Kubica to: urodzony zwycięzca, przeciętny kierowca czy pechowiec?

Kierowcy rajdowi (i nie tylko oni) dzielą się na kilka grup. Pierwszą, elitarną, tworzą urodzeni zwycięzcy. Niezależnie, gdzie i w jakim zespole startują, odnoszą sukcesy.

Mają zawsze doskonale przygotowane samochody, sprawne ekipy mechaników i pilotów, którym nigdy nie sklejają się kartki z opisem trasy, a przede wszystkim zawsze sprzyja im szczęście.

Reklama

Do grupy drugiej należą przeciętniacy. Dojeżdżają do mety, ale bardzo rzadko, jeżeli w ogóle, zdarza im się stanąć na podium ważnej imprezy. Solidni, aczkolwiek trochę bezbarwni. Dlatego nie ekscytują tłumów. Są też notoryczni pechowcy.

Jedni co prawda nie popełniają większych błędów, ale nieustannie borykają się z awariami samochodów, mają niespodziewane kłopoty na dojazdówkach, źle dobierają opony itp. Inni błyszczą, wygrywają odcinki specjalne, uzyskują miażdżącą przewagę nad rywalami, są bliscy spektakularnej wygranej, a potem... bum, trrrrach i po nadziejach. Ich zachwycające wzloty oraz bolesne upadki przyciągają uwagę kibiców i zainteresowanie mediów.

Czy do tej ostatniej grupy już na zawsze zaliczymy Roberta Kubicę? Jego udział w Rajdzie Wysp Kanaryjskich - efektowny start i przykry finał, nie pierwszy już taki w karierze tego kierowcy - wywołały mnóstwo komentarzy. Jako pierwsi odezwali się oczywiście zawodowi "hejterzy", dający upust swojej frustracji, bezinteresownej zawiści i niczym nie uzasadnionej niechęci, a także życzliwi doradcy sugerujący pilną zmianę zajęcia.

"Ten głupiec nigdy nie umiał jeździć!!!!!!!!!!! Dać mu z powrotem kartinga i to na akumulator 9 V żeby się głupiec nie zabił. Kubica proponuję przenieść się na pszczelarstwo tam się spełnisz ofiaro losu. Chciałbym poznać tego głupca twego sponsora. Chyba jest niewidomy" - pisze (nomen omen) "robert"

"Takie są skutki wpuszczania inwalidy za kierownicę. Gdyby Kubica chciał zrobić teraz prawo jazdy nie przeszedłby badań lekarskich. Żal mi go, żal że taki głupi" - wyraża swoją opinię, rzecz jasna anonimowo niejaki "ja".

"Miałem do dziś wielki szacunek do tego gościa, ale teraz widzę, że on powinien zająć się czymś innym. To zwykły nieudacznik, który stanowi dla siebie i dla innych zagrożenie..." - zauważa "głos".

"Kubica dziadu idź już na rentę lepiej i Polaków nie ośmieszaj już. Ty byś może jeździć chciał ale już nic z tego. Jedyne na czym możesz jeździć jeszcze to rower ale na trzech kołach..." - wyrokuje "Patriota".

"Ta oferma powinien grać w warcaby" - twierdzi, bez zbytniego przejmowania się zasadami gramatyki, "dziadek".

"Bardzo się cieszę. Gratuluję głupoty!!!! I czekam kiedy łeb sobie urwie i będzie spokój!!!!!!!!!!!!" - to kolejny głos z tego samego chóru.

Są też komentarze pozbawione złośliwych uogólnień, bez osobistych wycieczek pod adresem Roberta Kubicy, co nie znaczy, że mniej zjadliwe.

"Juve 69" troszczy się o los kibiców: "Tylu tam widzów na poboczu. Całe szczęście, że ten czubek nikogo nie zabił. Chłopaczku, daj sobie spokój z tą jazdą (...) Bo twoje chore ambicje skończą się tragedią niewinnych ludzi."

"LewisHamilto" wcielił się w rolę jasnowidza: "(...) Jeśli przeżyje 100 pierwszych wypadków (...) potem będzie mu łatwiej."

"Zenek z baru" dostrzega podobieństwa między startami Roberta Kubicy i innych polskich sportowców: "Jakby dojechał to by wygrał, ale nie dojechał. Skąd ja to znam? Polacy nic się nie stało..."

"Skoda" wyraża żal: "Szkoda, że zdolny kierowca (to bezdyskusyjne) rozmienia się na drobne. Doszedł i coś znaczył w najwyższej światowej lidze. Było mało. Teraz zostało crashowanie".

Niektórzy z internautów lapidarnie oceniają taktykę jazdy Kubicy: "Miał ponad minutę przewagi nad następnym, po co cisł na dechę i niepotrzebnie ryzykował? Kierowcą jest dobrym, ale strateg z niego żaden" - pisze "olz".

Fotosy

Inni, nie szczędząc krytyki, okazują jednocześnie zrozumienie: "(...) znów miał przewagę i znów pajacował. (...) Przecież żeby dowieźć zwycięstwo, najpierw trzeba dojechać. Jak zwykle brawura i szatańskie prędkości, a to nie F1. (...) Ale z drugiej strony się nie dziwię. (...) Kubica poza rajdami nie ma nic. Ani szkoły, ani kursów, ani doświadczenia w niczym. Musi jeździć, bo tylko w tym jest dobry. Byle nie za najwyższą cenę, Robercie, byle nie za najwyższą cenę...". Albo ukazują rzecz na szerszym tle: "Jako pierwszy Polak dokonał w F1 strasznie dużo rzeczy, o których nam się kiedyś nawet nie śniło. Tyle tylko, że patrząc obiektywnie, jego koledzy, którzy z nim zaczynali kariery, a nawet ci, którzy byli rezerwowymi w jego zespołach mają już na koncie tytuły mistrzów, miejsca na podium, a on utknął gdzieś w tunelu z napisem "talent". Poświęca się jakimś lokalnym wyścigom, o których kiedyś nikt nie słyszał i rozbija kolejne samochody ryzykując życiem" - pisze "kibic".

Niektórzy pokusili się o dokonanie amatorskiej analizy poklatkowej i fonograficznej filmu, dokumentującego zdarzenia na Wyspach Kanaryjskich, która pozwoliła wysnuć im wnioski, dotyczące przyczyn kraksy. "Kubica szedł od początku do końca na maksa. To była teoria przed obejrzeniem filmu. Po obejrzeniu filmu wina jest ewidentna pilota. Zgubił jeden zakręt i podyktował mu prawy a później lewy podczas gdy był prawy następnie prawy i za nim lewy. Jeśli Kubica jechał na "pilota" to nie mógł ustawić dobrze samochodu do zakrętu i musiał przydzwonić. Zresztą słychać zawiedziony głos Kubicy: "Prawy". Takie sytuacje się zdarzają - zwyczajny błąd w opisie" - informuje opinię publiczną "Andreas".

"Hejterom" odpór dają zdeklarowani wielbiciele kierowcy z Krakowa. Bardzo podoba się nam wpis, którego autor porównuje Roberta Kubicę do... Fryderyka Chopina, tylko "szalejącego, nie takiego nudnego z powtarzalną frazą". Jak twierdzi internauta ukrywający się pod nickiem "Książę", Kubica z profilu jest nawet trochę do Chopina podobny...

Fani kierowcy w jego obronie są gotowi przejść od słów do czynów. Tak jak "rolnik c 330", który stawia sprawę jasno: "Jak ktoś ma jakieś uwagi na temat Roberta Kubicy to czekam na zarzeczu o 18-tej przy moście w Garwolinie".

Wiele do myślenia dają komentarze do reakcji Macieja Barana na pytanie dziennikarza telewizyjnego, dotyczące stanu ręki Roberta Kubicy. Jego ostra, by nie rzec chamska wypowiedź przed kamerą została dość zgodnie uznana za... "fenomenalną ciętą ripostę". Cóż, pozostawimy tę ocenę... bez komentarza.

W Internecie pojawiło się również znamienne w swej wymowie zdjęcie wykonane podczas rajdu na Wyspach Kanaryjskich przez jednego z czeskich fotoreporterów. O co tu chodzi? Czy uchwycony na fotografii gest to czysty przypadek? A może fotomontaż? Trudno jakoś uwierzyć, by kierowca rajdowy podczas jazdy demonstracyjnie wysuwał za szybę rękę, zwłaszcza, że jest to ręka lewa, w tym przypadku ta sprawniejsza, niezbędna do prowadzenia auta. Podobnie niewiarygodne wydaje się podejrzenie, że Robert Kubica, człowiek znany z elegancji i dobrych manier w tak niewybredny sposób solidaryzował się z zachowaniem swojego pilota...

Tak doszło do wypadku:

Dowiedz się więcej na temat: zwycięzcy | pechowiec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje