Reklama

Potrąciłeś pieszego bez odblasków? To jego wina!

Półtora roku temu wprowadzono przepis nakazujący, by piesi poza obszarem zabudowanym, po zmroku, nosili elementy odblaskowe. Oczywiście było na ten temat sporo szumu, informacje w mediach, komentarze internautów. I co? I nic! Ubrani w ciemną odzież piesi nadal wędrują poboczami i co jakiś czas któryś zostaje trafiony przez samochód. A kierowca ma mnóstwo problemów i uraz na całe życie.

Już w chwili wprowadzania tego przepisu pisałem o tym, że będzie on martwy. Miałem rację. Można sobie wprowadzać najwspanialsze przepisy, ale jeśli nie da się ich wyegzekwować, są po prostu guzik warte.

Reklama

Szczególnie śmieszyło mnie, że dziennikarze przy takich okazjach zawsze pytają policjanta albo jakiegoś eksperta: niech pan powie, dlaczego powinniśmy nosić odblaski?

No tak, bo redaktorek sam nie wie, dlaczego, musi zapytać fachowca. A ma prawo jazdy? A umie myśleć...?

Hipokryzja i zakłamanie

Ci, którzy wprowadzali ten przepis, z pewnością zdawali sobie sprawę, jak trudno będzie go wyegzekwować. Już widzę te radiowozy tropiące pieszych po zmroku poza obszarem zabudowanym. Policja drogowa ma trudności z wyłapywaniem piratów drogowych, durniów, którzy stwarzają na co dzień ogromne zagrożenie, wyprzedzają na trzeciego, przejeżdżają na czerwonym świetle, a co dopiero mówić o ściganiu pieszych bez odblasków.

A jednak wprowadzono ten przepis. Po co? Może liczono na podreperowanie budżetu państwa, może starano się pokazać, jak to dbamy o bezpieczeństwo na drogach. A może jedno i drugie.

To działanie okazało się jednak czysto pozorne. Warto natomiast pamiętać, że każdy przepis, który nie może być wyegzekwowany, nie tylko ośmiesza jego twórcę, ale i demoralizuje społeczeństwo. Mam nosić odblaski ? Oj tam, a kto to sprawdzi... Tak właśnie myśli większość.

Polacy wiedzą lepiej

Polak nie znosi, gdy cokolwiek mu się nakazuje. Polak zawsze wie lepiej, na wszystkim się zna. Historia naszego kraju dobitnie dowodzi, jak na takim rozumowaniu wychodziliśmy.

Można nie przejmować się komentarzami internautów, którzy czasem piszą takie brednie, iż ręce opadają i mają trudności ze zrozumieniem przeczytanego tekstu. W dodatku swojego kompleksy okraszają chamstwem i prostactwem. Jeśli jednak dziennikarze także nawołują do lekceważenia bezpieczeństwa i łamania prawa, woła to już o pomstę do nieba.

Jeden z takich właśnie dziennikarzy pisze na twiterze: Oświadczam niniejszym, że mam przepis o odblaskach gdzieś i będę  go łamał przy każdej możliwej okazji.

Przecież jest to oświadczenie, że ów mądrala będzie łamał prawo. Przeczytają to inni "mistrzowie" i zaraz powiedzą: o tak, ten gościu ma rację, brawo, co nam będą narzucać jakieś bzdury, co za policyjne państwo itd. ... My Polacy cenimy sobie wolność!

W ten właśnie prosty sposób jakże łatwo podlizywać się ciemnej gawiedzi i zyskiwać tanią popularność.

Ok, nie noś odblasków!

Pomijam to, że gdyby państwo nie mogło nam niczego narzucać, to czemu miałbym nie chodzić po ruchliwej jezdni, spacerować np. po autostradzie? Czemu miałbym nie jeździć na obszarze zabudowanym z prędkością 200 km/h? Jaki prawem ktoś będzie mi coś narzucał? Ja wiem lepiej!

Ja jednak łatwo bym sobie poradził z takimi mądralami. Nie miałeś odblasków? Szedłeś poboczem i trzasnął cię samochód? To zostajesz uznany wyłącznie winnym takiego wypadku. Na mocy prawa. Stworzyłeś zagrożenie, a zatem ponosisz pełna odpowiedzialność i to jeszcze ty będziesz płacił kierowcy samochodu odszkodowanie za uszkodzenia auta, za stres, za straty moralne itd.

Jak się bawić, to się bawić. Bądźmy konsekwentni.  I nie licz na to, że budżet państwa pokryje koszty twojego leczenia. Sam jesteś sobie winien. A teraz proszę bardzo, wyjdź na drogę cwaniaku, a ja cię rozjadę. 

Tu jest potrzebna świadomość

Na nic zdadzą się przepisy, dopóki społeczeństwu nie wbije się do głów, po co są odblaski. Pieszym wydaje się, że skoro oni widzą z dużej odległości światła samochodu, to kierowca też ich z pewnością dostrzega.

W rzeczywistości ubranego w ciemną odzież pieszego, idącego poboczem lub skrajem jezdni zauważamy dopiero z odległości ok. 30 metrów. Przy prędkości 110 m/h pojazd pokonuje ten dystans w czasie 1 sekundy. A zatem nawet nie zdążymy rozpocząć hamowania.

Jeżeli pada deszcz, jezdnia jest mokra albo ktoś nadjeżdżający z przeciwka nas oślepia, możemy zauważyć pieszego z odległości zaledwie 8-10 metrów.

Po to właśnie potrzebne są odblaski, by dostrzec go znacznie wcześniej. Tę prawdę trzeba przedstawiać już dzieciom w przedszkolu. Pokazywać filmy, organizować pokazy. Potem jest już za późno. Starsi wszystko wiedzą najlepiej. Dopóki nie zostaną rozjechani.

Polski kierowca

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje