F1 z silnikiem jak lanos?

Mamy złą wiadomość dla wszystkich przeciwników stosowanego obecnie na szeroką skalę downsizingu. Pomiędzy zespołami Formuły 1 trwają właśnie poważne rozmowy na temat przyszłości jednostek napędowych.

Teamy są już bliskie ustalenia nowych zasad dotyczących budowy silników. Wiele wskazuje na to, że silniki które pojawią w samochodach F1 w 2013 roku zamiast ośmiu będą miały tylko cztery cylindry. Co więcej ich pojemność ograniczona zostanie do 1500 cm sześciennych. Zespoły uzgodniły jednak, że jednostki będą wyposażone w dwie turbosprężarki i wtrysk bezpośredni.

Reklama

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że motor o pojemności, jaką znamy chociażby z polonezów czy lanosów w bolidzie Formuły 1 nie jest najlepszym rozwiązaniem. Fani sportów motorowych wiedzą jednak doskonale, że powrót zakazanych w 1989 roku turbosprężarek może tchnąć w królową sportów motorowych nowego ducha.

Silniki, które obecnie napędzają startujące na torach F1 bolidy, to 2,4-litrowe V8. Limit pojemności (2,4 l) ustalono ostatecznie w 2006 roku. Od początku lat dziewięćdziesiątych górną granicę pojemności stopniowo zmniejszano (początkowo było to 3,5 l). Od roku 2007 rozwój jednostek napędowych V8 został zamrożony.

Czy zastosowanie mniejszych silników wpłynie na pogorszenie osiągów? Prawdę mówiąc, raczej nie powinniśmy się tego obawiać. Należy pamiętać, że złote czasy Formuły 1 przypadają głównie na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte (zwłaszcza po roku 1983), kiedy to producenci mogli stosować jeden z dwóch typów motorów. W latach 1966-1986 FIA dopuszczała stosowanie doładowanych jednostek limitowanych pojemnością 1500 cm sześciennych lub silników atmosferycznych o pojemności do 3000 cm sześciennych.

Właśnie w tych czasach w głowach inżynierów rodziły się prawdziwe doładowane potwory, najczęściej w układzie V6 (Ferrari, Ford) lub R4 (BMW, Honda, Zakspeed), ale trafiały się też V8 (konstrukcji Alfy Romeo). Ich moc nierzadko przekraczała nawet 1100 KM! Rozwój doładowanych jednostek postępował w tak szybkim tempie, że m.in. w obawie o bezpieczeństwo kierowców, w 1989 roku 1,5-litrowe silniki z doładowaniem zostały zakazane. Zastąpiły je stosowane do dziś ośmiocylindrowe konstrukcje w układzie V, których pojemność stopniowo ograniczano.

Oficjalnym powodem planów powrotu do mniejszych jednostek z turbodoładowaniem jest chęć ochrony środowiska, a co za tym idzie zmniejszenie zużycia paliwa. To jednak stosunkowo pokrętna argumentacja, jeśli wziąć pod uwagę, fakt, że jeden boeing 747 lecący z Europy do Japonii zużywa więcej paliwa niż team Formuły 1 przez cały sezon...

By jednak fani Formuły 1 nie czuli się zbyt dobrze, w tej beczce miodu znalazła się również odrobina dziegciu. Ceną za powrót do doładowanych jednostek napędowych ma być podobno obowiązkowy system KERS.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje