Reklama

Polskie auto prawie jak BMW

Jedynym mocnym dowodem, że rodzima myśl techniczna nie odbiegała wcale od zachodniej były budowane w kraju prototypy.

Reklama

Rewolucyjna warszawa 210 stała się podobno jednym z pierwowzorów wołgi GAZ-24 (chociaż sama była kopią amerykańskiego forda), beskid już we wczesnych latach osiemdziesiątych pokazał, jak wyglądać powinny współczesne samochody miejskie, a przednionapędowy wars (który zastąpić miał wysłużonego poloneza) być może stałby się eksportowym hitem na miarę czeskiej skody favorit.

Oczywiście bywały też i wpadki. Zbudowany w 1981 roku model poloneza z dwiema tylnymi osiami (jeden z prototypów wytwarzanego później trucka) prócz tego, że potrafił przewieźć tonę, zasłynął również tym, że notorycznie zawieszał się na krawężnikach. Napędzana była jedynie pierwsza z dwóch tylnych osi, więc próba wjazdu tyłem na krawężnik kończyła się przeważnie unieruchomieniem auta...

Cóż, lata niekompetencji władzy, cięcie kosztów i odkładanie większości pomysłów ad acta przełożyły się na niewielkie sukcesy (a właściwie można by napisać, że ich brak) na arenie międzynarodowej.

Co ciekawe, za granicą obok fiata 125p i poloneza najbardziej znanym przedstawicielem polskiej myśli technicznej jest żuk, który montowany był nawet w Egipcie.

To, że dzisiaj w zasadzie nie produkujemy już własnych samochodów wynika również z faktu, że przez dziesięciolecia nie dorobiliśmy się żadnej znanej poza granicami marki. Czesi mają swoją Skodę, Rumuni Dacię, Rosjanie Ładę a u nas funkcjonowała jedynie Fabryka Samochodów Osobowych.

Cóż, FSO brzmi prawie jak BMW, lecz - jak powszechnie wiadomo - prawie robi wielką różnicę...

Zjedź na pobocze.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: auto | BMW

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje