Eco driving? W Polsce się nie da

Sporo ostatnio pisze się i mówi o tzw. eco drivingu.

Określenie powstało stosunkowo niedawno, natomiast same jego zasady znane są kierowcom od lat. Wiadomo - zmienia się technologia stosowana w autach, zasady ich eksploatacji oraz świadomość kierowców. Niezależnie od tego większość zasad eco drivingu opiera się na prostej ludzkiej logice i zdolności do przewidywania. Brzmi prosto? Owszem. Prosto zapamiętać, prosto zrozumieć i dość prosto zastosować w praktyce. Wszystko pięknie, ale niestety nie w Polsce.

Reklama

Pokrótce przypomnę podstawowe zasady eco drivingu. Chodzi np. o to, by przewidywać sytuację na drodze, tak, by nie przyspieszać gwałtownie, wiedząc, że za chwilę trzeba będzie hamować. Mowa jest też o szybkiej zmianie biegu na wyższy oraz o sprawnym przyspieszaniu. Pod tym ciekawym określeniem kryje się definicja odpowiedniego wciskania pedału gazu. Trzeba go wcisnąć zdecydowanie, tak, by przyspieszanie do prędkości "przelotowej" lub po prostu dozwolonej odbyło się jak najszybciej, bez powolnego przyspieszania na jednym biegu.

Zasady eco drivingu mówią również o nieotwieraniu okien w samochodzie bez potrzeby, używaniu klimatyzacji tylko wtedy, gdy jest potrzebna, nieprzewożeniu zbędnych rzeczy na dachu oraz o pilnowaniu odpowiedniego ciśnienia w oponach. To tak w dużym teoretycznym skrócie. A teraz praktyka.

Nasze "wspaniałe" drogi

Zacznijmy od tematu, który wśród polskich kierowców budzi największe emocje: stan dróg. Jakie są wszyscy wiedzą. Jak "szybko" trwa budowa nowych lub remont starych też wszyscy wiedzą. Niestety wszystko to razem utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia stosowanie zasady, w myśl której powinno się jeździć płynnie bez zbędnego hamowania i przyspieszania. Przy kompletnym braku ostrzeżeń, dotyczących choćby remontów dróg, nagłe hamowanie jest wręcz nieodzowne, jeśli nie chcemy mieć rozbitego samochodu. Sytuacja, w której ostrzeżenie o remoncie jakiegoś odcinka drogi lub ulicy znajduje się na 300 metrów przed nim, jest polską codziennością. Gdyby ostrzeżenia (wraz z proponowanymi i logicznie obmyślanymi objazdami) pojawiały się już na ileś kilometrów lub skrzyżowań (w przypadku miasta) przed remontowanym odcinkiem, kierowcy jeździliby płynniej, a więc bardziej eco, a i korki byłyby sporo mniejsze.

Tu z kolei kłania się zasada eco drivingu, mówiąca o planowaniu podróży, by unikać remontów, stania w korkach itp. Spróbujcie sobie wyobrazić takie planowanie podróży w wakacje, jadąc z Warszawy do Gdańska.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: ciśnienie | skrzyżowania | kierowcy | auto | paliwa | jazdy | kierowca | driving | Nie | eco driving

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje