęściej odwiedzają rosyjski obwód kaliningradzki - tylko po to, by dojechać do najbliższej i względnie niedrogiej stacji benzynowej - i po zatankowaniu paliwa wrócić do Polski. Litr oleju napędowego kosztuje w obwodzie kaliningradzkim ok. 30 rubli, czyli ok. 3 złote.

Reklama

Według dyrektora Izby Celnej w Olsztynie Roberta Torenca kierowcy, którzy jeżdżą po paliwo, użytkują samochody mające największe fabryczne zbiorniki. Zgodnie z przepisami celnymi, z Rosji można wwieźć do Polski pełen bak paliwa nie płacąc podatku VAT i akcyzy. Jeśli kierowca przywiezie go więcej, musi zapłacić należne podatki.

Przepisy mówią, że chodzi o fabrycznie zamontowany w aucie zbiornik, a nie przerobiony przez właściciela samochodu. Poza pełnym bakiem można wwieźć bez opłat 10 litrów paliwa w kanistrze. Jedne z najbardziej pojemnych zbiorników paliwa mają volkswageny passaty, dlatego to właśnie przede wszystkim one służą mieszkańcom przygranicznych miejscowości na Warmii i Mazurach do tankowania i przywozu rosyjskiego paliwa. Do zbiorników samochodu tego modelu, zwanego potocznie w regionie tankowozem, mieści się nawet do 100 litrów paliwa.

Według celników większość samochodów przekraczających polsko-rosyjską granicę to właśnie passaty. Na przejściu w Grzechotkach, jak oceniają celnicy, auta te stanowią nawet 90 proc. samochodów, przekraczających granicę.

Jak powiedział jeden z celników, na kilku pasach czekających na przekroczenie granicy w Grzechotkach stoją zazwyczaj same passaty i nie nowe, mają nawet 15,20 lat. Kierowcy nie inwestują w nowsze samochody, bo wiedzą, że celnicy podczas kontroli granicznych mogą je demontować, szukając nielegalnie przewożonego towaru, na przykład papierosów.

Zgodnie z przepisami wwiezione paliwo musi być wykorzystane tylko do napędu tego samochodu, w którym wjechało. Nie wolno go zlewać ani odsprzedawać. Jednak większość podróżujących zarabia na sprowadzaniu rosyjskiego paliwa. Według rozmówców PAP, osoby regularnie przywożące paliwo sprzedają je swoim stałym klientom albo odstawiają do "hurtowników", którzy prowadzą nielegalne stacje paliw blisko granicy. Kierowca, który jeździ po paliwo kilkanaście razy w miesiącu, może zyskać na jego odsprzedaży nawet do 1 tys. złotych.

Celnicy zapewniają, że starają się eliminować przypadki łamania prawa. "Sprawdzamy ilość paliwa w zbiornikach pojazdów. Mamy urządzenia do przepompowywania i w ciągu kilku minut wiemy, ile paliwa naprawdę jest w zbiorniku. Jeśli paliwa jest za dużo, za nadwyżkę należy zapłacić należne podatki oraz opłatę paliwową" - powiedział Ryszard Chudy z Izby Celnej w Olsztynie.

Celnicy sprawdzają też oryginalność zbiorników oraz prowadzą kontrole wewnątrz kraju. W 2012 roku na granicy i w kraju przechwycono 400 tys. litrów nielegalnego paliwa z Rosji.

Celnicy likwidują także nielegalne stacje benzynowe, do których paliwa dostarczają kierowcy wwożący z Rosji do Polski legalne ilości. Największą nielegalną zlewnią odkrytą w 2012 r. była stacja w okolicach Mrągowa, w której znaleziono 6 tys. litrów paliwa. W br. celnicy zlikwidowali już dwie nielegalne zlewnie: w Elblągu, gdzie było 6 tys. litrów nielegalnego paliwa i w Kętrzynie, gdzie zgromadzono 4,5 tys. litrów. Sprzedającym paliwo w takich stacjach, oprócz postępowania, zmierzającego do wyegzekwowania należnych podatków, grozi także odpowiedzialność przed sądem w sprawach karno-skarbowych.

W ub. roku granicę polsko-rosyjską z obwodem kaliningradzkim przekroczyło ok. 1,2 mln samochodów osobowych, 85 tys. ciężarówek i 18 tys. autobusów. Celnicy nie prowadzą statystyk dotyczących legalnego wwozu paliwa do Polski w bakach prywatnych samochodów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje