Polacy kochają prędkość, która zabija

Nadmierna prędkość wciąż pozostaje najczęstszą przyczyną wypadków drogowych. Dlaczego więc kierowcy lekceważą przepisy drogowe?

Co powoduje, że mimo ponad 9 tys. wypadków w 2010 r. spowodowanych przez szybką jazdę, 85 proc. kierowców przekracza dozwoloną prędkość?

Za mało surowej krytyki

Reklama

Odpowiedzi na te pytania udziela raport przygotowany na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego na temat stosunku Polaków do prędkości oraz ich postaw i zachowań na drodze.

Z badań przeprowadzonych przez ośrodek badawczy TNS Pentor wynika, że polscy kierowcy uważają nadmierną prędkość za zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu, a mimo to nie przyjmują do wiadomości, że jeżdżąc w ten sposób narażają siebie i innych. Skąd więc bierze się w nas ta skłonność do szybkiej jazdy?

Polacy prezentują dwa różne podejścia do przekraczania prędkości. Skrajne przekraczanie prędkości, tj. o 50 km/h i więcej ponad dozwolony limit, spotyka się z surową krytyką jedynie 17 proc. kierowców. Co więcej, połowa ankietowanych nie widzi niczego złego w "naginaniu" wyznaczonych ograniczeń prędkości o 10 - 30 km/h. Tymczasem nawet tak nieznaczne "naciągnięcie" przepisów może pociągać za sobą tragiczne skutki. Pojazd poruszający się 75 km/h, czyli ze średnią prędkością, z jaką przejeżdżamy przez małe miejscowości, zatrzyma się dopiero po przejechaniu 52 metrów od momentu zauważenia niebezpieczeństwa przez kierowcę. Nawet gdy kierujący pojazdem zareaguje 35 metrów od przeszkody, uderzy w nią z prędkością 53 km/h.

Wynik decyzji kierowcy

- Pośpiech, presja innych kierowców lub posiadanie dobrego samochodu - każdy powód jest dobry, aby usprawiedliwić szybszą jazdę. Przekraczając dozwoloną prędkość w mieście bardzo często spotykamy się, stojąc przed czerwonym światłem z tymi kierowcami, którzy jadą przepisowo. To m.in. oznacza, że na miejsce dojedziemy w tym samym czasie. Wielu kierowców jest również zdania, że jeżdżąc dobrym samochodem, wyposażonym w nowoczesne systemy, nic im nie grozi. Niestety, tak nie jest. Nawet najlepsze zabezpieczenia nie ochronią nas podczas jazdy z nadmierną prędkością. Warto więc zastanowić się, czy warto jest ryzykować mandat, utratę prawa jazdy, czy też własne zdrowie i życie - komentuje Jerzy Szymłowski, ekspert w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

- Polacy postrzegają szybką jazdę innych kierowców jako zagrożenie i potępiają ich brawurowe zachowanie na drodze. Sami jednak przekraczają dopuszczalne limity prędkości, ponieważ nie widzą w tym niczego złego. Generalnie, według badanych, bezpieczeństwu na drogach zagrażają inni, szybko jeżdżący kierowcy oraz szereg niezależnych czynników, takich jak warunki atmosferyczne czy stan dróg. W rzeczywistości jednak główna przyczyna wypadków, tj. niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze wynika z decyzji kierowcy - mówi Katarzyna Turska, dyrektor Sekretariatu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Znaki źle ustawione

Kolejny powód, dla którego Polacy przekraczają prędkość, to przeświadczenie, że jest to atrybut doświadczonego i dobrego kierowcy, który sam jest w stanie ocenić, kiedy może jechać szybciej.

W tym względzie kieruje się takimi czynnikami, jak warunki atmosferyczne, stan nawierzchni i rodzaj drogi. Dobra pogoda i jazda w terenie niezabudowanym dają mu poczucie bezpieczeństwa i skłaniają do szybszej jazdy.

Ponadto, 62 proc. kierowców uważa, że narzucone przez znaki limity prędkości są źle ustawione, a 45 proc. stwierdza, że dopuszczalna prędkość poza terenem zabudowanym powinna być podwyższona.

To, jak błędne i groźne są to założenia, świadczą statystyki policji. W ubiegłym roku na prostych odcinkach dróg zaistniało 21 370 wypadków (55 proc.), a śmierć w nich poniosły 2 592 osoby (66,3 proc.). Do największej liczby wypadków, bo aż 58 proc., doszło również w dobrych warunkach atmosferycznych. Jak więc widać, poleganie przez kierowców tylko na własnym doświadczeniu i ocenie sytuacji, a nie na znakach drogowych, może mieć tragiczne konsekwencje.

"Ja mogę, inni nie"

Polacy postrzegają prędkość jako zagrożenie, kiedy jest ona przekraczana przez innych uczestników ruchu. Co innego, gdy sami prowadzą samochód i mają poczucie kontroli. Wtedy jazda z prędkością 10-30 km/h ponad limit wydaje im się całkowicie bezpieczna.

- Wyniki badań przeprowadzonych przez TNS Pentor wskazują, że u 70 proc. kierowców prędkość wywołuje pozytywne skojarzenia takie jak: przyjemność, swoboda, wolność, pewność siebie... Dla mężczyzn są to mocniejsze wrażenia związane z ekscytacją ryzykiem, adrenaliną. Jest również sposobem na imponowanie innym i budowę własnego wizerunku wyjątkowego mężczyzny, bo dobrego, doświadczonego kierowcy. Dla kobiet natomiast asocjacje związane z prędkością dotyczą takich obszarów jak poczucie wolności, swoboda, niezależność i radość - tłumaczy Andrzej Markowski, psycholog transportu.

- Zbliżającemu się okresowi Świąt Wielkanocnych i majowego weekendu co roku towarzyszy wzmożony ruch na drogach. Wielu osobom zależy, aby jak najszybciej dojechać na miejsce. Zanim jednak zdecydujemy się przekroczyć dozwoloną prędkość, warto zastanowić się, czy aby naszą decyzję podejmujemy w oparciu o właściwe założenia. Jak pokazują bowiem wyniki badań, polscy kierowcy żyją w błędnym przeświadczeniu, że wiedzą lepiej, kiedy mogą pozwolić sobie na szybszą jazdę i nie dopuszczają do siebie myśli, że swoim zachowaniem stwarzają zagrożenie dla siebie i innych - dodaje Katarzyna Turska.

Dowiedz się więcej na temat: kierowcy | przepisy drogowe | Polacy | nadmierna prędkość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje