Świadek śmierci Kuliga

W feralny dla Janusza Kuliga piątek tuż za samochodem kierowcy rajdowego jechał 23-letni mieszkaniec Rzezawy, Robert Cholewa.

- Byłem jakieś sto metrów za nim - opowiada "Przeglądowi Sportowemu" świadek śmierci zawodnika. - Nie jechał szybko, może jakeś 50-60 km/h, bo na tym odcinku szybciej to się nawet nie da. Przed samym przejazdem jeszcze zwolnił. Widziałem światła jego samochodu, a po chwili, w tym miejscu, gdzie wjechało auto już tylko światła z wagonu przejeżdżającego pociągu. To był dosłownie moment, gdy zmiotło samochód z torów.

Reklama

Robert chciał pomóc poszkodowanemu Kuligowi. - Probowałem otworzyć drzwi od strony pasażera. Nie dało rady, dlatego kamieniem rozwaliłem szybę. Chciałem go stamtąd wyciągnąć, ale nie umiałem - wyjaśnia. - Widziałem tylko jego nogi w górze, bo leżał przywalony całym żelastwem. Był blady i w ogóle się nie ruszał.

Pogrzeb Janusza Kuliga odbędzie się w najbliższą środę Więcej na ten temat

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: robert | świadek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje