Śmierć na wyścigach dragsterów

Sporty motorowe zawsze niosły ze sobą ryzyko. Z biegiem czasu stawało się coraz mniejsze, ale zawsze jednak było...

W ostatnich latach technologie dotyczące bezpieczeństwa poszły mocno do przodu. Najlepiej przekonał się o tym Robert Kubica, który wyszedł niemal bez szwanku z wypadku, którego kilka lat wcześniej nie miałby prawa przeżyć.

Reklama

Dlatego wśród poszkodowanych coraz rzadziej znajdują się kierowcy, a coraz częściej - kibice.

Organizatorzy zawodów sportowych robią jednak co mogą, również w tym zakresie. Od wielu lat nie było śmiertelnych ofiar wśród kibiców na wyścigach Formuły 1 czy NASCAR. Wszystkiego przewidzieć się jednak nie da, o czym przekonali się organizatorzy wyścigów dragsterów w Arizonie.

Otóż chwilę po starcie, w bolidzie prowadzonym przez Antona Browna urwało się koło. Pojazd przewrócił się na bok i nawet na chwilę zapalił, kierowcy jednak nic się nie stało. Natomiast urwane koło wzbiło się w powietrze, przeleciało nad barierami ochronnymi i uderzyło kobietę.

Ranna została helikopterem przetransportowana do szpitala, gdzie zmarła.

Mimo wypadku zawody były kontynuowana, przerwał je dopiero deszcz...

Wypadek na filmie:

Dowiedz się więcej na temat: śmierć

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje